Własne potomstwo z nasienia zamrożonego przez 10 lat

Monika Wysocka
opublikowano: 20-11-2002, 00:00

Urszula i Steffen już w momencie poznania wiedzieli, że ,świetnie" do siebie pasują: on po przeszczepie szpiku kostnego, ona z patologią jajników i niedomogą hormonalną. Ich jedyną szansą na posiadanie dzieci było zapłodnienie in vitro przy użyciu zdeponowanego nasienia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Kiedy Steffen 10 lat temu zachorował na białaczkę, duńscy lekarze zaproponowali mu, by zamroził swoje nasienie. Dzięki temu dziś, choć po chemioterapii jest bezpłodny, może oczekiwać na swoje potomstwo.

,Kiedy zachorowałem na białaczkę, miałem 22 lata i byłem na tyle przerażony sytuacją, że zupełnie nie myślałem o konsekwencjach leczenia. Lekarze sami zaproponowali, bym zdeponował nasienie, bo chemioterapia może spowodować, że będę bezpłodny. Zgodziłem się, choć w tamtym momencie myślałem tylko o tym, bym ja sam mógł przeżyć - miałem 50 proc. szans. Dziecko to była totalna abstrakcja" - opowiada Steffen Eriksen.
Przez tydzień co dwa dni jeździł do szpitala, by zostawić w banku swój ,kapitał" na przyszłość. Zrobił to dosłownie w ostatniej chwili - każda kolejna próbka była gorsza pod względem jakości plemników: z 65 proc. w ciągu zaledwie kilku dni żywotność plemników spadła do 3 proc. w trzeciej porcji.
Lekarz musi informować
Zaproponowanie zdeponowania nasienia młodemu pacjentowi choremu na nowotwór, oczekującemu na operację onkologiczną, np. usunięcia jąder albo na chemio- lub radioterapię, niemal w każdym europejskim państwie jest rutyną. W Polsce wciąż niestety zdarza się bardzo rzadko.
,To jest informacja, która powinna wyjść od lekarza. Rzadko który pacjent lub jego rodzina myślą o tak dalekiej przyszłości, gdy dowiadują się, że być może ma on przed sobą kilka miesięcy życia. Niektórzy w ogóle nie wiedzą, że są takie możliwości. A przecież nieinformowanie o nich pacjentów jest nieetyczne. Lekarz ma obowiązek powiadomić pacjenta o wszystkich nowoczesnych metodach leczenia, a mrożenie nasienia jest jedną z nich - uważa dr Piotr Lewandowski, kierownik Przychodni Leczenia Niepłodności Novum. - Lekarz przecież tylko proponuje, a decyzja, czy pacjent z takiej możliwości skorzysta zależy od niego samego. Nie może być jednak tak, by musiał nie tylko myśleć o tym sam, ale i sam szukać, gdzie może zdeponować nasienie!".
Choć w Novum, która przecież nie jest jedyną tego typu placówką w kraju, nasienie mrożone jest od czterech lat, od pacjentów onkologicznych zdeponowano zaledwie 70 próbek. Tylko ok. 10 lekarzy spośród całej rzeszy polskich onkologów regularnie przysyła tu swoich chorych pacjentów, by ewentualnie zamrozili swoje nasienie. I chociaż w Polsce można zamrozić nasienie w co najmniej kilku istniejących już bankach nasienia (zob. artykuł w Pulsie Medycyny nr 13/2002), ideałem byłoby deponować je tam, gdzie na miejscu są możliwości, by potem nasienie spożytkować - wykonać inseminację lub zapłodnienie pozaustrojowe, w zależności od parametrów nasienia. Od jakości ośrodka zależy, czy mrożenie nasienia nie pójdzie na marne.
Oboje po przejściach
,Od początku wiedzieliśmy, na czym stoimy - Steffen po ciężkiej chorobie, bezpłodny, ale z zamrożonym ,gdzieś tam" nasieniem. Ja z chorymi jajnikami. W pewnym sensie, z mojego punktu widzenia, to dobra sytuacja: oboje po przejściach, które utrudniają poczęcie dziecka w naturalny sposób, odpada więc obwinianie się za to, co musimy przejść, by je mieć. Wiedzieliśmy, że czeka nas długa droga, zaczęliśmy więc działać jeszcze przed ślubem, by nie marnować czasu. Wiedzieliśmy, że im jesteśmy młodsi, tym większe mamy szanse. Ta świadomość spowodowała, że byliśmy w dużo lepszej sytuacji niż większość tego typu par" - opowiada Urszula Eriksen.
Ponieważ Eriksenowie mieszkają w Polsce, a podjęcie terapii wiąże się z częstymi (pod koniec nawet codziennymi) wizytami u lekarza - na zabieg zdecydowali się w Polsce. Długo szukali odpowiedniego miejsca, sprawdzili informacje na temat wszystkich możliwych klinik, w których przeprowadza się tego typu zabiegi. W końcu zdecydowali się na warszawską Przychodnię Novum.
Kapitał w termosie
Na początku było masę problemów i spraw formalnych do załatwienia. ,Dzwonię do urzędu celnego zapytać, co musimy zrobić, by przewieźć to nasze nasienie przez granicę. A tu cisza w słuchawce. Nie mieli pojęcia, bo jeszcze nie spotkali się z taką sytuacją" - wspomina U. Eriksen. Mieli lecieć z nasieniem samolotem, ale to było po 11 września. Istniało więc ryzyko, że urzędnicy zechcą zbyt dokładnie sprawdzić zawartość specjalnego termosu. Zdecydowali się więc na prom. Przez całą podróż chodzili po pokładzie trzymając w objęciach torbę z termosem owiniętym w poduszki. ,To jedyne, co mieliśmy. Gdyby coś się stało, przepadłaby nasza szansa na własne dziecko" - mówi S. Eriksen.
To była bardzo stresująca podróż. W sobotę podczas jazdy samochodem ze winoujścia do Warszawy Urszula dzwoniła do Novum co pół godziny, by zapewnić, że już jadą i usłyszeć, że tam na nich czekają. Przyjechali z godzinnym opóźnieniem, ale czekano, by przełożyć nasienie z termosu z ciekłym azotem w bardziej odpowiednie warunki.
Ten etap zakończył się sukcesem. Następny to terapia, która miała przygotować organizm pacjentki na przyjęcie nowego życia.
Manipulacje pod mikroskopem
Stymulacja hormonalna owulacji stosowana jest jako wstęp do niemal wszystkich technik wspomaganego rozrodu. Ma na celu pobudzenie jajników do produkcji większej ilości pęcherzyków jajnikowych i komórek jajowych niż dzieje się to w naturalnym cyklu. Wiąże się to z przyjmowaniem serii leków hormonalnych, stymulujących jajniki (obecnie najnowocześniejszy to rekombinowana gonadotropina - Gonal), działanie których kontroluje się za pomocą USG i badań hormonalnych. W ten sposób można ocenić moment dojrzałości pęcherzyków - optymalny do wykonania punkcji, a za pomocą HCG podawanego w odpowiednim dniu w formie zastrzyku domięśniowego - można ,wymusić" uwolnienie do pęcherzyków jajnikowych komórek jajowych z dokładnością do kilku godzin. Aby uniknąć przedwczesnej owulacji i przedwczesnego starzenia się komórek jajowych, wewnątrz pęcherzyków podaje się dodatkowo tzw. analogi hormonów podwzgórzowych (GnRHa, np. dipherelina).
Kiedy trwała punkcja jajników dr Katarzyna Kozioł zaczęła pracę nad przygotowaniem plemników do zapłodnienia in vitro. Dopiero teraz miało się okazać, czy dotychczasowe poświęcenie miało w ogóle szanse zakończyć się sukcesem. Zamrożone przez 10 lat nasienie mężczyzny (to prawdopodobnie rekord polskiego poczęcia z tak długo zamrożonego nasienia ,onkologicznego") chorego na białaczkę jest bowiem wielką niewiadomą pod względem jakości. To, że akurat w próbce, która wydaje się najbardziej wartościowa, przeżyje najwięcej plemników, wcale nie jest regułą. Proces wieloletniego mrożenia w temperaturze -196°C przeżywa tylko część plemników, tych o najwyższej witalności. Może się też zdarzyć, że nie przeżył żaden. To w końcu poważna ingerencja w naturę: wykorzystując specjalne pożywki i sprzężoną z komputerem aparaturę do zamrażania, plemniki schładza się, a następnie przechowuje w próżniowych termosach z ciekłym azotem. W przypadku państwa Eriksen były trzy porcje. Dr K. Kozioł zaczęła od porcji z pośrednimi jakościowo parametrami, oszczędzając najlepszą. Wybór okazał się trafny. Urszula ,wyprodukowała" aż 18 jajeczek, było więc na czym działać.
Kilka godzin trwało odmrożenie i wypreparowanie oraz znalezienie prawidłowo ruszających się plemników.
Sama mikromanipulacja (ICSI) polega na wstrzyknięciu pod kontrolą mikroskopu pojedynczego plemnika do wnętrza komórki jajowej za pomocą mikromanipulatora i mikropipetek. Rozpoczął się następny etap: zapłodnienie komórek i podział zarodków.
Embriotransfer, czyli
nieromantyczne poczęcie
W dniu zabiegu in vitro prowadzący zabieg dr P. Lewandowski rozmawiał po raz kolejny z przyszłymi rodzicami o wszystkim, co ich czeka. Ponieważ jajniki Urszuli są chore (zawierają nadmiar pęcherzyków jajnikowych - PCO), mogły zareagować w sposób niekontrolowany, istniało ryzyko przestymulowania. Przy nadmiernej reakcji konieczne może być nawet przerwanie terapii. Trzeba było więc podjąć decyzję, w jaki sposób działać dalej. Można było zamrozić wszystkie zarodki, odczekać kilka tygodni aż jajniki się ustabilizują i dopiero w nowym cyklu podać odmrożone zarodki, podać tylko jeden zarodek, co zwiększa szanse na przestymulowanie jajników, ale i na ciążę, lub transferować dwa - co z kolei zwiększa szansę na ciążę (w tym także mnogą), ale i na przestymulowanie. Para wybrała to ostatnie rozwiązanie, a z medycznego punktu widzenia lekarze uznali to za dopuszczalne.
9 września państwo Eriksen przyjechali do Novum na punkcję. Wykonuje się ją na czczo, w krótkim znieczuleniu ogólnym, w ok. 36 godz. po podaniu HCG (Pregnylu lub Profasi). Pobranie komórek jajowych odbywa się przez pochwę, pod kontrolą USG, za pomocą cienkiej igły. Ze względu na zabiegowy charakter tego działania konieczne są prawidłowe wyniki bakteriologiczne pochwy i układu krzepnięcia krwi pacjentki, a także wynik badania grupy krwi i wielu innych badań. ,W trakcie punkcji płyn pęcherzykowy, zawierający komórki jajowe, pobiera się do probówek. Znalezione w pęcherzykach dojrzałe komórki jajowe przenoszone są do odżywczych mediów i do nich po kilku godzinach dodawane są odpowiednio przygotowane plemniki. Po około 18 godzinach od dodania plemników obserwuje się pod mikroskopem, czy doszło do zapłodnienia. Ulega mu zazwyczaj ok. 60-80 proc. komórek. Wtedy pacjenci dowiadują się telefonicznie o liczbie zapłodnionych komórek i terminie embriotransferu, czyli podaniu zarodków do jamy macicy" - wyjaśnia dr K. Kozioł.
Transfer przeprowadza się zazwyczaj w ciągu 48-72 godzin po punkcji, gdy zarodki są już podzielone na 2 do 8 blastomerów. Podaje się je do jamy macicy za pomocą cienkiego cewnika przy wypełnionym pęcherzu moczowym. Zabieg jest bezbolesny i wkrótce po nim pacjentka może wracać do domu. ,Podaje się zazwyczaj dwa zarodki i tak też zrobiono u pani Eriksen. U pacjentek starszych i po większej liczbie prób IVF - trzy, by zwiększyć szanse na ciążę. Podawanie więcej niż jednego zarodka zwiększa też jednak prawdopodobieństwo ciąży mnogiej, stanowiącej zagrożenie dla ciężarnej i dla płodu, dlatego taką decyzję trzeba poważnie przemyśleć" - podkreśla dr P. Lewandowski.
Pozostałe zarodki zamrażane są za pomocą specjalnej aparatury w ciekłym azocie, w temperaturze -196°C. Para może je wykorzystać, już bez konieczności stymulacji, po nieudanej pierwszej próbie lub gdy zdecyduje się na drugie dziecko. Mrożenie zarodków wzbudza kontrowersje, jest jednak jedynym sposobem na umożliwienie przeżycia ,nadliczbowym" zarodkom.
Łzy w oczach lekarza
Przez ok. 14 dni po transferze przyszłej mamie zaleca się oszczędzający tryb życia, unikanie współżycia płciowego, gorących kąpieli i większych wysiłków fizycznych. Urszula i Steffen zdecydowali się wyjechać na Mazury. Daleko od Warszawy, ale na tyle blisko, by w razie czego można było szybko dotrzeć do szpitala. Ich ostrożność okazała się uzasadniona. Po kilku dniach zaczął się obrzęk brzucha, a młoda mama była bardzo osłabiona - miała ewidentne objawy przestymulowania. Początkowo zrzucała to na karb przeżyć ostatnich dni i rozchwiania hormonalnego, ale kiedy zaczęła mieć trudności z oddychaniem, zadzwoniła do dr. P. Lewandowskiego. ,Wracać natychmiast" - usłyszała w słuchawce. Okazało się, że Urszula ma płyn w brzuchu (zdarza się to w około 2 proc. przypadków), ale - co bardziej niebezpieczne - także w opłucnej. W Szpitalu im. więtej Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie upuszczono płyn z jamy brzusznej, przetoczono jej albuminy ludzkie i poddano wnikliwemu nadzorowi internistyczno-ginekologicznemu (dr Jerzy Nosarzewski i dr Marek Litmanowicz). W dobrym stanie pacjentka wyszła stamtąd po dwóch tygodniach.
Prosto z oddziału, razem z mężem pojechała do Novum. Dr P. Lewandowski już na nich czekał. ,Kiedy tylko nas zobaczył powiedział: chodźcie szybko, zrobimy USG, chcę to zobaczyć. Był chyba nawet trochę zazdrosny, że to nie on był pierwszym, który potwierdził i zobaczył ciążę, bo USG mieliśmy już robione w szpitalu. Ale kiedy na ekranie zobaczyliśmy nasze dziecko, a badania potwierdziły, że wszystko jest w porządku, doktor miał łzy w oczach. Wyściskał nas tak serdecznie, jak własne dzieci. To było bardzo miłe. Wcześniej, kiedy lekarze mówili mi, że istnieje ryzyko, iż być może nigdy nie uda mi się zajść w ciążę, często brzmiało to tak: to twój problem, musisz nauczyć się z tym żyć. Tu po raz pierwszy poczułam, że ktoś naprawdę chce mi pomóc przez to przejść i uwierzyłam, że się uda" - wspomina U. Eriksen.
Przed państwem Eriksen jeszcze długa droga. Do maja, kiedy dziecko ma przyjść na świat, jeszcze wiele może się zdarzyć. Jednak, jak twierdzi dr P. Lewandowski - ,w tych ludziach jest tyle wiary, tyle optymizmu i siły, że to nie ma szans się nie udać". W momencie przygotowania tekstu Urszula była w 11. tygodniu prawidłowo rozwijającej się ciąży, poczętej w Novum i oznaczonej numerem 1722.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.