Suplementować czy leczyć to ważne pytanie

  • Monika Wysocka
opublikowano: 23-10-2014, 00:00

25 września w redakcji „Pulsu Medycyny” odbyła się debata ekspercka „Suplementować czy leczyć”. Dyskutowano m.in. o zacieraniu się różnic pomiędzy lekiem a suplementem diety oraz o roli lekarza i farmaceuty w wychwytywaniu zagrożeń płynących z nadmiernego stosowania suplementów diety.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Z raportu, jaki powstał na podstawie badania „Świadome samoleczenie w Polsce 2014” wynika, że wiele osób nie wie, na czym polegają różnice pomiędzy lekami i suplementami diety, a także jakie są konsekwencje zdrowotne przyjmowania suplementów diety. Co gorsze, okazuje się, że wiedza lekarzy na ten temat nie jest lepsza.

Badanie przeprowadzone w 2011 roku przez Zakład Opieki Farmaceutycznej WUM na grupie ponad 6,5 tys. lekarzy wykazało, że dla 61 proc. z nich suplement ma działanie terapeutyczne. „Lek jest dla nas substancją znaną. Wiemy, jak działa, wiemy, że przechodzi wszystkie fazy dopuszczenia do obrotu i lekarz może temu preparatowi zaufać. Tymczasem suplement ma tylko uzupełniać braki żywieniowe. To zasadnicza różnica” — zauważyła prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, kierownik Zakładu Opieki Farmaceutycznej i Farmacji Klinicznej Wydziału Farmaceutycznego WUM.

Czy preparat w tabletce to zawsze lek?

Rynek suplementów jest ogromny i rośnie błyskawicznie. Każdego miesiąca do Głównego Inspektoratu Sanitarnego wpływa ok. 800 wniosków z prośbą o rejestrację nowego preparatu, z czego zdecydowana większość, bo ok. 500 zgłoszeń, dotyczy suplementów diety.

Zdaniem specjalistów, wiara pacjentów w skuteczność suplementów bierze się m.in. z tego, że występują one w takich samych postaciach jak leki, tj. w blistrach, kapsułkach, tabletkach... „Proszę pamiętać, że boom na suplementy na rynku polskim mamy dopiero od 2004 roku, wcześniej latami była mowa tylko o lekach. Pacjent przyzwyczaił się, że tabletka lub kapsułka to lek. Wciąż nowością jest, że w tej postaci mogą występować też inne produkty, bo zabrakło pełnej edukacji, podkreślenia, że postać nie determinuje funkcji” — zauważyła Ewa Jankowska, prezes PASMI.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej dr Maciej Hamankiewicz zwrócił uwagę, że dla pacjenta ma znaczenie także miejsce, w którym sprzedaje się suplementy. „Wprowadzenie do farmacji produktów żywieniowych i kosmetyków spowodowało, że oprócz prawdziwie działających leków, mamy tam inne produkty. A kiedy farmaceuta coś mi proponuje, to ja wierzę, że będzie mi pomagało” — mówił dr Hamankiewicz.

„Jesteśmy w Unii, więc korzystamy z zalet — i nie tylko — bycia w tym wspólnotowym rynku. I od kiedy do prawa żywieniowego wprowadzono kategorię suplementów diety, to ma ona, jako żywność, pełne prawo występować we wszystkich kanałach dystrybucyjnych, takich jak apteka czy sklep. Oczywiście apteka nobilituje taki produkt, co nie zmienia faktu, że niezależnie od tego, w jakim kanale ten produkt się znajduje, jego jakość musi być tożsama” — zaznaczyła Ewa Jankowska.

Konieczna edukacja lekarzy i społeczeństwa

Specjaliści podkreślali, że lekarze oprócz udzielania porad terapeutycznych powinni także rozmawiać ze swoimi pacjentami o tym, co oni jedzą. W USA jedynie 60 proc. lekarzy ma świadomość tego, jakie mogą być skutki interakcji pomiędzy spożywaną żywnością i przyjmowanymi przez pacjenta lekami, tymczasem konsekwencje niekiedy są bardzo poważne. „Ma to ogromne znaczenie np. przy zażywaniu leków przeciwkrzepliwych (witamina E obniża lepkość krwi). U pacjentów z niewydolnością nerek normalna dieta uzupełniona preparatami wzmacniającymi może tak znacznie podnieść stężenie potasu, że chory nadaje się do dializowania. To, co jemy warunkuje nasze zdrowie, dlatego szkolenie lekarzy w zakresie właściwego przekazywania informacji jest konieczne” — przekonywał
dr Hamankiewicz.

Wszyscy zgromadzeni na debacie eksperci byli zgodni, że niezbędna jest edukacja na temat różnic pomiędzy lekami a suplementami diety. „Suplementacja to uzupełnianie niedoboru, ale stwierdzonego analitycznie, za pomocą badań. Powinno to być koordynowane przez lekarza, z doradczą rolą farmaceuty” — podkreślał Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Dr Anna Cieślik z Urzędu Rejestra-cji Leków przypomniała, że w 2008 r. urząd zainicjował kampanię społeczną „Lek bezpieczny”, mającą na celu uświadomienie społeczeństwu zasad bezpiecznego stosowania leków. Ze spotów telewizyjnych i dostępnych na stronie urzędu krótkich filmików można dowiedzieć się, co to jest lek i jakie informacje zawiera dołączona do niego ulotka. Na stronie urzędu udostępniono także dla lekarzy wykaz wszystkich leków zarejestrowanych w Polsce oraz charakterystyki produktów. „Lekarz ma więc skąd czerpać wiedzę, co jest lekiem, a co nim nie jest” — dodała dr Cieślik.

Biorąc pod uwagę rozwój medycyny, wiedza na temat suplementów diety powinna być nieustająco pogłębiana. Tę potrzebę potwierdza metaanaliza, jaka ukazała się w 2011 r. w „New England Journal of Medicine”, podsumowująca dotychczasowe badania dotyczące witamin antyoksydacyjnych. „Po kilkunastu latach boomu na ich stosowanie wykazano, że nadużywanie witamin jest szkodliwe. Naturalne źródła witamin są po prostu nie do podrobienia. Cudów nie ma. Te badania pokazały, że regularne nadużywanie witamin redukuje naszą własną barierę odpornościową w sposób zwiększający ryzyko zachorowania na różne choroby, a także ryzyko śmierci z różnych innych przyczyn aż o 16 proc.” — mówiła prof. Kozłowska- -Wojciechowska.

Nie można zapominać o interakcjach

Pacjent często wychodzi z gabinetu lekarskiego nie tylko z receptą, ale też z listą produktów uzupełniających. I następnie zażywa te preparaty łącznie z lekami stosowanymi w terapii przewlekłej. „Reklama telewizyjna jest jednak tak przekonująca, iż trudno wytłumaczyć pacjentowi, że o ile leki wydłużają życie i podnoszą jego komfort, to suplementy mogą w tym przeszkadzać” — uważa dr Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Niedocenianym wciąż problemem są interakcje lekowe, także te wywołane spożywaniem suplementów. Dlatego tak ważne jest, aby lekarz miał pewność, że zastosowanie tych preparatów faktycznie wspomoże terapię. W USA co roku z powodu interakcji lekowych odnotowywanych jest ok. 40 tys. zgonów. „Na szczęście pojawiają się już zalecenia, np. Amerykańskiego Towarzystwa Anestezjologicznego, ale także polskich towarzystw, by pacjenci przygotowywani do konkretnych zabiegów nie przyjmowali wskazanych suplementów diety” — zauważył
dr Hamankiewicz. Na razie jednak na polskiej liście suplementów zakazanych przed zabiegami znajduje się 7 pozycji, podczas gdy w USA — kilkadziesiąt. Podobnie jest w przypadku zgłoszeń niepożądanych działań leków i suplementów — w zeszłym roku było ich w Polsce 119. „To znaczy, że żyjemy w kraju szczęśliwości: mamy te same leki co świat, te same suplementy i u nas wszyscy żyją fantastycznie, a tam umierają” — ironizowała prof. Kozłowska-
-Wojciechowska.

„Eldorado prawne” ułatwia rejestrację

Sporo kontrowersji wywołała także kwestia wprowadzania i kontrolowania nowych preparatów. „Nieszczęściem jest, że te preparaty nazwane są suplementami diety. One nie powinny być traktowane jak żywność, bo są w nich zawarte konkretne związki chemiczne i ich zażywanie powoduje określone interakcje” — uważa Marek Jędrzejczak.

Za dopuszczenie suplementów do obrotu odpowiada Główny Inspektor Sanitarny, a nie farmaceutyczny jak w przypadku leków, a jedyne wymagania, jakie przy tej procedurze należy spełnić, to przedstawienie projektu opakowania. Produkt weryfikowany jest pod względem zgodności z prawem żywnościowym i prawem farmaceutycznym, ale de facto sprawdzane jest, czy etykieta nie wprowadza w błąd, tzn. czy nie przypisuje suplementowi właściwości leczniczych. Na tym etapie nie dowiemy się jednak nic na temat farmakokinetyki, farmakodynamiki, bioprzyswajalności, drogach wydalania tego produktu. „Definicja suplementów diety nie powstała z naszego prawa żywnościowego, lecz jest to definicja wspólnotowa, która obowiązuje nas od 2002 roku na mocy dyrektywy Parlamentu Europejskiego” — tłumaczyła Monika Zagrajek, dyrektor Departamentu Żywności Prozdrowotnej GIS.

„To, co GIS dostaje jako zgłoszenie suplementu zawarte jest na jednej kartce, bo obejmuje tylko jego skład, a tymczasem dokumentacja jakościowa jest o wiele bardziej obszerna” — wyjaśniła Anna Cieślik z URL.

„Administracyjna procedura dopuszczania suplementów jest faktycznie krótka, ale proszę pamiętać, że suplement posiada dokumentację, która jest kontrolowana przez inspektora powiatowego, a produkcja przez inspektora wojewódzkiego. System ten jest dobrze zaplanowany” — przekonywała Ewa Jankowska z PASMI.
„Uważam, że w Polsce jest eldorado prawne i zbyt duża łatwość wprowadzania produktu na rynek. Śmiem twierdzić, że przy takiej ilości preparatów nie jest możliwa skuteczna weryfikacja” — ripostował prezes Kucharewicz. W trakcje debaty podkreślano, że istotnym problemem jest fakt, iż wiele suplementów poddawanych badaniom jakościowym i ilościowym nie trzyma norm wskazanych przez producenta.

Współodpowiedzialność za pacjenta

Wszyscy uczestnicy debaty byli natomiast zgodni co do tego, że konieczna jest współpraca lekarzy i farmaceutów w edukowaniu społeczeństwa. „Kiedy w 2004 r. otworzył się rynek suplementów, prawo żywieniowe dostosowało się do wymogów, wprowadziło zasadę funkcjonowania tego rynku. Natomiast w pozostałych obszarach, takich jak edukacja, wciąż mamy ogromne zaległości” — podkreślała Ewa Jankowska.

Wiele szkód wyrządzają zalewające nas reklamy. „Ich wydźwięk jest taki, że Kowalski jest przekonany, iż bez suplementów nie dożyje następnego dnia” — oburzała się prof. Kozłowska-Wojciechowska.

„Mamy mnóstwo bulwersujących reklam, jak choćby tłumaczenie palaczom, żeby zażywali lek, jeśli mają długo trwający kaszel, podczas gdy wszyscy wiemy, że taki kaszel może być oznaką choroby nowotworowej. Emitując reklamy, powinniśmy edukować społeczeństwo, a tego w Polsce brakuje” — poparł panią profesor przedstawiciel aptekarzy Marek Jędrzejczak.

Prezes Hamankiewicz zwrócił także uwagę, że w edukacji pacjenta dużą rolę, oprócz lekarza, ma do odegrania farmaceuta. „Jednym z procesów doprowadzania człowieka do zdrowia jest porada farmaceutyczna. Ale to środowisko musi wyjść do pacjenta, bo dzisiaj bardzo często pacjent nie spotyka farmaceuty, lecz technika” — zauważył prezes NRL.

Wsparciem zarówno dla lekarzy, jak i dla aptekarzy mogłyby być nowoczesne systemy informatyczne. Jednym z nich jest pilotażowy projekt, wzorowany na angielskiej opiece farmaceutycznej, realizowany w aptece WUM, gdzie farmaceuci korzystając ze specjalnego systemu mogą weryfikować składniki wybranego produktu i od razu mają uwidocznione interakcje. „Gdyby dołączyć do tego składniki występujące w żywności, farmaceuta mógłby od razu zareagować i dodatkowo edukować pacjenta. Teraz tego brakuje” — mówiła Ewa Jankowska.
Uczestniczący w spotkaniu dyskutanci zgodnie przyznali, że aby mówić o suplementach i zarządzać tym rynkiem, konieczna jest współpraca lekarzy, farmaceutów i urzędników. „Musimy zewrzeć szeregi i wzorem krajów zachodnich tworzyć teamy, w których farmaceuci razem z lekarzem i dietetykiem współdziałają i współodpowiadają za zdrowie drugiego człowieka. Jeśli nie połączymy sił, nic nie zrobimy. Tylko razem możemy stanowić siłę” — podsumowała prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska.

Spoktanie prowadził redaktor Krzysztof Michalski, Program I Polskiego Radia

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.