Zmniejszanie wynagrodzeń ratunkiem dla zadłużonych ZOZ-ów

Marcin Murmyło, Wrocław
opublikowano: 27-05-2002, 00:00

Coraz częściej zdarza się, że pracownicy służby zdrowia stawiani są przed alternatywą: albo zgodzą się na redukcję swoich pensji, albo będą zwolnienia lub dojdzie nawet zamknięcia placówki.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
?Pod presją utraty pracy zostałyśmy zmuszone przez dyrektora szpitala do podpisania oświadczeń woli obniżających nasze pensje do końca roku o szesnaście procent" - skarżą się do Ministra Zdrowia pielęgniarki z Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Kamieńcu Ząbkowickim. To nie pierwszy tego typu przypadek na Dolnym ląsku, gdzie szpitale i inne placówki służby zdrowia mają proporcjonalnie największe, bo ponad 500 mln zł zadłużenie w skali całego kraju. Ponad rok temu w jednym z największych wrocławskich szpitali dyrektor zamierzał zwolnić część personelu oddziału ginekologiczno-położniczego. Wówczas jednak, z inicjatywy samych lekarzy, obniżono im wszystkim płace, dzięki czemu nikt nie stracił pracy.
W Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Kamieńcu Ząbkowickim na trzech oddziałach setką chorych zajmuje się 66 osób. Prawie wszystkie zgodziły się na początku maja na obniżenie wynagrodzenia. Trzy osoby były przeciw. Wybuchł konflikt, a za zagrożonymi utratą pracy z powodu niepodporządkowania się żądaniom dyrekcji ujął się Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, który wysłał w tej sprawie m.in. skargę do ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego.
Osoby, które nie podpisały oświadczenia woli zmieniającego pensje i nie zgodziły się na zmianę warunków umowy o pracy, dostały wypowiedzenia, w których czytamy, że przyczyną zwolnienia jest ?rażący brak zrozumienia trudnej sytuacji macierzystego zakładu oraz wynikający stąd zupełny brak współpracy w realizacji programu ratowania zakładu wspólnie z jego pozostałymi pracownikami, którzy w pełni poświęcenia podjęli wyzwanie i czynią wszystko, aby go uratować i zachować pracę".
?Znajdujemy się w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej, mamy aż 400 tysięcy złotych długów. Musimy obniżyć nasze koszty, by nie zostać zamkniętym przez władze samorządowe. A o pracę w tym rejonie jest bardzo trudno. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem"- twierdzi Mariusz Szypuła, dyrektor placówki.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marcin Murmyło, Wrocław

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.