Ze szpitalnej kuchni prosto do sądu
Banalna na pozór sprawa zaległych rozliczeń z firmą świadczącą usługi dla szpitala urosła do rangi lokalnej afery gospodarczej.Do Szpitala Powiatowego w Starogardzie Gdańskim trzeba było przez trzy dni dowozić posiłki z miasta. Placówka nie była też przez krótki czas sprzątana. Wszystko dlatego, że firma Med-Prom, która od dwóch lat prowadziła kuchnię i sprzątała szpital, zbuntowała się przeciwko nie wywiązującemu się z umów płatnikowi. W odwecie szpital wymusił na niej rozwiązanie kontraktu. Sprawa będzie miała dalsze konsekwencje w sądzie.
Dyrektor szpitala twierdzi, że spółka domagała się zwrotu całej kwoty, także tej jego części, która była już formalnie własnością windykatora. "Wobec sytuacji, w której jest szpital - zadłużenie jest duże, wynosi ok. 25 mln zł, a kasa chorych jest nam winna ok. 6 mln zł, nie byliśmy w stanie jednorazowo dokonać całej spłaty. Próbowaliśmy negocjować. Była umowa, że będziemy mieli siedem dni na rozliczenie z Med-Promem" - tłumaczy Tadeusz Rocławski, od początku lutego nowy dyrektor Szpitala Powiatowego w Starogardzie Gdańskim.
Zablokowana kuchnia
10 marca odbyły się negocjacje w starostwie. Po rozmowach z kasą chorych było już wiadomo, że szpital nie dostanie zaległych pieniędzy. Przedstawiciele spółki Med-Prom twierdzą, że starosta miał jej do zaproponowania tylko jedno - rozwiązanie umowy na świadczenie usług dla szpitala. Dyrektor szpitala relacjonuje zaś, że to druga strona zerwała negocjacje. Wychodząc ze spotkania, przedstawiciele spółki i firmy windykacyjnej zapowiedzieli, że pacjenci tego dnia nie dostaną kolacji. I tak się stało. W trybie awaryjnym spóźnione posiłki dostarczono z innego szpitala.
"W związku z tym, że firma przestała świadczyć usługi, uznaliśmy, że Med-Prom zerwał ze szpitalem umowę. Nie mogliśmy dać przyzwolenia na szantaż. Szpital ma obowiązek zapewnić pacjentom wyżywienie. Chory nie może być w takiej sytuacji zakładnikiem" - komentuje T. Rocławski. W odpowiedzi na zerwanie umowy, na drugi dzień właścicielka firmy pojawiła się w szpitalu w towarzystwie ochroniarzy i zablokowała szpitalną kuchnię. Posiłki dla pacjentów musiały być znowu sprowadzane z miasta.
"Miałam zawartą ze szpitalem umowę na dzierżawę kuchni, która nie została rozwiązana. Byłam prawowitym najemcą lokalu, moje pracownice były gotowe do pracy, tylko potrzebowałam funduszy" - mówi Beata Świątkowska-Gołąbek, prezes spółki Med-Prom.
Obie strony konfliktu wezwały policję. B. Świątkowska-Gołąbek mówi, że zrobiła to w obronie własnej, dyrekcja szpitala - ponieważ zagrożone było zdrowie i życie pacjentów. Właścicielka Med-Promu twierdzi, że podczas przesłuchania przez policję została zmuszona pod groźbą użycia siły do podpisania porozumienia o natychmiastowym rozwiązaniu wszystkich umów ze szpitalem. "W porozumieniu szpital zobowiązał się, że do końca marca wpłaci na konto mojej firmy 189 tys. zł. Na temat reszty zadłużenia będzie rozmawiał w sądzie z firmą windykacyjną" - informuje B. Świątkowska-Gołąbek. ,Zobowiązania wobec firmy Med-Prom zostaną spłacone do końca miesiąca. Firma windykacyjna będzie dochodzić swoich należności na normalnej drodze sądowej" - potwierdza dyrektor szpitala.
Doniesienie do prokuratury
Właścicielka spółki zapowiada, że będzie dochodziła także odszkodowania za utracone korzyści i straty moralne poniesione wskutek rozwiązania pod groźbą siły umów zawartych ze szpitalem na czas określony do 30 kwietnia 2004 roku. Złożyła też na szpital doniesienie do prokuratury. Do prokuratury wpłynęło jeszcze jedno doniesienie o przestępstwie - złożone przez dyrektora T. Rocławskiego na prezes B. Świątkowską-Gołąbek.
Firma Med-Prom zatrudniała w ramach kontraktu 56 pracowników szpitala. "Z obsługą kuchni dyrektor podpisał jeszcze przed rozwiązaniem kontraktu z moją firmą umowę na świadczenie usług. Natomiast pracownice sekcji sprzątania znalazły się na bruku" - twierdzi B. Świątkowska-Gołąbek. "To już nie są moi pracownicy. Ta sprawa nie dotyczy szpitala. Wszyscy w szpitalu byli zadowoleni z pracy pań w kuchni, dostały więc propozycję dalszego zatrudnienia na razie na umowę zlecenie, potem mogą same utworzyć swoją firmę. Natomiast z tej części spółki, która zajmowała się sprzątaniem, wszyscy byli niezadowoleni, bo w szpitalu było brudno" - twierdzi T. Rocławski. Teraz szpital jest sprzątany przez inną firmę, która zaproponowała korzystniejsze warunki.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska