Szpitalna wojna publiczno-prywatna
Szpitalna wojna publiczno-prywatna
Powiat giżycki wypowiedział umowę operatorowi szpitala — Grupie Nowy Szpital. Partnerstwo publiczno-prywatne nie powiodło się też w stołecznym szpitalu bródnowskim.
Choć eksperci przekonują, że różnego rodzaju partnerstwa publiczno-prywatne mogą być receptą na problemy placówek medycznych, nie wszystkie tego rodzaju spółki rozwijają się pomyślnie. Na własnej skórze przekonał się o tym szpital w Giżycku. Pod koniec marca zarząd powiatu wypowiedział umowę Grupie Nowy Szpital (GNS) na zarządzanie placówką, działającą w formie spółki Szpital Giżycki. Odwołano również przedstawiciela GNS z rady nadzorczej. Wacław Strażewicz, starosta giżycki, wymienia powody takiej decyzji: skargi na operatora, utrata zaufania samorządu i pracowników do GNS, próby wymuszenia zmiany na stanowisku prezesa spółki bez podania konkretnych przyczyn oraz naruszenie postanowień umowy. Ostatecznym impulsem do wypowiedzenia umowy miała być próba odwołania przez GNS prezes Anetty Gaweł, na co nie chciał się zgodzić samorząd.
Powód zdenerwowania
Prezes i współzałożyciel GNS Marcin Szulwiński uważa, że powiat giżycki nie miał żadnych podstaw prawnych do wypowiedzenia umowy. „Na pewno będziemy dochodzić swoich praw, również na drodze sądowej. Nasi prawnicy przygotowują analizy. Nadal chcemy być operatorem spółki” — mówi Marcin Szulwiński.
Zdaniem prezesa, to nie GNS, ale samorząd złamał prawo, nie pozwalając na powołanie nowego prezesa. Niedawno sąd przyznał prywatnemu operatorowi zabezpieczenie „w związku z możliwością wyrządzenia przez powiat giżycki szkody majątkowej o znacznych rozmiarach”. Marcin Szulwiński przyznaje, że ta decyzja mogła zdenerwować samorządowców i zachęcić ich do wypowiedzenia umowy.
Jego zdaniem, to nie dobro pacjentów było jednak kolejnym powodem wypowiedzenia umowy. „Zbliżało się kilka ważnych terminów. Pierwszy jest związany z przeniesieniem pozostałej części obiecanego pakietu udziałów spółki, dzięki któremu bylibyśmy większościowym udziałowcem. Drugi to wygaśnięcie pakietu socjalnego. Ten element zawsze budzi duże obawy pracowników. Po raz pierwszy w naszej działalności politycy postanowili wykorzystać ten element do walki z operatorem. Do wypowiedzenia umowy zachęcić mogły również dobre wyniki szpitala. Placówka nagle zaczęła na siebie zarabiać, po co więc ją komuś oddawać? W 2013 r. była 1 mln zł na plusie. Zeszły rok, w związku z obcięciem kontraktu, był nieco gorszy. Szpital zanotował ponad 200 tys. zł zysku netto” — informuje Marcin Szulwiński.
Szpital w Giżycku ma 10 oddziałów i 247 łóżek. Jego przychody oscylują w granicach 40 mln zł. Do grupy GNS należy od 2013 r. Jedna z większych polskich sieci szpitali powiatowych nigdy nie miała takich problemów. W jej skład wchodzi 12 szpitali zlokalizowanych na terenie województw: lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, małopolskiego i warmińsko-mazurskiego. Łącznie obejmują opieką medyczną 650 tys. pacjentów.
Zgoda buduje
Według Marka Wójcika, podsekretarza stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji odpowiedzialnego m.in. za kontakt z samorządami, w przypadku Giżycka nie zawiniła żadna ze stron — ani samorząd, ani inwestor.
„Część pracowników przestraszyła się nadchodzących zmian i postanowiła je zablokować. Choć konflikt się zaostrzył, według mnie, obie strony powinny zrobić wszystko, by dojść do porozumienia. Takie rozwiązanie jest najlepsze dla szpitala, który dzisiaj może pochwalić się dobrą opinią. Aby ją utrzymał i jeszcze poprawiał jakość, potrzebna jest zgoda” — uważa Marek Wójcik.
Zdaniem wiceministra, spółka nie ucieknie przed zmianami, szczególnie w kontekście nadchodzących reform. System będzie premiował duże, kompleksowe placówki. Mniejsze podmioty, szczególnie te gorzej sobie radzące, czekają trudne czasy.
„Nie można też zapomnieć, że w przyszłym roku zacznie się nowe kontraktowanie. Nowe umowy z NFZ będą obowiązywać nie trzy lata, jak obecnie, ale nawet 10 lat. Można spodziewać się, że walka o takie umowy będzie bezpardonowa. Dla szpitala giżyckiego lepiej będzie, gdy strony konfliktu — samorząd i inwestor — zamiast kłócić się na salach sądowych, dojdą do konsensusu” — radzi Marek Wójcik.
Nieudane PPP na Bródnie
To nie jedyna porażka współpracy publiczno-prywatnej w ostatnim czasie. Fiaskiem zakończył się projekt w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim. Blisko dwa lata temu stołeczny szpital oraz firma Dopico, za którą stoi Marek Jutkiewicz (był inwestorem m.in. w klinikach kardiologicznych Allenort), znany inwestor giełdowy, świętowały podpisanie umowy. Inwestor miał wybudować przy szpitalu ośrodek radioterapii wart ponad 60 mln zł. Według najnowszych informacji, inwestycja została wstrzymana.
„Wejście pakietu onkologicznego, zmiany wycen i wiele znaków zapytania co do warunków późniejszej działalności ośrodka spowodowały, że zrezygnowaliśmy z inwestycji, przynajmniej na razie” — informuje Piotr Gołaszewski, rzecznik Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Jego zdaniem, relacje między publicznym a prywatnym partnerem układały się bardzo dobrze i jedynym powodem takiej decyzji jest niepewne otoczenie inwestycji. „Dla szpitala ośrodek miał być uzupełnieniem oferty, jednak inwestor musiał zbilansować całe przedsięwzięcie, co okazało się znacznie trudniejsze niż początkowo przewidywaliśmy” — wyjaśnia Piotr Gołaszewski.
Po pierwsze, do połowy 2016 r. zostało wstrzymane kontraktowanie — nowe konkursy nie zostały jeszcze ogłoszone. Do tego czasu ośrodek musiałby więc działać bez publicznego finansowania, licząc, że w przyszłości Narodowy Fundusz Zdrowia pokryje koszty leczenia przyjętych wcześniej pacjentów. Po drugie, ostatnie zmiany mówią o stworzeniu map potrzeb zdrowotnych. Jeśli więc z map, których ciągle nie ma, będzie wynikało, że na danym obszarze nie jest potrzebny taki ośrodek, nie ma on racji bytu i nie otrzyma kontraktu z NFZ.
Ostatnie inwestycje w ośrodki radioterapii nie należały do najszczęśliwszych. Większość nowych placówek działa dzisiaj bez kontraktu z NFZ, m.in. placówka w Otwocku, należąca do Euromedic, czy Centrum Diagnostyki i Terapii Onkologicznej w Tomaszowie Mazowieckim (grupy Nu-Med, której większościowym udziałowcem jest fundusz Enterprise Investors). Nawet ośrodek Radiology Therapeutic Center Poland z grupy Amethyst, który miał obiecany kontrakt w Krakowie, kilka miesięcy czekał na jego otrzymanie. A gdy już się doczekał, okazało się, że jest znacznie mniejszy, niż inwestor oczekiwał.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Alina Treptow
Powiat giżycki wypowiedział umowę operatorowi szpitala — Grupie Nowy Szpital. Partnerstwo publiczno-prywatne nie powiodło się też w stołecznym szpitalu bródnowskim.
Choć eksperci przekonują, że różnego rodzaju partnerstwa publiczno-prywatne mogą być receptą na problemy placówek medycznych, nie wszystkie tego rodzaju spółki rozwijają się pomyślnie. Na własnej skórze przekonał się o tym szpital w Giżycku. Pod koniec marca zarząd powiatu wypowiedział umowę Grupie Nowy Szpital (GNS) na zarządzanie placówką, działającą w formie spółki Szpital Giżycki. Odwołano również przedstawiciela GNS z rady nadzorczej. Wacław Strażewicz, starosta giżycki, wymienia powody takiej decyzji: skargi na operatora, utrata zaufania samorządu i pracowników do GNS, próby wymuszenia zmiany na stanowisku prezesa spółki bez podania konkretnych przyczyn oraz naruszenie postanowień umowy. Ostatecznym impulsem do wypowiedzenia umowy miała być próba odwołania przez GNS prezes Anetty Gaweł, na co nie chciał się zgodzić samorząd.Powód zdenerwowaniaPrezes i współzałożyciel GNS Marcin Szulwiński uważa, że powiat giżycki nie miał żadnych podstaw prawnych do wypowiedzenia umowy. „Na pewno będziemy dochodzić swoich praw, również na drodze sądowej. Nasi prawnicy przygotowują analizy. Nadal chcemy być operatorem spółki” — mówi Marcin Szulwiński.Zdaniem prezesa, to nie GNS, ale samorząd złamał prawo, nie pozwalając na powołanie nowego prezesa. Niedawno sąd przyznał prywatnemu operatorowi zabezpieczenie „w związku z możliwością wyrządzenia przez powiat giżycki szkody majątkowej o znacznych rozmiarach”. Marcin Szulwiński przyznaje, że ta decyzja mogła zdenerwować samorządowców i zachęcić ich do wypowiedzenia umowy.Jego zdaniem, to nie dobro pacjentów było jednak kolejnym powodem wypowiedzenia umowy. „Zbliżało się kilka ważnych terminów. Pierwszy jest związany z przeniesieniem pozostałej części obiecanego pakietu udziałów spółki, dzięki któremu bylibyśmy większościowym udziałowcem. Drugi to wygaśnięcie pakietu socjalnego. Ten element zawsze budzi duże obawy pracowników. Po raz pierwszy w naszej działalności politycy postanowili wykorzystać ten element do walki z operatorem. Do wypowiedzenia umowy zachęcić mogły również dobre wyniki szpitala. Placówka nagle zaczęła na siebie zarabiać, po co więc ją komuś oddawać? W 2013 r. była 1 mln zł na plusie. Zeszły rok, w związku z obcięciem kontraktu, był nieco gorszy. Szpital zanotował ponad 200 tys. zł zysku netto” — informuje Marcin Szulwiński.Szpital w Giżycku ma 10 oddziałów i 247 łóżek. Jego przychody oscylują w granicach 40 mln zł. Do grupy GNS należy od 2013 r. Jedna z większych polskich sieci szpitali powiatowych nigdy nie miała takich problemów. W jej skład wchodzi 12 szpitali zlokalizowanych na terenie województw: lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, małopolskiego i warmińsko-mazurskiego. Łącznie obejmują opieką medyczną 650 tys. pacjentów.Zgoda budujeWedług Marka Wójcika, podsekretarza stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji odpowiedzialnego m.in. za kontakt z samorządami, w przypadku Giżycka nie zawiniła żadna ze stron — ani samorząd, ani inwestor.„Część pracowników przestraszyła się nadchodzących zmian i postanowiła je zablokować. Choć konflikt się zaostrzył, według mnie, obie strony powinny zrobić wszystko, by dojść do porozumienia. Takie rozwiązanie jest najlepsze dla szpitala, który dzisiaj może pochwalić się dobrą opinią. Aby ją utrzymał i jeszcze poprawiał jakość, potrzebna jest zgoda” — uważa Marek Wójcik.Zdaniem wiceministra, spółka nie ucieknie przed zmianami, szczególnie w kontekście nadchodzących reform. System będzie premiował duże, kompleksowe placówki. Mniejsze podmioty, szczególnie te gorzej sobie radzące, czekają trudne czasy.„Nie można też zapomnieć, że w przyszłym roku zacznie się nowe kontraktowanie. Nowe umowy z NFZ będą obowiązywać nie trzy lata, jak obecnie, ale nawet 10 lat. Można spodziewać się, że walka o takie umowy będzie bezpardonowa. Dla szpitala giżyckiego lepiej będzie, gdy strony konfliktu — samorząd i inwestor — zamiast kłócić się na salach sądowych, dojdą do konsensusu” — radzi Marek Wójcik.Nieudane PPP na BródnieTo nie jedyna porażka współpracy publiczno-prywatnej w ostatnim czasie. Fiaskiem zakończył się projekt w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim. Blisko dwa lata temu stołeczny szpital oraz firma Dopico, za którą stoi Marek Jutkiewicz (był inwestorem m.in. w klinikach kardiologicznych Allenort), znany inwestor giełdowy, świętowały podpisanie umowy. Inwestor miał wybudować przy szpitalu ośrodek radioterapii wart ponad 60 mln zł. Według najnowszych informacji, inwestycja została wstrzymana.„Wejście pakietu onkologicznego, zmiany wycen i wiele znaków zapytania co do warunków późniejszej działalności ośrodka spowodowały, że zrezygnowaliśmy z inwestycji, przynajmniej na razie” — informuje Piotr Gołaszewski, rzecznik Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Jego zdaniem, relacje między publicznym a prywatnym partnerem układały się bardzo dobrze i jedynym powodem takiej decyzji jest niepewne otoczenie inwestycji. „Dla szpitala ośrodek miał być uzupełnieniem oferty, jednak inwestor musiał zbilansować całe przedsięwzięcie, co okazało się znacznie trudniejsze niż początkowo przewidywaliśmy” — wyjaśnia Piotr Gołaszewski.Po pierwsze, do połowy 2016 r. zostało wstrzymane kontraktowanie — nowe konkursy nie zostały jeszcze ogłoszone. Do tego czasu ośrodek musiałby więc działać bez publicznego finansowania, licząc, że w przyszłości Narodowy Fundusz Zdrowia pokryje koszty leczenia przyjętych wcześniej pacjentów. Po drugie, ostatnie zmiany mówią o stworzeniu map potrzeb zdrowotnych. Jeśli więc z map, których ciągle nie ma, będzie wynikało, że na danym obszarze nie jest potrzebny taki ośrodek, nie ma on racji bytu i nie otrzyma kontraktu z NFZ.Ostatnie inwestycje w ośrodki radioterapii nie należały do najszczęśliwszych. Większość nowych placówek działa dzisiaj bez kontraktu z NFZ, m.in. placówka w Otwocku, należąca do Euromedic, czy Centrum Diagnostyki i Terapii Onkologicznej w Tomaszowie Mazowieckim (grupy Nu-Med, której większościowym udziałowcem jest fundusz Enterprise Investors). Nawet ośrodek Radiology Therapeutic Center Poland z grupy Amethyst, który miał obiecany kontrakt w Krakowie, kilka miesięcy czekał na jego otrzymanie. A gdy już się doczekał, okazało się, że jest znacznie mniejszy, niż inwestor oczekiwał.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach