Wniosek o umorzenie pożyczki kasom chorych powodem odwołania ministra
Jedenaście dni (6-16 stycznia) trwała okupacja siedziby ląskiej Regionalnej Kasy Chorych. Zakończyła się porozumieniem, zawartym przez związkowców z ,Solidarności", kierownictwo kasy i ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego. Istotnym warunkiem przerwania protestu było złożenie wniosku o umorzenie długu kas chorych. Szef resortu zgodził się to zrobić. Nie przewidział, że będzie to powodem szybkiej reakcji premiera Leszka Millera, który następnego dnia odwołał go ze stanowiska.
W sali konferencyjnej i na korytarzach siedziby ląskiej RKCh swoje śpiwory i materace rozłożyło 6 stycznia około 150 lekarzy, pielęgniarek, techników medycznych, pracowników pogotowia ratunkowego i górników z ,Solidarności". Oflagowali budynek, rozwiesili plakaty informujące o strajku okupacyjnym i wręczyli zarządowi kasy chorych postulaty. Żądali m.in. anulowania niekorzystnych aneksów do umów i zapewnienia finansowania świadczeń zdrowotnych na zeszłorocznym poziomie.
Gdzie są pieniądze?
Jak już informowaliśmy na łamach Pulsu Medycyny, kasa zaproponowała w tym roku znacznie gorsze warunki finansowania świadczeń niż rok temu. Największe cięcia dotyczą chirurgii krótkoterminowej (30-70 proc.) i stomatologii (35 proc.). Lekarzom podstawowej opieki zdrowotnej zaproponowano kontrakty niższe o 15 proc., specjalistom o 25-30 proc., a szpitalom o 8-20 proc. w porównaniu do ubiegłorocznych umów.
Dyrektor RKCh Józef Kurek próbował przekonać protestujących, że kasa nie jest w stanie wycofać podpisanych już aneksów. Tłumaczył, że w tym roku na świadczenia medyczne może przeznaczyć tylko ok. 3,3 mld zł, czyli o 600 mln zł mniej niż przed rokiem, a na dodatek konta kasy, na których w 2002 roku były nadwyżki finansowe w wysokości 440 mln zł, są już puste. Związkowcy nie chcieli go jednak słuchać. Zażądali, by przyjechał do nich na rozmowy minister zdrowia Mariusz Łapiński. Ten stwierdził, że nie jest stroną konfliktu, ale może być mediatorem w sporze.
Fiasko pierwszych rozmów
7 stycznia minister wysłał do Katowic swojego przedstawiciela - podsekretarza stanu Andrzeja Kosiniaka-Kamysza. Towarzyszył mu Maciej Tokarczyk, prezes Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. Obaj panowie przysłuchiwali się rozmowom związkowców z zarządem i radą kasy chorych. Kilka godzin później doszło do podpisania protokołu rozbieżności, do którego protestujący wpisali kilka nowych postulatów. Zażądali umorzenia śląskiej kasie 98 mln zł pożyczki, udzielonej z budżetu państwa w 2000 roku, darowania jej wpłaty 105 mln zł tytułem wyrównania finansowego za 2001 rok, odciążenia z obowiązku finansowania procedur wysokospecjalistycznych i ratownictwa medycznego oraz dostosowania wysokości wyrównania finansowego do wielkości wpływów ze składek osób zarejestrowanych w śląskiej kasie. Zagrozili zaostrzeniem protestu, jeśli minister M. Łapiński nie pojawi się w Katowicach.
Interwencja wojewody
Tymczasem minister zaproponował im, żeby przyjechali wraz z zarządem kasy na rozmowy do Warszawy. Gwarantował im ,neutralny grunt oraz spokojną i rzeczową atmosferę". Postawił jednak warunek - mają opuścić kasę chorych.
Omal nie doszło do blokady RKCh. Zapobiegł jej wojewoda śląski Lechosław Jarzębski, który podjął się roli mediatora w negocjacjach. Pierwsza tura rozmów odbyła się 13 stycznia w ląskim Urzędzie Wojewódzkim. Uzgodniono wówczas termin następnego spotkania. Tym razem z udziałem Mariusza Łapińskiego i prezesa UNUZ-u. Do spotkania doszło dwa dni później.
Po 8 godzinach wyczerpujących rozmów podpisano porozumienie, w którym minister zdrowia zobowiązał się m.in. do przedłożenia Radzie Ministrów wniosku o umorzenie wszystkim kasom chorych pożyczki zaciągniętej w 2000 roku z budżetu państwa. Od spełnienia tego żądania związkowcy uzależnili przerwanie okupacji. Opuścili kasę chorych dopiero wtedy, gdy dostali pisemne potwierdzenie, że taki wniosek został przez M. Łapińskiego wysłany na ręce sekretarza Rady Ministrów.
Minister zobowiązał się również do uruchomienia do końca stycznia programu procedur w zakresie kardiologii dziecięcej i obiecał, że za nie zapłaci z budżetu resortu zdrowia. Wraz z ministrem spraw wewnętrznych i administracji ma również finansować centra powiadamiania ratunkowego.
,Solidarność" przerwała okupację, ale nie wstrzymała trwającego od 13 stycznia referendum w sprawie strajku generalnego w służbie zdrowia. Zdaniem Ewy Ficy, przewodniczącej Regionalnego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ ,Solidarność" Regionu ląsko-Dąbrowskiego, referendum jest sposobem nacisku na szefa resortu zdrowia, aby wywiązał się należycie ze swoich zobowiązań.
Zmniejszenie w stosunku do roku ubiegłego wartości kontraktów na I kwartał 2003 roku obejmuje niemal cały kraj. Według zestawienia dokonanego przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, pomimo zwiększenia wysokości składki na świadczenia zdrowotne, szpitale otrzymają kontrakty o wartości niższej średnio w województwie wielkopolskim o 19,2 proc. (niektóre nawet o 24 proc.), małopolskim i pomorskim - o 15 proc., łódzkim - o 7 proc. W województwie zachodniopomorskim procedury wyceniono na poziomie o 20 proc. niższym, a hospitalizacje - o 10 proc. niż w kontraktach na 2002 r. W województwie podkarpackim pozostawiono wycenę świadczeń na poziomie roku 2002, za to zmniejszono liczbę limitów. W specjalistyce ambulatoryjnej kontrakty są niższe od 5 proc. (w woj. świętokrzyskim i opolskim) do 30 proc. w woj. małopolskim.
OZZL postawił tezę, że wartości kontraktów na I kwartał 2003 roku zostały celowo zaniżone, aby przywrócenie stawek z 2002 roku w kolejnych kwartałach można było ogłosić jako poprawę sytuacji po wprowadzeniu Narodowego Funduszu Zdrowia. Według wyliczeń OZZL minister zdrowia chciał ,przytrzymać" dla funduszu ok. 1-1,25 mld zł.
Informację o tym, że tylko w nielicznych kasach pozostawiono wycenę świadczeń na poziomie roku 2002 potwierdza Naczelna Izba Lekarska. ,Mamy sygnały, że są placówki, którym proponuje się 30 proc. wartości ubiegłorocznego kontraktu. To grozi kompletnym załamaniem się systemu. Duże publiczne szpitale będą popadać w coraz większe zadłużenie, natomiast małe prywatne po prostu upadną" - prognozuje Konstanty Radziwłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. NRL widzi pilną potrzebę zakontraktowania usług do końca roku na poziomie ubiegłorocznym.
Lekarzom wtóruje Związek Powiatów Polskich, podkreślając w swym stanowisku ,katastrofalnie niskie finansowanie szpitali powiatowych w I kwartale br.". ZPP ocenia obniżanie wartości usług z zakresu ochrony zdrowia jako ,moralnie naganne, a jednocześnie jako jednostronne zerwanie zasad obowiązujących w dotychczas podpisywanych umowach".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Mariola Marklowska, Katowice, Beata Lisowska