Stres i przemęczenie w pracy lekarza

dr n. biol. Bartosz Kiersztyn
opublikowano: 26-04-2006, 00:00

Z lek. Błażejem Kozłowskim z Oddziału Kardiologii i Chorób Naczyń Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego rozmawia Bartosz Kiersztyn.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Czy pracownicy służby zdrowia zwracają uwagę na zagrożenia w miejscu pracy? Czy jest jakiś system informacji o tym, w jaki sposób się zabezpieczać, chronić?
- System informacji dotyczący zagrożeń jest raczej słaby. Nie miałem specjalnego przeszkolenia, np. dotyczącego pracy przy promieniowaniu jonizującym. A przecież jeśli się pracuje przy stole rentgenowskim w czasie wykonywania koronarografii, to dla wielkości pochłanianej dawki promieniowania ma znaczenie, jak się ustawi stół, wzmacniacz czy osłony.
Oczywiście są dostępne ołowiane fartuchy, ochraniacze na tarczycę, ale np. okularów chroniących oczy nikt nie zapewnia, a raczej powinny być, bo są dowody, że promieniowanie jonizujące powoduje zaćmę. Okulary mają ci lekarze, którzy własnym staraniem je sobie "zorganizują".

A czy prowadzony jest monitoring dawek promieniowania, jakie przyjmują pracownicy?
- Tak, jednak nie mam dokładnej wiedzy dotyczącej dawek promieniowania, jakie ja sam przyjmuję. Słyszałem, że bywają lekarze, którzy dużo pracują i nie używają dozymetrów, które mogłyby wykazać przekroczenie dopuszczalnej dawki. Brakuje chyba należytej świadomości tego problemu. Na przykład personel pomocniczy nie zawsze zakłada fartuchy ochronne w sytuacji, kiedy podczas badania trzeba podać leki, tłumacząc to "odpornością" na promieniowanie. Lekarze pracujący przy promieniowaniu jonizującym, np. radiolodzy, mają z założenia skrócony czas pracy do 5 godzin, ale np. my, kardiolodzy, którzy wykonujemy badania hemodynamiczne, formalnie jesteśmy zatrudnieni w oddziale kardiologii i w związku z tym nie ma mowy o skróconym czasie pracy. A to, że się akurat naświetlamy... Cóż, praca w oddziale kardiologii nie jest obowiązkowa.

Większym zagrożeniem są chyba jednak drobnoustroje chorobotwórcze.
- Myślę, że tak. Chyba najczęściej zdarzają się zakażenia żółtaczką wszczepienną. Słyszałem o lekarzu, który zmarł po zakłuciu się igłą użytą u pacjenta z infekcją uogólnioną. Dość częste są przypadkowe zakłucia personelu w czasie zabiegów operacyjnych. Niczym niezwykłym jest też widok pielęgniarki pobierającej krew bez rękawiczek.
Wiadomo, że każdy lekarz jest, przynajmniej teoretycznie, zaszczepiony na żółtaczkę typu B, ale na C nie ma szczepionki i tak naprawdę ona jest rzadko wykrywana, bo nie ma dobrego skryningu, nie ma rutynowego oznaczania przeciwciał na zakażenie wirusem żółtaczki. To się robi wtedy, kiedy coś na to wskazuje, czyli występują objawy żółtaczki, niewydolność wątroby.
Testy na żółtaczkę i gruźlicę są obowiązkowe w momencie zatrudnienia. Później wykonałem te testy na własną rękę, lekarz zakładowy nie zaproponował mi takiego badania.

Czy lekarze stosują jakieś środki ochrony dróg oddechowych, oczu, np. okulary, gdy możliwy jest kontakt krwi pacjenta ze spojówką oka?
- Gogle w szpitalach widuje się sporadycznie. Często nie używają ich przecież nawet dentyści, którzy przy borowaniu są narażeni na kontakt twarzy z krwią, bakteriami, wirusami z jamy ustnej.

A są maski wyposażone w filtr HEPA?
- Nie słyszałem o takich. Stosowane są maski chirurgiczne, a nie maski ochronne, nie widziałem żadnej innej.

Czy zdarza się, że lekarz bada kilku pacjentów bez umycia rąk?
- Jest taka "zdrowa" zasada, żeby po każdym pacjencie umyć ręce, ale często nawet nie ma takich możliwości, bo np. na sali nie ma kranu, a nawet jak już jest, to nie ma środków dezynfekujących. Trzeba by wychodzić za każdym razem do łazienki. Jednocześnie należałoby jak najlepiej chronić pacjentów, np. z niewydolnością serca przed zakażeniami szpitalnymi, np. zapaleniem płuc.

Chronić powinni się też sami lekarze.
- Lekarze raczej rzadko chorują. Podstawowym problemem jest stres. To jest obciążenie, którego szkodliwego wpływu nie da się łatwo zmierzyć. Jednak nie obserwuję żadnych działań, które zwiększałyby komfort pracy. U nas w oddziale nawet nie ma gdzie usiąść. Cechą dobrego lekarza ma być odporność na stres. Na studiach jest bardzo mało zajęć z psychologii, podczas których powinien być poruszany temat stresu w pracy, bo to jest przecież nasz chleb powszedni.
Innym problemem jest powszechne przemęczenie. Jest wielu lekarzy, szczególnie młodych, którzy dyżurują ponad 8 dób w miesiącu, niekoniecznie w tym samym zakładzie pracy. Niejednokrotnie lekarze wykonują trudne zabiegi następnego dnia po dyżurze. Podstawowym przywilejem lekarza powinno być to, że po dyżurze przynajmniej nie powinien wykonywać trudnych zabiegów na żywym pacjencie. Niestety, w Polsce praca lekarza jest zbyt tania, aby ktoś się przejmował komfortem jego pracy.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: dr n. biol. Bartosz Kiersztyn

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.