Spotami i ulotkami w korupcję
Idąc tokiem myślenia Benedykta Chmielowskiego, twórcy pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej, stan uzależnienia służby zdrowia od nieformalnych płatności, uiszczanych w różny sposób i przez różnych interesantów, najtrafniej opisać można jednym zdaniem: korupcja, jaka jest, każdy widzi. Właśnie rozpoczyna się kolejna akcja wspierająca walkę z tym zjawiskiem: resort spraw wewnętrznych przygotował kampanię informacyjną "Nie odkładaj kuracji. Leczmy się uczciwie".
Puls Medycyny postanowił - tak jak wielu przed nami - znaleźć odpowiedź na zasadnicze pytanie: czy korupcję w zawodzie lekarza można wykorzenić? O dziwo, odpowiedź jest zdecydowana i jednoznaczna - można. Niestety, argumenty nie do końca przekonują.
Po pierwsze, większe pieniądze
Naganne formy zarobkowania przejdą do historii, gdy lekarze zaczną godziwie zarabiać - to główny argument środowiska medycznego. Tak uważa między innymi Paweł Jezierski, wiceprezes zarządu fundacji "Nie biorę, chcę normalnie zarabiać". Bezpośrednią przyczyną powstania tego ruchu była zasłyszana przez naszego rozmówcę dyskusja dwóch młodych lekarek, które wymieniały się uwagami na temat najtańszego lumpeksu z ubraniami dla dzieci. W opinii Pawła Jezierskiego, gdy młodzi lekarze zaczną dobrze zarabiać, zjawisko korupcji w zawodzie przestanie epatować przynajmniej swą skalą. Cynicy zajmujący pozycję advocatus diaboli przypominają jednak, że młodzi lekarze nie biorą, bo takich okazji w związku z małym dorobkiem zawodowym mają znacznie mniej niż ich starsi koledzy, są zatem niejako z przymusu, a nie z wyboru najzdrowszą tkanką środowiska.
Na zbyt małe uposażenia jako przyczynę występujących zjawisk korupcyjnych wskazuje także Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, który uważa, że to politycy są współodpowiedzialni za zaistniałą sytuację. "Niedofinansowanie ochrony zdrowia odbija się na prawach pacjenta, ale także dotyka bezpośrednio lekarzy, których zarobki, szczególnie w stosunku do wykształcenia i ponoszonej odpowiedzialności, są deprawujące" - mówi szef NRL.
Przeciwko korupcji zdecydowanie wypowiada się prof. Tomasz Pasierski, kardiolog w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym, który wierzy w reguły rynkowe i jako przykład podaje wolne od korupcji prywatne lecznice. "Tam, gdzie się godnie zarabia, nie powinno być miejsca na dorabianie na boku" - twierdzi profesor. Ale advocatus diaboli wtrąca, że równie upośledzona pod względem zarobków jest grupa nauczycieli. W tym środowisku przypadki korupcji są incydentalne, chociaż walka o miejsca w renomowanych placówkach szkolnych oraz o niezasłużone promocje mogłaby przybrać powszechny, korupcyjny wymiar - decydującym jest coraz sprawniejszy, odporny na nieformalne modyfikacje, system selekcji i doboru uczniów.
Po drugie, coś więcej niż pieniądze
Wywołani do tablicy politycy również uważają, że problem korupcji w zawodzie uda się rozwiązać, gdy lekarze będą więcej zarabiać. "Jednym ze źródeł korupcji, na styku lekarz - pacjent jest niekorzystna relacja zarobków w służbie zdrowia w porównaniu z innymi zawodami, tak wynika np. z analiz Banku Światowego" - wyjaśnia Pulsowi Medycyny Marek Balicki, były minister zdrowia, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia. Przypomina jednocześnie, że w 2004 r. wprowadzono do kodeksu karnego na tyle spójne i szczelne przepisy antykorupcyjne, że teraz wiele patologicznych przypadków może być wykrytych i procedowanych.
Na pytanie Pulsu Medycyny o wzmocnienie strony represyjnej zmianami systemowymi, w tym prywatyzacją branży, Marek Balicki wyjaśnia, że lekarze powinni wykonywać swój zawód na zasadzie samozatrudnienia, mieć płacone za każdego pacjenta. Prywatne powinno być lecznictwo ambulatoryjne. Natomiast sprawa jest bardziej skomplikowana w przypadku szpitali, które nie mogą w stu procentach działać jako przedsiębiorstwa komercyjne. Gdyby tak było, to do mniej licznych placówek publicznych trafialiby nie tylko najbiedniejsi, ale także tak zwane skomplikowane przypadki, których leczenia nie chciałyby podjąć placówki dbające w pierwszym rzędzie o rachunek ekonomiczny. Pole do korupcji jeszcze by wzrosło. Ale tu także advocatus diaboli zwraca uwagę, iż metoda kija i marchewki nie zda egzaminu, gdy o wciąż limitowane dobra będą zabiegać ludzie walczący o zdrowie, a nierzadko o życie swoje i swoich najbliższych - w takich przypadkach sięga się po wszystkie środki, bez etycznych rozterek.
O skali korupcji nie chce dyskutować Tomasz Frątczak z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. "O tym, że problem istnieje, świadczą wyniki naszej pracy" - mówi. Faktycznie, z dossier CBA stworzyć można obszerny pitawal. Ale trzeba też pamiętać, że ten sposób walki z korupcją jest niezwykle kosztowny i czasochłonny. Pracownicy CBA zapraszają na przesłuchania setki pacjentów leczących się w placówkach, na które padło odium korupcji.
Po trzecie, czy problem jest ważny?
Ministerstwo Zdrowia uznaje, że najistotniejszą obecnie kwestią jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak skutecznie zwalczać korupcję. Przy czym minister Ewa Kopacz przyznaje, że "doświadczenia innych krajów pokazują, iż ani represyjna działalność organów ścigania, ani zaostrzanie kar za przestępstwo łapownictwa, zarówno czynne, jak i bierne, nie jest najbardziej skutecznym rozwiązaniem w zwalczaniu patologicznych zjawisk". Czy dobrym rozwiązaniem jest zatem powołanie resortowego Zespołu ds. przeciwdziałania oszustwom i korupcji w ochronie zdrowia, funkcjonującego pod kierownictwem wiceminister Marioli Dwornikowskiej? Na szczęście o wadze problemu świadczy nie tylko fakt, że na temat prac kilkunastoosobowego zespołu z dziennikarzami rozmawiać może wyłącznie pani wiceminister. Ostatecznie bowiem rząd odważył się nagłośnić wstydliwy temat. Resort spraw wewnętrznych zapoczątkował kampanię informacyjno-edukacyjną pod hasłami: "Nie odkładaj kuracji. Leczmy się uczciwie". Przemawia motyw dłoni, przypominający stylistykę bliską fundacji "Nie biorę, chcę normalnie zarabiać".
Promocja zachowań antykorupcyjnych, adresowana do pracowników służby zdrowia oraz pacjentów, będzie tak prowadzona, aby nie wzbudzać pejoratywnych skojarzeń - poinformowano Puls Medycyny w MSWiA. Ogólnopolski charakter działań zapewnić mają: prasa, Internet, radio oraz ulotki reklamowe. Pieniądze są unijne, wydzielone w ramach projektu Transition Facility 2005.
Nie wszyscy jednak wyczuwają powagę zagadnienia. Misyjna publiczna telewizja nie była zainteresowana uczestnictwem w społecznej kampanii przeciwko korupcji w ochronie zdrowia zainicjowanej przez fundację "Nie biorę, chcę normalnie zarabiać", próbę taką podjęła za to, nastawiona na zysk, komercyjna TVN.
Sejmowa Komisja Zdrowia, po długich słownych utarczkach, wręcz połajankach, zrezygnowała w czerwcu br. z debaty o korupcji w służbie zdrowia, bo opozycja ponoć chciała ugrać tzw. sprawę Grzegorka, tymczasem posłowie PO i PSL nie mieli zamiaru do tego dopuścić.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Mirosław Stańczyk