W medycynie rodzinnej trzeba lubić ludzi
Brak dobrze funkcjonującej podstawowej opieki zdrowotnej, z lekarzem rodzinnym w roli głównej, to strata milionów złotych. System, który nie premiuje lekarzy najbardziej zaangażowanych w swoją pracę, nie działa motywacyjnie — mówi w rozmowie z „Pulsem Medycyny” prof. Andrzej Steciwko, prezes ZG Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.
Opracowana kilkanaście lat temu reforma medycyny rodzinnej miała dobre założenia. Jaki był powód jej niepowodzenia?

- Dobre podstawy reformy zmieniały się stopniowo w trakcie jej realizacji. Sprawdzone rozwiązania zastępowano innymi, słabszymi, a decydentom brakowało konsekwencji i wytrwałości w tworzeniu systemu, który sprawdził się w innych krajach. W Polsce szukano oszczędności, finansowanie okazało się niewystarczające. Budowanie systemu podstawowej opieki medycznej to lata pracy, również cierpliwości społeczeństwa. I tego właśnie nam zabrakło.
Niedociągnięcia systemu masowo krytykowano, media nagłaśniały każde niepowodzenie, lekarzy rodzinnych także nie oszczędzano. Chcieliśmy mieć natychmiastowe efekty wdrażanej reformy. Trzeba też wspomnieć, że stopniowo tworzono luki w systemie, czego przykładem jest lista poradni specjalistycznych, gdzie pacjent może się zgłosić bez skierowania od lekarza rodzinnego. Dopuszczono również kontraktowanie usług w zakresie poz przez podmioty prowadzące ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, także przez szpitale. Zgubiono ideę medycyny rodzinnej polegającą na dowolnym wyborze lekarza przez pacjenta. Zapomniano o dobrej tradycji lekarza rodzinnego, który znał całą rodzinę pacjenta i jej problemy zdrowotne.
Przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej skupiające 10 czy 20 tys. pacjentów i kilkunastu lekarzy to zaprzeczenie założonej idei lekarza rodzinnego i pacjenci często są niezadowoleni.
- Faktycznie, pacjenci nie zawsze są usatysfakcjonowani. Ci najbardziej zadowoleni to pacjenci zapisani do lekarza rodzinnego prowadzącego praktykę samodzielnie, ewentualnie w niewielkim zespole, bo wtedy nie czują się anonimowi. Uważam, że brak dobrze funkcjonującej podstawowej opieki zdrowotnej, z lekarzem rodzinnym w roli głównej to strata milionów złotych. Powszechnie wiadomo, że tak funkcjonująca poz jest najtańsza. Efektywność wynika z tego, że 80 proc. potrzeb zdrowotnych pacjenta realizuje lekarz rodzinny, który jeśli jest dobrze wyszkolony, stanowi filar opieki medycznej. Z większością problemów pacjentów jest w stanie poradzić sobie sam, bez konieczności kierowania do lekarza specjalisty.
Zainteresowanie medycyną rodzinną spada, ponieważ jest ona słabo finansowana w kontraktach, choć wiąże się z dużą odpowiedzialnością zawodową. Kiedyś na specjalizację z medycyny rodzinnej w każdej sesji przyjmowano 80-100 osób, obecnie tylko 8-12. Poza tym 30 proc. lekarzy rodzinnych jest już w wieku przedemerytalnym. Niedługo może pojawić się problem z kadrą dla podstawowej opieki zdrowotnej…
- Szkolenie specjalizacyjne w medycynie rodzinnej jest dobre, ale uważam, że powinno być prowadzone wyłącznie przez ośrodki akademickie. Mają one wysoko wyspecjalizowaną kadrę lekarzy klinicznych posiadających doktoraty, habilitację czy tytuły profesorskie, a co najważniejsze są dobrze przygotowane do prowadzenia szkoleń na wysokim poziomie. Najlepsze efekty szkoleniowe z medycyny rodzinnej mamy w województwach dolnośląskim, lubelskim i wielkopolskim. Coraz mniej młodych lekarzy wybiera tę specjalizację, bo przy zwiększonych obowiązkach nie mają zapewnionego bezpieczeństwa finansowego. Lekarze rodzinni mają coraz mniejsze szanse na otwarcie własnej praktyki, bo dużym obciążeniem są biurokracja i odpowiedzialność w wypadku kontraktów z NFZ. Tymczasem wyszkoleni w Polsce lekarze znakomicie radzą sobie z prowadzeniem praktyki w innych krajach.
Całą rozmowę z prof. Andrzejem Steciwko przeczytasz w najnowszym wydaniu Pulsu Medycyny nr 11 (250).
Nie masz jeszcze PRENUMERATY - nie zwlekaj zamów już dziś.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Magdalena Orlicz-Benedycka