Wirus HIV nie zna granic
Na Ukrainę dotarła właśnie spóźniona w stosunku do państw Europy ; Zachodniej epidemia HIV/AIDS. I będzie się musiała z nią zmierzyć skostniała, niedofinansowana i niezreformowana ukraińska służba zdrowia. 10 lat temu ukraiński narkoman Andriej w więzieniu dowiedział się, że jest nosicielem HIV. Gdy zapytał, ile jeszcze będzie żyć, powiedziano mu: "za granicą 10 lat, na Ukrainie - pięć, ale przy dobrym odżywianiu. Ponieważ jesteś w więzieniu, może pociągniesz trzy lata".
"Nieszczęście polega na tym, że wiele osób na Ukrainie myśli według schematu: nie jestem narkomanem, gejem ani prostytutką. Więc problem HIV mnie nie dotyczy. Chcieliśmy dotrzeć do nich z przekazem, że także oni są na skraju ryzyka" - mówiła Jelena Franczuk, założycielka fundacji ANTI-AIDS.
Matki-nosicielki HIV
Bardzo wiele Ukrainek dowiaduje się o tym, że są nosicielkami, dopiero po urodzeniu zakażonego wirusem HIV dziecka. Dasza, obecnie pracownica Ogólnoukraińskiej Sieci Ludzi Żyjących z HIV/AIDS (All-Ukrainian Network of PLWH), o swoim nosicielstwie dowiedziała się sześć lat temu, gdy po urodzeniu córeczki pobrano jej krew pępowinową, w której stwierdzono obecność przeciwciał. "Dla mnie to był straszny szok, gdy po trzykrotnym powtarzaniu testów, wynik był za każdym razem dodatni. Nie mam pojęcia, jak długo żyłam z wirusem HIV w ogóle o tym nie wiedząc" - opowiada.
Kolejny cios przyszedł w momencie, gdy wyniki badań nie pozostawiały już żadnej wątpliwości, że nosicielką jest również jej córeczka. Dziewczynka, która w tym roku pójdzie do szkoły, nic nie wie o swojej chorobie. Matka mówi, że w ten sposób chroni ją przed wszechobecną na Ukrainie stygmatyzacją i dyskryminacją. Leki antyretrowirusowe obie otrzymują od trzech lat. Codziennie, dając jej lekarstwo, matka mówi po prostu: "musisz to łyknąć, żeby nie chorować".
"Jeszcze sześć lat temu takie osoby jak Dasza i jej córka były na Ukrainie pozostawione same sobie. Praktycznie nie było diagnostyki i żadnego leczenia. Ludzie musieli się zorganizować sami i tak powstała All-Ukrainian Network of PLWH" - opowiada Dmitrij, jeden z jej twórców. Przełom nastąpił w 2003 roku, kiedy po tzw. pomarańczowej rewolucji zaczęły płynąć wielkim strumieniem międzynarodowe pieniądze. Ukraina dostała na leczenie HIV/AIDS 92 mln dolarów z Funduszu Globalnego do Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią oraz 60 mln dolarów z Banku Światowego. Dystrybucja środków odbywała się na początku za pośrednictwem ukraińskiego Ministerstwa Ochrony Zdrowia. Program szybko został wstrzymany, gdy okazało się, że procedury przetargowe nie spełniały międzynarodowych standardów. Terapię antyretrowirusową zapewniono tylko 137 osobom. Gdy realizację programu lekowego powierzono brytyjskiej organizacji pozarządowej International HIV/AIDS Alliance, tempo przyrostu leczenia nowych pacjentów radykalnie wzrosło.
Obecnie leki antyretrowirusowe dostaje za pośrednictwem organizacji pozarządowych 4,5 tys. osób, a z budżetu państwa jest finansowanych ok. 1 tys. terapii.
Za późna diagnoza
Jako pierwszy w całym kraju leczenie farmakologiczne wprowadził w 2000 roku Instytut Epidemiologii i Chorób Zakaźnych w Kijowie. Wtedy nie było ono jeszcze - tak jak jest teraz - całkowicie bezpłatne dla pacjenta. Na szerszą skalę, dzięki środkom z Funduszu Globalnego, tutejszy oddział AIDS zaczął leczyć ludzi z całej Ukrainy dopiero w 2004 roku. W tej chwili pod jego opieką jest 480 osób, większość w bardzo ciężkim stanie.
Problemem Ukrainy jest bowiem to, że bardzo wielu chorych jest diagnozowanych już w stadium rozwiniętego AIDS. "To są ludzie, którzy zarazili się 10, 15 lat temu. Wcześniej nie było powodu, by poddać się diagnostyce, dopiero gdy ich zdrowie znacznie się pogorszy, trafiają do wenerologa, toksykologa czy pneumonologa, który sugeruje, by poddać się badaniu. Okazuje się, że to już jest AIDS. Szczerze muszę powiedzieć, że nie ma żadnego szkolenia na ten temat dla lekarzy, którzy z potencjalnymi nosicielami HIV mogą stykać się na niższych poziomach systemu ochrony zdrowia: dla lekarzy rodzinnych i specjalistów. Dlatego tak mało osób jest przez nich diagnozowanych" - mówi Jurij Kobyszcza ze Światowej Organizacji Zdrowia. Jego zdaniem, to jest pytanie natury politycznej: jak zbudować system pomocy medycznej dla nosicieli HIV. 35 specjalistycznych centrów ds. AIDS, które obecnie istnieją na Ukrainie, przestaje wystarczać.
"Ministerstwo mówi: macie swoje centra, idźcie się tam leczyć. One rzeczywiście działają całkiem dobrze, ale lekarze pracują w nich od rana do wieczora. Można oczywiście dwukrotnie zwiększyć liczbę personelu, ale to nie jest przecież rozwiązanie perspektywiczne. Bardzo nas martwi, że stosunek do takich chorych poza centrami nie jest dobry. Według badań, które zrobiliśmy, lekarze zajmują drugie miejsce pod względem stopnia dyskryminacji i stygmatyzacji HIV-pozytywnych osób na Ukrainie!" - mówi Jurij Kobyszcza.
Identyfikację nosicieli HIV utrudnia też niejednoznaczne podejście do diagnostyki. Obowiązkowe i ogólnie dostępne na Ukrainie są tylko testy dla dawców krwi. Z budżetu państwa są finansowane także badania wykonywane kobietom ciężarnym, ale nie są obowiązkowe. Są rekomendowane kobietom dwukrotnie w czasie ciąży. Obecnie 95 proc. ciężarnych zgadza się na ich wykonanie. Reszta badań jest robiona kosztem budżetów lokalnych i z tym są problemy, bo dostęp do diagnostyki jest tylko tam, gdzie lokalny samorząd na to stać.
Nie ma ucieczki od problemu
Olga Mieńszykowa, młoda lekarka zatrudniona obecnie w Centrum Dziecięcej Kardiologii i Kardiochirurgii w Kijowie, opowiedziała Pulsowi Medycyny, jak odbywała staż w szpitalu pogotowia ratunkowego we Lwowie. W tym mieście lokalne władze nie wykupiły badań na nosicielstwo HIV nawet osobom z tzw. grup ryzyka. "Trafiało do nas wielu narkomanów, alkoholików, ludzi z marginesu społecznego. Mimo to nie robiło się im badań na obecność HIV. Nie mieliśmy nawet dostatecznej ilości rękawiczek. Kupowałam je sobie za własne pieniądze" - mówi.
Od problemu diagnostyki HIV/AIDS nie może uciekać żaden z ukraińskich szpitali, bo prędzej czy później się z nim zetknie. W Centrum Dziecięcej Kardiologii i Kardiochirurgii w Kijowie, które jako jedyne w kraju operuje dzieci z wrodzonymi wadami serca, obecnie wykonuje się testy na obecność HIV wszystkim małym pacjentom, jeśli tylko wyrażą na to zgodę ich rodzice. Ale nie zawsze tak było. "Z początku nie robiliśmy dzieciom badań przed operacją. Zaczęliśmy je wykonywać, gdy okazało się, że zoperowaliśmy dziecko, które miało chorych rodziców. My o tym nie wiedzieliśmy, bo nam nie powiedzieli. O tym, że są nosicielami dowiedzieliśmy się już po operacji od dziennikarzy, którzy nagłośnili tę sprawę" - opowiada Nadia Rudenko, zastępca dyrektora Centrum Dziecięcej Kardiologii i Kardiochirurgii w Kijowie. Wrodzone wady serca są częste u dzieci-nosicieli HIV nie ze względu na wirusa, lecz wyniszczający tryb życia ich matek, przeważnie narkomanek. W tym szpitalu z powodzeniem leczono już 10 takich zainfekowanych dzieci. Pierwsza operacja odbyła się w 2003 roku. Ostatni operowany w kwietniu br. roku pacjent - czteroletni chłopiec był dzieckiem zdrowych rodziców, zakażonym w innym szpitalu podczas leczenia sepsy. Na operację wrodzonej wady serca trafił już w stadium AIDS.
"Ze względu na specyfikę kardiochirurgii mamy świadomość, jak poważnym problemem jest dla nas epidemia HIV/AIDS. W szpitalu wszędzie dookoła nas jest krew. Dlatego każdego pacjenta staramy się traktować tak, jakby był potencjalnie zainfekowany" - zapewnia Nadia Rudenko. Takie podejście zaleca ukraińskim lekarzom Ministerstwo Ochrony Zdrowia i wiatowa Organizacja Zdrowia. A ponieważ HIV nie zna granic, większą ostrożność powinny też wykazać polskie służby medyczne.
Jurij Kobyszcza z WHO mówi o tym wprost. "Spodziewamy się, że epidemia HIV może dotrzeć również do Polski. Może się to odbyć przez tzw. grupy-mosty. Są to np. klienci ukraińskich prostytutek, ich żony, kobiety mające partnera utrzymującego kontakty biseksualne, partnerzy seksualni ludzi używających narkotyków. To jest ten drugi rząd ludzi, który w tej chwili stanowi największe zagrożenie, ponieważ nie mamy do nich żadnego realnego dostępu".
Skala zagrożenia
Według szacunków UNAIDS (Programu Narodów Zjednoczonych na Rzecz Walki z HIV/AIDS), nosicielami wirusa jest na Ukrainie już 400 tys. osób. U co najmniej 10 tys. Ukraińców zdiagnozowano już stadium AIDS. Każdego dnia dochodzi do zainfekowania wirusem kolejnych 47 osób. Trzech na czterech nosicieli nie wie, że żyje z wirusem HIV. W 2003 roku Bank Światowy przygotował dla Ukrainy dwie prognozy rozwoju sytuacji: optymistyczną i pesymistyczną. Już wiadomo, na podstawie tempa przyrostu zakażeń, że bardziej realna jest ta pesymistyczna. Według niej, w 2014 roku 800 tys. osób będzie nosicielami HIV, a AIDS zabije do tego czasu 50 tys. Ukraińców.
Siła organizacji pozarządowych
Na Ukrainie na rzecz ludzi HIV-pozytywnych działa kilkanaście organizacji pozarządowych. W pomoc nosicielom zaangażował się też lokalny biznes. Założycielką największej organizacji pozarządowej ANTI-AIDS Foundation jest Jelena Franczuk, córka byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy i żona jednego z najbogatszych Ukraińców Wiktora Pinczuka. Fundacja zorganizowała w ciągu trzech i pół roku istnienia sześć ogólnokrajowych kampanii informacyjnych poświęconych profilaktyce AIDS. Otacza opieką zwłaszcza młode matki zarażone wirusem oraz dzieci HIV-pozytywne oddane do domów dziecka. Na zaproszenie fundacji charytatywnie wystąpił w Kijowie Elton John. Z tej okazji dziennikarze z kilku krajów europejskich, w tym z Polski, zostali zaproszeni do udziału w tzw. press tour sfinansowanym przez organizatorów.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska, Kijów