Zmiany w polityce lekowej
Ministerstwo Zdrowia kierowane przez prof. Zbigniewa Religę zapowiedziało, że jednym z priorytetów jego działań będzie stworzenie racjonalnej i transparentnej polityki lekowej państwa.
MZ zapowiada, że w połowie 2006 r. pod obrady Rady Ministrów trafi projekt ustawy przewidującej m.in. nadanie prezesowi Urzędu Rejestracji Leków uprawnień do samodzielnego wydawania decyzji o rejestracji i dopuszczeniu leku do obrotu.
Obecne kierownictwo resortu zdrowia obiecuje, że wprowadzi przejrzyste zasady refundacji oraz ustalania cen leków. Zapowiada kolejne zmiany na listach leków refundowanych, które poprawią dostępność pacjentów do nowoczesnych leków. Projekt zmian w wykazach leków refundowanych ma zostać przekazany do konsultacji społecznych w lutym br. MZ twierdzi też, że opracowane zostaną przewodniki terapeutyczne dla lekarzy z uwzględnieniem rekomendacji opartych na skuteczności leków oraz kosztach leczenia. W połowie 2006 r. resort zdrowia zamierza zwiększyć swój nadzór nad programami lekowymi realizowanymi przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Komentuje Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej:
O listach refundacyjnych i poradniku terapeutycznym
Lista leków zarejestrowanych w Polsce, a tym bardziej lista leków refundowanych, to nic innego jak receptariusz. Jest tylko kwestią tych, którzy ustalają listy, jak to zrobią. Moim zdaniem, ogromna większość patologii w tym zakresie nie pojawiłaby się, gdyby ktoś na górze myślał. Problem polega na tym, że to nie lekarze są sprzedajni w stosunku do przedstawicieli firm farmaceutycznych (może i są tacy), ale ustalanie listy leków refundowanych. Dlaczego wprowadza się podwójne limity na leki zawierające tę samą substancję czynną albo wprowadza na listę leków refundowanych dwadzieścia odpowiedników zawierających tę samą substancję czynną? Lekarz, który dostaje dwadzieścia odpowiedników, wybiera, ma prawo. Często nawet nie słyszał o niektórych z nich, nie wie, że np. wygasła ochrona patentowa jakiegoś leku, który znał i że są już na rynku jego tańsze, generyczne odpowiedniki z taką samą substancją czynną.
Ewentualne wprowadzenie węższego receptariusza nie uderza w lekarza, ale w zasadę. Skuteczność, bezpieczeństwo i efektywność kosztowa - takie miały być kryteria uzasadniające wprowadzenie leku na listy refundacyjne. Niech tym kieruje się minister zdrowia, niech wskaże jeden czy dwa odpowiedniki leku.
Większym problemem jest brak poradników terapeutycznych. Farmakoterapia tak szybko się zmienia, że lekarz nie ma bieżącej, aktualnej informacji o tym, co jest na rynku. Taki poradnik powinien przygotowywać któryś z podmiotów publicznych. Może ministerstwo, może fundusz zdrowia. Mógłby to robić także samorząd lekarski, ale trzeba byłoby znaleźć na to środki, bo nie jest to proste.
W porównaniu nawet z najbliższymi sąsiadami wydajemy znacznie mniej na leki, a poza tym leki generyczne to w Polsce ok. 70 proc. zużywanych leków, podczas gdy średnia europejska jest znacznie poniżej 50 proc. To jest kolejny mit, że w Polsce ?szalejemy" z lekami oryginalnymi.
Przypominam nasz postulat: lepiej nie wpisywać na listy drogich leków oryginalnych, jeśli są ich tanie odpowiedniki. Do tego trzeba wrócić. I wtedy problem zniknie.
O lekach specjalistycznych
To jest bardzo zły pomysł. Jako samorząd jesteśmy zdecydowanie temu przeciwni. Przede wszystkim nie ma wyjaśnienia, czym ten lek specjalistycznego stosowania miałby być. Uważamy, że jedynym kryterium ograniczającym możliwość stosowania leku, który jest już dopuszczony do obrotu, mogłaby być jego nadzwyczaj wysoka cena. Wtedy decyzja ma charakter fiskalny, a nie medyczny. I dla tego typu terapii istnieje już specjalna kategoria programów terapeutycznych czy lekowych. Zamiast dostawać lek w szpitalu, pacjent mógłby go pobierać w aptece najbliższej jego miejsca zamieszkania na jakichś specjalnych zasadach (nie na podstawie recepty). To można zorganizować. W przeciwnym wypadku będziemy tworzyć nową fikcję, że jeden lekarz może lek przepisywać, inny nie. Mało tego, lekarz zatrudniony w jednym miejscu może to robić, ale w drugim czy trzecim już nie. To dopiero będzie kolejna ?czarna dziura". A koniec końców ucierpi pacjent, bo będzie musiał szukać lekarza ze specjalnymi uprawnieniami. To jest kolejny przykład, jak uderzając w autonomię lekarzy, uderza się przede wszystkim w pacjenta.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska