Zdrowotny wymiar urbanistyki
To, w jakiej okolicy mieszkamy i jak ją postrzegamy, wpływa na nasze zdrowie. To wynik obszernego badania obejmującego duże, europejskie miasta.
Rady typu "proszę prowadzić zdrowszy tryb życia" mogą nie wystarczyć, gdy brakuje odpowiednich okoliczności dla ich realizacji. Z drugiej strony, niektórzy lepiej zadbają o swoją kondycję w naturalny sposób - dzięki sprzyjającemu środowisku.
Pokazuje to trwające 4 lata badanie, przeprowadzone przez grupę europejskich ośrodków naukowych. W tym wspólnym projekcie, jego autorzy sprawdzili, jak środowisko, w którym ludzie mieszkają, wpływa na ich zdrowie. Badacze uwzględnili 6 tys. osób z takich miast, jak Paryż, Londyn, Rotterdam, Amsterdam, czy Budapeszt.
Dane obejmowały m.in. subiektywną ocenę otoczenia mieszkańców, ich integrację z sąsiadami, wsparcie lokalnej społeczności oraz obiektywne informacje o okolicy uzyskane z systemu Google Street View.
Wiele z tych elementów wiązało się z zachowaniami, jakie decydują o kondycji zdrowotnej. Na przykład poziom aktywności fizycznej, subiektywnie oceniane zdrowie i poczucie szczęścia były związane z tym, jak mieszkańcy oceniają swoje sąsiedztwo.
Ważne były różne elementy. Mieszkańcy uboższych obszarów postrzegali swoją okolicę jako mniej sprzyjającą zdrowym zachowaniom, niż rezydenci bogatszych osiedli. Liczyły się też rozbieżności w okazjach do rekreacji, obecności terenów zielonych, czy jakość zaopatrzenia sklepów z żywnością. Bardziej rozbudowane i lepszej jakości relacje społeczne wiązały się także z lepiej ocenianym zdrowiem i mniejszym ryzykiem wystąpienia otyłości. Lepszym relacjom społecznym towarzyszyło większe spożycie owoców, choć także większa ilość czasu spędzona na siedzeniu i mniejsza ilość ruchu związana z transportem.
Wiele więc zależy od projektu miasta. "Planiści i osoby ustanawiające przepisy odpowiadają za to, aby obszary, które projektują i znajdujące się na nich udogodnienia, czy obiekty komercyjne promowały zdrowe zachowania i chroniły przed szkodliwymi" - mówi główny autor badania Jeroen Lakerveld z Centrum Medycznego Wolnego Uniwersytetu w Amsterdamie.

Źródło: Puls Medycyny
Podpis: MAT