W Nałęczowie można się leczyć na kredyt
Uzdrowisko Nałęczów wprowadziło kredyty dla kuracjuszy, którzy nie chcą czekać na skierowanie do sanatorium w ramach powszechnego ubezpieczenia, a nie stać ich na to, by należną kwotę wpłacić od razu.
Warianty umowy
Oferta kredytowa ma kilka wariantów, w zależności od deklarowanej liczby rat, w których należność będzie spłacana (od 4 do 10). Najwyższe oprocentowanie wynosi 8 proc. w skali roku. Jeśli w umowa opiewa tylko na 4 raty, nie jest doliczane żadne oprocentowanie. Oprócz oprocentowania kredytu, kredytobiorca nie ponosi żadnych dodatkowych kosztów manipulacyjnych, a uzdrowisko bierze na siebie dopełnienie formalności. Wniosek kredytowy i umowa wysyłane są do kuracjusza pocztą, a podpisanie dokumentów odbywa się już po jego przybyciu do Nałęczowa.
?Najkorzystniejsza jest jednak nasza propozycja, by wpłacić 20 proc. ceny pobytu jako zaliczkę, bo wtedy udzielamy 5 proc. rabatu na cały pobyt" - dodaje J. Hładki-Antoń. O czasie trwania rehabilitacji decyduje sam kuracjusz. Doba pobytu, czyli 3 posiłki, 4 zabiegi, opieka medyczna i miejsce w pokoju 1-osobowym kosztuje ok. 150 zł, w 2-osobowym od 120 do 140 zł, w zależności od standardu obiektu.
Dyrektor ds. lecznictwa Uzdrowiska Nałęczów Barbara Olszewska tłumaczy, że wprowadzenie tej oferty to odpowiedź na potrzeby pacjentów. ?W większości są to osoby z problemami kardiologicznymi. Ci pacjenci nie mogą długo czekać na pomoc. Rehabilitację trzeba rozpocząć jak najszybciej, bo od tego zależy jakość ich życia" - mówi B. Olszewska.
Będą naśladowcy
Projekt kredytowania leczenia uzdrowiskowego wzbudził zainteresowanie przedstawicieli innych ośrodków. ?Pomysł został pozytywnie oceniony przez branżę, myślę, że wkrótce znajdziemy naśladowców" - mówi A. Hładki-Antoń. Rozmowy na ten temat trwają już w zarządzie Uzdrowiska Krynica-Żegiestów. ?To świetne rozwiązanie. Łatwiej zapłacić raty niż wyłożyć całą kwotę od razu - mówi Ewa Hutnikiewicz, dyrektor ds. lecznictwa tego uzdrowiska. - Ludzie chcą się leczyć, więc projekt ma duże szanse powodzenia. Też się do niego przygotowujemy, niezbędne jest jednak zainteresowanie nim jakiegoś banku".
W odniesieniu do swoich pacjentów w taką możliwość wątpi Henryk Klimczuk, zastępca prezesa spółki Uzdrowisko Ustka, kierownik jednego z tutejszych sanatoriów. ?Do nas przyjeżdżają prawie wyłącznie emeryci i renciści, osoby niebogate i raczej trudno liczyć, by jakiś bank wziął ich pod uwagę jako wiarygodnych kredytobiorców. Poza tym jaką miałby gwarancję spłaty zadłużenia przez osobę ciężko chorą i w zaawansowanym wieku? Ryzyko byłoby zbyt duże" - uważa H. Klimczuk. Liczy jednak, że być może teraz, po wejściu Polski do UE coś się zmieni i do Ustki zaczną przyjeżdżać ludzie młodsi i bogatsi.
O planach powielenia pomysłu nałęczowskiego w Uzdrowisku Kamień Pomorski na łamach lokalnej prasy mówił członek jego zarządu Krzysztof Kolisz. Jednak nic z tego chyba nie będzie. ?O tym, że zrezygnowaliśmy z pomysłu zdecydowały pewne wewnętrzne uwarunkowania, o których nie chcę mówić" - stwierdził K. Kolisz w rozmowie z Pulsem Medycyny.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Edyta Szewerniak-Milewska