Zapaść w kardiochirurgii dziecięcej

Jolanta Hodor, Kraków; Monika Wysocka
opublikowano: 13-06-2007, 00:00

Nie ma ludzi niezastąpionych? Są! Udowadnia to sytuacja w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu, gdzie po odejściu znanego kardiochirurga wstrzymano operacje u najmłodszych pacjentów. Decyzja prof. Edwarda Malca o rezygnacji z pracy oznacza dramatyczne osłabienie potencjału polskiej kardiochirurgii dziecięcej.; ;

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
"W takich warunkach, w tym miejscu, w tak zarządzanym szpitalu, nie mogę nadal bezpiecznie, komfortowo i zgodnie z sumieniem wykonywać tak trudnego zawodu, jakim jest zawód kardiochirurga dziecięcego. Szczególnie po ostatnich zarządzeniach dyrekcji, które nakazały mi ograniczenie przyjęć dzieci spoza Małopolski, zwłaszcza z ciężkimi wadami serca. Polecono mi wprost: "pacjenci z naszego regionu muszą być operowani w pierwszej kolejności". Dla mnie głównym kryterium decydującym o pozycji w tak zwanej kolejce do operacji był stan dziecka i ciężkość wady. Decyzja o odejściu z tego szpitala była dla mnie bardzo trudna, bolesna. Stworzyłem to miejsce, zbudowałem ten zespół. Nie chciałem tego zostawić, zmuszono mnie" - tak profesor Edward Malec, jeden z najwybitniejszych w Europie kardiochirurgów dziecięcych tłumaczy decyzję o odejściu z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Przez 10 lat był tam kierownikiem Kliniki Kardiochirurgii, przeprowadził wiele pionierskich na skalę światową operacji. Wraz z profesorem wypowiedzenie umowy o pracę złożyła też jego najbliższa współpracownica.
Przypomnijmy, że rok temu z pracy w Krakowie-Prokocimiu zrezygnował inny wybitny specjalista prof. Mariusz Ratajczak.

Gęsta atmosfera podejrzeń

Atmosfera, w jakiej pracował prof. E. Malec, zagęściła się wiele miesięcy temu, kiedy po raz pierwszy publicznie padły pod jego adresem oskarżenia o nieodpowiednie traktowanie i ordynarne zachowanie wobec niektórych podwładnych. Poważny konflikt istniał także między profesorem i szefami kilku innych klinik USD, m.in. kardiologicznej, której pracę E. Malec otwarcie krytykował.
Wewnątrzszpitalny spór blisko dwa lata temu przeniósł się na grunt medialny. Po stronie prof. E. Malca murem stoją rodzice chorych dzieci. Bowiem pacjenci zawsze byli dla niego najważniejsi (dostał za to Order Uśmiechu). Z tej strony nigdy nie było żadnych skarg.
Za to niektórzy lekarze z Prokocimia pisali skargi na jego zachowanie, ich zdaniem skrajnie nieodpowiednie i obraźliwe, m.in. do izby lekarskiej i komisji dyscyplinarnej Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dyrektor USD doc. Maciej Kowalczyk nie zaprzecza, że u źródeł decyzji profesora leży konflikt z szefami kilku klinik i oddziałów. "Jeśli w tej sytuacji pan profesor Malec wniósł o rozwiązanie stosunku pracy za porozumieniem stron zarówno ze szpitalem, jak i z Uniwersytetem Jagiellońskim, i zrobił to w sposób wykazujący krańcową determinację, to nieodparcie nasuwał się wniosek, że takie rozwiązanie uważa dla siebie za najkorzystniejsze" - oświadczył dyrektor M. Kowalczyk.
W liście do rodziców, którzy robią, co mogą, by zapewnić swoim dzieciom jego dalszą pomoc, M. Kowalczyk dodał: "Nagła decyzja pana profesora E. Malca postawiła przed dyrekcją szpitala bardzo trudne zadanie zapewnienia ciągłości opieki nad pacjentami kardiochirurgicznymi. Podjęte zostały w tym celu wszelkie możliwe kroki i działania (...). Mam podstawy sądzić, że po paru miesiącach adaptacji do nowych warunków, nastąpi pełna normalizacja pracy w klinice. Aby nie dopuścić do jakichkolwiek zaburzeń w okresie przejściowym, uzgodniłem możliwość leczenia w innych ośrodkach tych dzieci, których w danym momencie nie jesteśmy w stanie operować. Ponadto poinformowałem pana profesora Malca, że w każdym momencie może przerwać urlop i przeprowadzić zabiegi operacyjne u wszystkich dzieci, u których uważa to za konieczne. (...) Ponieważ problem leczenia dzieci z ciężkimi postaciami wad serca, w tym przede wszystkim niedorozwojem lewego serca, powinien stanowić problem ogólnopolski, zwróciłem się do prezesa Polskiego Klubu Kardiochirurgów oraz do ministra zdrowia o pomoc w stworzeniu warunków umożliwiających leczenie zgłaszających się do nas dzieci również w innych ośrodkach w Polsce. Bowiem wbrew obiegowej opinii, nasz szpital nie jest jedynym miejscem, w którym takie zabiegi są wykonywane".

Nieodwołalna decyzja

Prof. E. Malec rzeczywiście przerwał urlop i zoperował ośmioro dzieci, które nie mogły czekać. Co będzie dalej, nie wiadomo. Z dyrektorem szpitala profesor nie rozmawiał od dłuższego czasu. Rozmowy z rektorem UJ i prorektorem ds. Collegium Medicum nie wniosły do sprawy nic nowego. 15 czerwca E. Malec oficjalnie rozstaje się z Prokocimiem. Podobno rozważa propozycję kierowania kliniką w Hamburgu.
"Jeszcze nie wiem, co będę potem robił. Mam wiele ofert pracy, na razie żadnej nie wybrałem. Podstawowym kryterium wyboru przyszłego miejsca pracy będzie możliwość kontynuacji leczenia operowanych wcześniej przeze mnie pacjentów i zatrudnienia moich wieloletnich współpracowników" - powiedział Pulsowi Medycyny prof. E. Malec.
Jego decyzja o rezygnacji z funkcji kierownika Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej CM UJ ma poważne następstwa. Jedynym ośrodkiem wykonującym najbardziej skomplikowane operacje kardiochirurgiczne u noworodków pozostaje teraz Klinika Kardiochirurgii Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Na liście oczekujących do CZMP jest dziś ponad 20 kobiet z całej Polski, które w czerwcu, lipcu i sierpniu mają urodzić dzieci z ciężkimi wadami serca. W jednym szpitalu nie będzie dla nich wszystkich miejsca.

Dramat noworodków

"Specjaliści tej klasy szkolą się latami. Krótko mówiąc, nie ma następcy prof. Edwarda Malca. On jako jedyny w tym regionie umiał z powodzeniem zoperować najtrudniejszą wadę - hipoplazję lewego serca. Po jego odejściu, w Krakowie mogą być operowane tylko proste, nieskomplikowane wady, w dodatku u dzieci starszych. Obecnie większość dzieci ze złożonymi wadami serca wykrytymi prenatalnie lub zdiagnozowanymi tuż po urodzeniu, trafia do Łodzi. To jedyny ośrodek położniczo-kardiologiczno-kardiochirurgiczny w całym kraju, gdzie można uratować im życie" - mówi prof. Maria Respondek-Liberska, kierownik Zakładu Diagnostyki i Profilaktyki Wad Wrodzonych CZMP i Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Na przestrzeni ostatnich 5 lat, dzięki ministerialnemu programowi Polkard-Prenatal, udało się rozwinąć kardiologiczną diagnostykę prenatalną. Od dwóch lat ok. 30-40 proc. noworodków hospitalizowanych w tym szpitalu to dzieci, u których złożone wady serca zostały wykryte dzięki diagnostyce prenatalnej. "Dzięki temu nie umierają, są skutecznie operowane i dalej prowadzone. To fantastyczne. Tyko że to trudni pacjenci, którzy często wracają po kilku miesiącach na kolejne etapy leczenia i fakt, że wszystkie te dzieci trafią teraz do nas sprawi, że nie będzie miejsca dla dzieci z prostszymi wadami. Będziemy musieli zacząć odmawiać ich przyjmowania" - ostrzega Maria Respondek-Liberska.
Tylko CZMP w Łodzi ma możliwość zaproponowania ciężarnej kobiecie z zagrożoną ciążą przyjęcia porodu i pomocy kardiochirurgicznej dla jej chorego dziecka w jednym miejscu. Żaden inny dziecięcy ośrodek kardiochirurgiczny w kraju nie posiada sali porodowej z "zabezpieczeniem kardiologicznym", by w razie konieczności natychmiastowej interwencji kardiologiczno-kardiochirurgicznej nie trzeba było transportować noworodka pomiędzy budynkami lub wręcz pomiędzy szpitalami.
Kłopot polega na tym, że w jednym ośrodku nie ma miejsca dla wszystkich dzieci z krytyczną wadą serca tuż po porodzie. "Te dzieci często powinny być izolowane, by nie złapały żadnej infekcji. Tymczasem teraz kładziemy je po prostu tam, gdzie mamy miejsce. Ostatnio maleńkiego noworodka z hipoplazją lewego serca trzeba było położyć obok innego trzytygodniowego noworodka z infekcją. Ale mieliśmy tylko dwa wyjścia: albo takie, albo nie przyjmować go w ogóle" - opowiada prof. M. Respondek-Liberska. Podkreśla jednocześnie, że taka sytuacja oznacza narażanie potencjalnie zdrowych dzieci na kontakt z chorymi, co wkrótce może spowodować wzrost odsetka zakażeń wewnątrzszpitalnych.

Nie ma problemu?

W Polsce jest kilka ośrodków, które operują dzieci z najcięższymi wadami serca, w tym Klinika Kardiochirurgii w Centrum Zdrowia Dziecka. Jej szef przyznaje, że rzeczywiście, w związku z sytuacją w Krakowie, do jego kliniki trafia o wiele więcej chorych dzieci. "Jestem jednak pewien, że to sytuacja przejściowa. Z tego, co wiem, w Krakowie prowadzone są już rozmowy z następcą prof. E. Malca i sprawa powinna się w najbliższym czasie rozwiązać" - uspokaja prof. Bohdan Maruszewski, który jednocześnie pełni funkcję prezesa Klubu Kardiochirurgów Polskich. Jego zdaniem, w Polsce jest wystarczająca liczba dziecięcych ośrodków kardiochirurgicznych, a problem porodówek to tylko kwestia ułożenia współpracy. "Nie tylko u nas, ale i w wielu miejscach za granicą nie ma takiej sytuacji, by w jednym ośrodku była i kardiochirurgia, i położnictwo. Takie problemy łatwo rozwiązać. Na przykład w Warszawie jest bardzo aktywny ośrodek w szpitalu przy ul. Karowej, z którym współpracujemy. Prowadzone są tam badania prenatalne, jeździmy do nich na konsultacje chorych dzieci, rozmawiamy z kobietami w ciąży, które mają urodzić dziecko z wadą serca, a jeśli jest taka potrzeba, przewozimy te dzieci do CZD".

Korzyści zamiast oszczędności

Zdaniem specjalistów, rozwiązaniem mogłaby być rozbudowa kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej w Centrum Zdrowia Matki Polki i powołanie Kliniki Kardiochirurgii Noworodkowej. Wstępne rozmowy z ministrem zdrowia już się odbyły, jednak żadnych konkretnych ustaleń nie ma. Zaczęły się strajki, a minister zdrowia sam trafił do szpitala. "Dostałam za to ankietę z ministerstwa, w której mam wypisać, jakie oszczędności zrobiliśmy dzięki rozwinięciu diagnostyki prenatalnej. Jak się nad tym zastanowić, to oszczędności nie mamy żadnych, za to przestały umierać noworodki. Ale tego się nie da wpisać w rubrykę: oszczędność" - mówi prof. M. Respondek-Liberska.
Jest rozżalona, bo dzięki staraniom wielu osób udało się niesamowicie wręcz poprawić prenatalną diagnostykę wykrywania wad serca, wyszkolić specjalistów, którzy stawiają bardzo dobre, precyzyjne rozpoznania i potrafią zaplanować leczenie. Tylko że teraz nie wiadomo, co dalej.

Takie są fakty
- W 2006 r. w Polsce wykonano łącznie 2270 operacji wad wrodzonych serca u dzieci, w tym 584 u noworodków.
- Śmiertelność w grupie noworodków wynosiła 8,56 proc., przy średniej w Europie 9,63 proc.
- Średnia masa ciała operowanych noworodków wynosiła 2,83 kg.
- 265 operacji określono jako zabiegi w krążeniu pozaustrojowym.
- Średni czas sztucznej wentylacji wynosił dla wszystkich zabiegów132 godziny, a średni czas pobytu w szpitalu od operacji do wypisu 19,18 dni.
- Operacje noworodkowe wykonane były w 8 szpitalach.

Źródło: Raport Krajowego Rejestru Operacji Kardiochirurgicznych 2006 KROK oraz z EACTS Congenital Database z siedzibą w IPCZD.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Hodor, Kraków; Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.