Zabezpieczenie przed plagiatami prac naukowych
Władze Uniwersytetu Medycznego w Łodzi uchyliły pracę doktorską, która okazała się plagiatem. To pierwszy na polskiej uczelni medycznej przypadek pozbawienia z tego powodu tytułu naukowego. Rektorzy zastanawiają się, jak chronić inne placówki naukowe przed tym zjawiskiem.
Weryfikacja prac doktorskich
O swoich podejrzeniach rada poinformowała rektora. "Rektor powołał komisję w celu sprawdzenia prac doktorskich bronionych u prof. J. na dwóch wydziałach Uniwersytetu Medycznego. Komisja ustaliła, że w przypadku pięciu prac istnieje poważne domniemanie, że w sporej części zostały powielone. Rektor skierował sprawę do prokuratury, która prowadzi obecnie dochodzenie. Jednocześnie poinformował o prowadzonym postępowaniu wyjaśniającym Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów. Zaleciła ona ponowne przeprowadzenie oceny zakwestionowanych prac. Pierwszy dokonał tego Wydział Fizjoterapii. Recenzenci ponownie byli zgodni, że zakwestionowana praca doktorska w sporej części jest plagiatem. Jej autor, który uzyskał tytuł doktora w 2004 roku, skopiował znaczne fragmenty doktoratu obronionego przez siostrę na Wydziale Lekarskim rok wcześniej" - poinformował Mirosław Wdowczyk, rzecznik prasowy Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Rada Wydziału Fizjoterapii podjęła uchwałę o uchyleniu doktoratu tej osobie.
Promotor pracy zwolnił się sam, gdy rozpoczęło się dochodzenie w tej sprawie. Jak podkreśla M. Wdowczyk, to pierwszy przypadek odebrania tytułu doktora nauk w historii łódzkich uczelni medycznych. Niewykluczone, że będą kolejne, ponieważ władze Wydziału Lekarskiego zamierzają zająć się innymi doktoratami z medycyny pisanymi pod kierunkiem tego samego naukowca. Mirosław Wdowczyk zaznacza, iż upublicznienie sprawy nastąpiło z inicjatywy władz uczelni. Do ujawnienia plagiatu nie doszłoby jednak, gdyby nie dociekliwość członków rady naukowej. Uniwersytet Medyczny nie ma bowiem żadnej systemowej ochrony przed plagiatami.
Cytaty sprawdzi komputer?
W podobnej sytuacji są zresztą wszystkie pozostałe AM. To będzie musiało jednak się zmienić, bo znowelizowana ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym nakazuje ścigać plagiaty. Tyle że nie precyzuje, jak to robić. Najprostszym rozwiązaniem byłby specjalny komputerowy program antyplagiatowy. Zdaniem prof. Jana Górskiego, przewodniczącego Konferencji Rektorów Uczelni Medycznych, nie ma go żadna z AM. Rektorzy zastanawiali się nad tym podczas uroczystej inauguracji roku akademickiego 7 października w Gdańsku. "Przygotowujemy się do realizacji wspólnego dla wszystkich uczelni medycznych programu "Plagiat". Było to nasze pierwsze spotkanie robocze i nie ustaliliśmy żadnych szczegółów ani terminów, przyjęliśmy tylko, że podejmiemy takie wspólne działania. Uczelnie medyczne powinny być spięte takim programem. Następne spotkanie mamy w połowie listopada i wtedy mam nadzieję, że ta dyskusja zostanie dokończona" - uważa prof. Jan Górski.
Podobne stanowisko przyjął Senat Akademii Medycznej w Warszawie. "Widzimy sens posiadania programu antyplagiatowego, ale nie w obrębie jednej uczelni. Plagiaty należy ścigać, ale przy sprawdzaniu i porównywaniu prac naukowych wskazana jest współpraca między wszystkimi uczelniami medycznymi". - uważa Tomasz Korkosz, rzecznik prasowy Akademii Medycznej w Warszawie. Za wspólnym dla wszystkich uczelni medycznych zakupem programu antyplagiatowego opowiada się też Uniwersytet Medyczny w Łodzi. W ramach przygotowań do systemowego rozwiązania problemu władze łódzkiej uczelni, począwszy od tego roku akademickiego, wymagają od licencjatów i magistrantów złożenia prac z dołączoną wersją elektroniczną. Będą musieli także podpisać deklarację, iż znane są im zasady stosowania cytatów.
Najważniejszy jest efekt psychologiczny
Z prof. Marią Romanowską, prorektorem ds. dydaktyki i studentów Szkoły Głównej Handlowej, uczelni, która zainstalowała program komputerowy "Plagiat", o jego zaletach i wadach rozmawia Beata Lisowska.
- Jak ocenia pani przydatność tego programu komputerowego w ściganiu plagiatów?
- Program "Plagiat" nie jest doskonałym narzędziem. Ma ograniczone oddziaływanie, wychwytuje tylko jeden typ plagiatu: prace oparte na tzw. gotowcach z Internetu. Jego wadą jest też to, iż fakt plagiatu zostaje ujawniony dopiero wtedy, gdy praca jest już obroniona. W praktyce wygląda to bowiem tak, że student składa pracę, w tym jedną kopię na CD, która czeka w kolejce aż zostanie wprowadzona do bazy, co zwykle trochę trwa. Można oczywiście nie dopuścić do obrony, dopóki nie znamy wyniku sprawdzenia pracy przez system, ale i tak będzie to dotyczyło plagiatowania tylko na zasobach Internetu. Jeżeli student skopiuje oryginalną pracę np. kolegi, to nie jesteśmy w stanie tego wychwycić. Do systemu wprowadzamy na razie prace obronione przed wakacjami. Kiedy będzie ich w bazie więcej, uruchomimy dodatkową funkcję sprawdzania zasobów nie tylko z pracami z Internetu, ale także z obronionymi w naszej uczelni. Ten program nie jest doskonały także dlatego, że traktuje jako plagiat i odrzuca całe tabele czy fragmenty raportów, które można cytować, dając odpowiednie przypisy.
Niewątpliwą jego zaletą jest natomiast efekt psychologiczny. Studenci wiedzą o tym, że ich prace są sprawdzane, że jest jakaś kontrola i gotowych prac przepisanych z Internetu nie odważą się złożyć.
- Jak zatem uczelnie mogą skutecznie walczyć z plagiatami?
- Muszą jednocześnie wprowadzać inne wewnętrzne narzędzia. My w tym roku akademickim zamierzamy ograniczyć liczbę studentów przypadających na jednego profesora do 12. Uważamy, że bliski kontakt piszącego pracę i promotora oraz obowiązkowe uczęszczanie na seminarium to są najskuteczniejsze sposoby obrony przed plagiatami.
- Jakie rozwiązanie poleciłaby pani akademiom medycznym, które chciałyby ten problem rozwiązać wspólnymi siłami?
- Z firmą, która stworzyła ten program, jesteśmy związani tajemnicą handlową, ale myślę, że mogę ujawnić, iż zostawia ona duży margines do negocjacji. Akademie medyczne, działając wspólnie, mogłyby wynegocjować duże rabaty od twórców oprogramowania. Myślę jednak, że najlepszym dla nich rozwiązaniem byłoby opracowanie własnego antyplagiatowego systemu informatycznego. Raczej w tym kierunku trzeba zmierzać: dostosowywać ten program tak, by mógł sprawdzać prace z zasobami z zakresu medycyny i innymi pracami, które już powstały w uczelniach. Szkoła Główna Handlowa być może też podejmie z akademiami ekonomicznymi prace nad takim specjalistycznym programem.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska