Szkalują na stronie

Marcin Murmyło, Wrocław
opublikowano: 08-12-2003, 00:00

Anonimowy internauta, prawdopodobnie pracownik dolnośląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, założył w sieci stronę, w której opisał polityczną walkę wewnątrz tej instytucji. Po interwencji funduszu strona zniknęła z Internetu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W połowie października do dolnośląskich polityków, posłów, dziennikarzy i ludzi związanych ze służbą zdrowia dotarł dziwny e-mail, w którym anonimowy internauta zapraszał do odwiedzenia swojej strony. ?Szanowni Państwo! Oto jak Narodowy Fundusz Zdrowia dba o nasze zdrowie i wydaje nasze pieniądze". Po kliknięciu na załączony adres pojawiała się strona, w której informowano, że w dolnośląskim oddziale NFZ trwa polityczna rozgrywka pomiędzy ?Solidarnością" a SLD. Wymienieni z imienia i nazwiska ludzie związani z tym pierwszym ugrupowaniem są preferowani według autora przez dyrekcję NFZ. Zajmują oni coraz wyższe stanowiska, dostają większe wynagrodzenia niż inni, a jednocześnie prowadzą politykę ?destrukcji i ogromnej krytyki SLD", m.in. poprzez tendencyjne wybieranie artykułów prasowych krytykujących rząd do prezentacji na oficjalnej stronie NFZ, przekazując prasie ?trudne tematy", a nawet biorąc udział w organizacji strajków służby zdrowia.
?To stek kłamliwych informacji. Zaraz po informacji, że taka strona istnieje, wystąpiliśmy do administratora sieci o jej likwidację. Niestety, nie znaleźliśmy jej autora. Bardzo prawdopodobne, że jest to osoba, która pracowała lub pracuje u nas" - twierdzi Andrzej Woźny, dyrektor dolnośląskiego oddziału funduszu.
Anonimowy internauta oskarżał dodatkowo A. Woźnego m.in. o to, że w nagrodę wyjechał na wakacje służbowym autem, że kosztem placówek medycznych i pacjentów zlikwidował w ciągu roku 70-mln stratę, którą fundusz odziedziczył po kasie.
?Z tych informacji tylko ostatnia jest prawdziwa. Gdy rok temu przejmowałem władzę po poprzednim zarządzie kasy chorych, fundusze były w opłakanym stanie. Mieliśmy 136 mln złotych strat, do płynności brakowało ok. 70 mln zł. Musiałem zaciągnąć pożyczkę, która umożliwiła nam wówczas normalną działalność - opowiada dyr. Andrzej Woźny. - Dzisiaj wszystko jest już w porządku, kredyt spłacony, straty nie ma i bilansujemy się na bieżąco. Za błędy naszej poprzedniczki musimy zresztą płacić do dzisiaj. Chodzi o tzw. superkorekty, czyli pieniądze ściągane od szpitali, gdy w kasie chorych zaczynało pod koniec roku brakować pieniędzy. Z tego powodu mamy kilka spraw w sądzie. Na ewentualne roszczenia musieliśmy zabezpieczyć w naszym budżecie kilkanaście milionów złotych".

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marcin Murmyło, Wrocław

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.