Źle wydane pieniądze na szkolenia lekarzy
Budżet państwa coraz mniej hojnie łoży na kształcenie podyplomowe i specjalizacyjne lekarzy. Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się, jak pieniądze przeznaczone na ten cel były wydawane w 2001 i 2002 roku.
Marszałkowie województw, na których ciąży obowiązek zapewnienia odbycia stażu, nie w pełni się z niego wywiązywali. NIK zarzuca im głównie opóźnienia w przekazywaniu środków finansowych na staże podyplomowe dla lekarzy. Pieniądze z opóźnieniem docierały do 90 proc. zbadanych szpitali, a tym samym do kieszeni szkolących się w nich stażystów. Z ustaleń kontroli wynika także, że ponad połowa skontrolowanych urzędów marszałkowskich nie ustaliła rzetelnie liczby miejsc stażowych w poszczególnych zakładach i nieterminowo przekazywała Ministerstwu Zdrowia informacje o liczbie absolwentów szkół medycznych planowanych do odbycia stażu.
Bałagan z rozliczaniem
Z zadań związanych z organizacją szkolenia stażystów w niewystarczającym stopniu wywiązywał się także samorząd lekarski. Okręgowe Izby Lekarskie - w ocenie NIK-u - nierzetelnie rozliczały środki budżetowe, a zwrot niewykorzystanych przez nie funduszy następował z wielomiesięcznym opóźnieniem. W połowie zbadanych jednostek wysokość stawek na wynagrodzenia dla wykładowców szkoleń organizowanych przez izby była ustalana w sposób niezgodny z obowiązującymi przepisami.
Nieprawidłowości stwierdzono też w 70 proc. ZOZ-ów prowadzących szkolenia dla stażystów. Nie zawierano m.in. odpowiednich umów z podmiotami prowadzącymi staże cząstkowe, nie zachowywano norm dotyczących liczby stażystów przypadających na jednego opiekuna czy koordynatora. W pojedynczych przypadkach podmioty prowadzące staże cząstkowe nie były w ogóle do tego uprawnione (nie wpisane na listę marszałka).
Nie tylko w ocenie Najwyższej Izby Kontroli przy okazji organizowania staży podyplomowych dla absolwentów wyższych szkół medycznych marnowane są duże publiczne pieniądze. Z oceną NIK-u zgadzają się nieoczekiwanie sami stażyści.
?W tym roku nie ma funduszy na rezydentury, a marnujemy duże pieniądze przedłużając studia lekarskie o kolejny rok. Obecnie zrobiono z nas chopców na posyłki, uzależnionych od chęci starszych kolegów, którzy łaskawie nam coś pokażą albo pozwolą zrobić, jeśli jeszcze mamy ochotę cokolwiek robić, a nie jak najszybciej urwać się - uważa Tomasz Bakowski, tegoroczny stażysta. - W Niemczech nie ma żadnego stażu i jakoś nikt nad tym nie ubolewa. A pewnie żaden rektor uczelni medycznej nie przyzna się, że szkoli lekarzy na niższym poziomie niż nasz zachodni sąsiad". Jego zdaniem, gdyby pieniądze przeznaczone na staż wydać na rezydentury, szanse absolwentów studiów medycznych na zdobycie specjalizacji wzrosłyby kilkakrotnie.
Resort bez koncepcji
Jednak raport NIK-u pokazuje, że także system kształcenia specjalizacyjnego wymaga naprawy. Zarzuty Najwyższej Izby Kontroli w tej części dotyczą przede wszystkim resortu zdrowia, który nie opracował spójnej koncepcji takiego szkolenia. Brak jest m. in. przejrzystych kryteriów ustalania liczby miejsc rezydenckich dla lekarzy przystępujących do postępowania kwalifikacyjnego. Zdaniem NIK-u, resort nie dysponuje kryteriami oceny dostępności do świadczeń zdrowotnych, która powinna być podstawą przy ustalaniu liczby rezydentur w regionach. Brak spójnej koncepcji w zakresie szkolenia specjalizacyjnego jest w ocenie izby wynikiem niewydania przez kierownictwo resortu zdrowia wszystkich aktów wykonawczych do ustawy o zawodzie lekarza.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska