Zakłady medycyny sądowej będą tylko w ośrodkach akademickich
Poza strukturami akademii medycznych w Polsce zostały już tylko dwa zakłady medycyny sądowej, w Kielcach i Opolu. Oba obciążają budżety szpitali, przy których działają i niedługo mogą być zlikwidowane. Oznacza to fiasko programu poszerzania zaplecza badawczego medycyny sądowej.
Zaniżone stawki za ekspertyzy
Trudno jednak utrzymać takie zakłady poza strukturami uczelni medycznych. Ustalone stawki (określone w rozporządzeniu ministra sprawiedliwości) nie pokrywają kosztów wykonywanych ekspertyz. ?Żeby utrzymać zakład, ceny naszych usług powinny być dużo wyższe - mówi dr Jacek Masełko, asystent w Zakładzie Medycyny Sądowej w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. I wylicza, że stawka za sekcję wynosi od 120 do prawie 400 zł plus koszty wykonania i ?inne wydatki niezbędne do wydania opinii". W praktyce wygląda to tak, że szpital wystawia rachunek za pracę lekarza np. na 280 zł, a prokuratura go rozpatruje i płaci połowę. ?Więc niezależnie od tego, czy ?robię zabójstwo", co zajmuje mi kilka godzin na sali, a potem jeszcze muszę przygotować opis, czy jakąś prostą sekcję, to szpital dostaje za moją pracę 120-130 zł brutto" - mówi J. Masełko.
Zakład generuje więc długi, a te obciążają konto szpitala. ?Przynosimy straty, bo jesteśmy rozliczani inaczej niż w zakładach akademickich. Sami musimy płacić za zajmowane powierzchnie czy media - mówi dr Andrzej Jastrzębski, kierownik opolskiego zakładu. - Podstawą naszych przychodów są świadczone usługi, a prokuratura nie płaci według cennika wynikającego z rachunku ekonomicznego i stąd błędne koło".
Rozwiązania podobnej sytuacji szukają już władze Kielc i dyrekcja tutejszego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego, w którego strukturach znajduje się zakład medycyny sądowej. ?Jedyną szansą utrzymania zakładu jest jego prywatyzacja - mówi Bolesław Rylski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa kieleckiego szpitala. - Nie możemy stale dokładać ogromnych pieniędzy (300 tys. zł rocznie), do czegoś, co nam de facto nie służy. W tej chwili prokuratura praktycznie nie płaci, innych przychodów zakład nie ma, więc jest utrzymywany przez pracowników szpitala".
Zakład deficytowy, ale potrzebny miastu
Jednocześnie taki zakład jest w Kielcach bardzo potrzebny, niekoniecznie w strukturach szpitala. Zatrudnieni są tu wysokiej klasy fachowcy, a koszty związane z wydawaniem opinii biegłych, np. w Krakowie czy Warszawie, czyli w najbliższych zakładach medycyny sądowej, będą co najmniej o połowę wyższe. ?To co prawda jednostka samorządowa, ale wspólnie z urzędem marszałkowskim staramy się znaleźć jakieś rozwiązanie, bo zakład medycyny sądowej jest na naszym terenie bardzo potrzebny" - potwierdza Beata Ryń, rzecznik prasowy wojewody.
Wojciech Żelezik, dyrektor departamentu zdrowia i polityki społecznej Urzędu Marszałkowskiego Województwa więtokrzyskiego też deklaruje, że chce zachować zakład. ?Zastanawiamy się, czy przy przekształceniach można ten zakład potraktować jako część szpitala, która nie świadczy usług medycznych, ale są pewne problemy interpretacyjne". Jego zdaniem, dalsze utrzymywanie zakładu przez szpital grozi utratą płynności finansowej całej placówki. ?Nawet jeśli prokuratura będzie regulować rachunki na bieżąco, kwoty przez nią oferowane nie pokryją kosztów"- dodaje W. Żelezik.
Dalej, dłużej i drożej
Inny pozaakademicki zakład medycyny sądowej - w Rzeszowie - na początku ubiegłego roku został zlikwidowany. ?Zabrakło źródeł finansowania, nie opłacało się też prowadzenie go w ramach działalności gospodarczej, gdyż mieścił się w pomieszczeniach wynajmowanych od sanepidu i wymagał dużych nakładów finansowych" - mówi Danuta Szydłak, dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznego w Rzeszowie. Jej zdaniem, zlikwidowanie zakładu nie wpłynęło w znaczący sposób na pracę biegłych sądowych, którzy sekcje wykonują teraz w przyszpitalnych prosektoriach. ?Do bardziej skomplikowanych powołujemy biegłych z Krakowa czy Lublina - mówi Zbigniew Niezgoda, prokurator okręgowy w Rzeszowie. - Taka konieczność zachodzi w ok. 20-25 proc. przypadków. To jednak duży kłopot. Wzrastają koszty ekspertyzy, a poza tym trzeba dłużej czekać na wynik, bo tamtejsze zakłady mają przecież zlecenia z miejscowych prokuratur i przez to czas postępowania się wydłuża".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Edyta Szewerniak-Milewska