Zmowy są groźne

opublikowano: 08-12-2003, 00:00

Katarzyna Tymowska, kierownik Studium Podyplomowego Ekonomiki Zdrowia w Katedrze Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, na temat trudności związanych z niedostateczną liczbą ofert na usługi podstawowej opieki zdrowotnej w 2004 roku:

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Kłopoty z kontraktami na 2004 rok powinny przede wszystkim zachęcić do takich zmian w systemie opieki zdrowotnej, aby uniemożliwić tworzenie nieformalnych zmów monopolistycznych przez świadczeniodawców. Takie zmowy, niezależnie od tego, jakie mamy sympatie dla lekarzy, którzy nie godzą się na obecne warunki kontraktowania, są poważnym zagrożeniem dla poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli i dla stabilności całego systemu.
Należy stworzyć takie instytucje, poprzez które będzie następowało uzgadnianie zasad kontraktowania ze świadczeniodawcami. Ale nie powinno to być stowarzyszenie lekarzy czy szpitali (obligatoryjna przynależność do takiego stowarzyszenia lekarzy nie jest możliwa do wprowadzenia z powodu wolności zrzeszania się, obowiązek może być jedynie w przypadku korporacji, czyli izb lekarskich i pielęgniarskich). Należy raczej powołać publiczną agencję, która będzie ustalała standardy postępowania i taryfy. Moc prawną powinny one mieć poprzez rozporządzenie ministra zdrowia, a uzgadnianie ze środowiskiem następowałoby zarówno przez udział przedstawicieli profesjonalistów medycznych w pracach tej agencji, jak i poprzez uzgadnianie treści rozporządzeń.
Czteroletnie doświadczenia z kontraktowania, a w tym wielki problem przerzucania kosztów, do czego zachęcają obecnie stosowane zasady, powinny przyspieszyć decyzje o wprowadzeniu koordynowanej opieki zdrowotnej. Powinno się kupować duże zakresy usług, ale z użyciem stawek kapitacyjnych. Dysponentem tych środków, jednocześnie przejmującym od publicznego płatnika funkcje nabywcy usług powinny być w różny sposób zintegrowane praktyki lekarzy rodzinnych. To one, obejmując opieką np. 30-40 tys. mieszkańców, powinny kupować usługi niezbędne dla leczenia pacjentów, którzy są na listach lekarzy tych praktyk. Z tego systemu wyłączone powinny być jedynie najdroższe procedury. Tylko takie zasady choć trochę ograniczą generowanie wzrostu kosztów (będzie motywacja do stosowania substytucyjnych form sprawowania opieki). Przy okazji zachęcą do oddolnej konsolidacji świadczeniodawców, umocnią rolę opieki podstawowej, wzmocnią profesjonalny nadzór nad postępowaniem medycznym sprawowanym przez zarządzających takim globalnym budżetem. Takie rozwiązania są dobrze opisane w literaturze z ekonomiki zdrowia i są stosowane w wielu krajach, ostatnio również na Węgrzech.
Podejrzewam, ze dopiero po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego [w sprawie zgodności ustawy o powszechnym ubezpieczeniu w NFZ - przyp. redakcji] rozpocznie się poważniejsza dyskusja na temat przyszłych rozwiązań systemowych. Możliwe, że trybunał uzna, iż obecna ustawa jest sprzeczna z konstytucją, bo uprawnienia do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze źródeł publicznych powinniśmy mieć z tytułu obywatelstwa, a nie z tytułu ubezpieczenia jak obecnie. Może wracając do koncepcji finansowania ze środków budżetowych politycy wykorzystają okazję do radykalnego odejścia od obecnych zasad kontraktowania usług. Wprowadzaniu nowych zasad sprzyjać powinno uporządkowanie strony podażowej przy okazji tworzenia spółek użyteczności publicznej. Bo przecież jednym z ważnych powodów wdrażania tych spółek jest tworzenie motywacji do łączenia, likwidacji czy reorganizacji obecnych zakładów publicznych.



Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.