Za granicę dopiero po odpracowaniu rezydentury?
"Należy rozważyć wprowadzenie umów, które określałyby, że lekarz kończący specjalizację ma obowiązek odpracowania pewnego okresu w wybranym przez siebie szpitalu lub przychodni" - napisał 27 marca w oświadczeniu przesłanym Polskiej Agencji Prasowej Przemysław Gosiewski, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Pomysł uznania okresu specjalizacji lekarskiej za rodzaj kredytu, choć na razie mało konkretny, wywołał burzę.
Niech tu zostaną
Studenckie Stowarzyszenie Hipokrates przeprowadziło niedawno wśród 264 studentów piątego i szóstego roku Collegium Medicum UJ badanie ankietowe na ten temat. Z odpowiedzi wynika, iż jedynie 20 proc. ankietowanych zadeklarowało chęć pozostania w kraju i pracy w zawodzie w Polsce. Zdecydowana większość - 65 proc. - opowiedziała się za emigracją, natomiast 15 proc. respondentów było niezdecydowanych.
"Studiujących medycynę w Polsce należy zatrzymywać w kraju, tworząc im atrakcyjne warunki pracy i rozwoju zawodowego. Lekarze godziwie wynagradzani, z dobrą perspektywą rozwoju zawodowego na pewno wybiorą Polskę" - uważa Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Od pomysłu odpracowywania rezydentur nie odciął się jednak jednoznacznie Zbigniew Religa. Minister zdrowia powiedział jedynie, że trzeba rozważyć pomysł "zobowiązania lekarzy rezydentów do zwrotu do budżetu kosztów specjalizacji w formie odpracowania lub zwrócenia pieniędzy". Dodał jednocześnie, że "wiele za taką decyzją przemawia, jednak trzeba się zastanowić, co się będzie młodym lekarzom bardziej opłacało, ponieważ mogą szukać możliwości specjalizowania się za granicą".
Związane ręce dyrektorów
Nie wiadomo, jak w szczegółach miałoby być realizowane ewentualne "odpracowywanie" specjalizacji po skończeniu rezydentury. Można jednak domniemywać, że lekarz byłby związany umową z tym szpitalem, w którym był na rezydenturze. A to niekoniecznie musi się podobać wszystkim dyrektorom szpitali. Rezydenci są mile widziani, bo idą za nimi ministerialne pieniądze, ale po skończeniu okresu rezydentury zatrudniać musiałby ich szpital.
Zwraca na to uwagę lek. Grzegorz Napiórkowski. "Zmuszanie szpitala do zatrudnienia lekarza po rezydenturze wcale nie musi mu się opłacać. Szpital ma ograniczoną wiedzę o tym, jakich specjalistów będzie potrzebował za sześć lat. Kto kilka lat temu był w stanie przewidzieć, że najbardziej deficytową specjalizacją będzie anestezjologia" - pyta G. Napiórkowski.
"Gdyby to rezydent miał wybierać szpital, w którym chce się specjalizować i "odpracowywać" tam specjalizację, a dyrektor nie miałby w tej sprawie nic do powiedzenia, to uważam, że byłby to pomysł kosmiczny. Nie jestem w stanie zapewnić miejsca pracy wszystkim, którzy chcą u nas pracować. Zatrudnię tylko tych lekarzy, którzy będą nam potrzebni do wykonywania zadań spoczywających na instytucie" - mówi Maciej Piróg, dyrektor CZD. W tej chwili ma u siebie 40 rezydentów i - jak mówi - bardzo ich szanuje, bo świetnie pracują, a wynagrodzenie płaci minister zdrowia (niestety bez podwyżki).
Dyrektorzy szpitali powiatowych, które cierpią na największe braki kadrowe, mogą tylko Centrum Zdrowia Dziecka pozazdrościć. Ich sytuacji inicjatywa min. P. Gosiewskiego najprawdopodobniej też nie poprawi. Wiele z powiatowych szpitali nie ma akredytacji, nie będzie więc mogło ani specjalizować lekarzy w trybie rezydenckim, ani liczyć na odpracowanie rezydentur.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska