Sposób na ograniczenie użycia antybiotyków
Przepisywanie antybiotyków w większości zakażeń układu oddechowego jest zupełnie niepotrzebne, gdyż wywoływane są one zazwyczaj przez niewrażliwe na antybiotyki wirusy.
Przypadkowa mutacja
Oporność na antybiotyk powstaje poprzez przypadkową mutację. Gdy taka korzystna dla mikroorganizmów zmiana w kodzie genetycznym zajdzie chociażby tylko w jednej z komórek patogenów, drogą selekcji zostaje utrwalona w następnych pokoleniach. Zastosowany antybiotyk hamuje bowiem wzrost bakterii wrażliwych, a tym samym powoduje zmniejszenie konkurencji między mikroorganizmami i stwarza dogodniejsze warunki do wzrostu bakterii opornych. Dodatkowo przekazywaniu oporności sprzyja fakt, iż geny odpowiedzialne za tę cechę często znajdują się na plazmidach, czyli fragmentach materiału genetycznego, mogących przenosić się nie tylko na komórki potomne, ale także na komórki współbytujące, niekoniecznie nawet tego samego gatunku.
Mechanizmy oporności są bardzo różne, a najprostszym z nich jest wytwarzanie przez bakterie enzymu degradującego dany antybiotyk. Innymi poznanymi mechanizmami są np. zmiany w zewnętrznej błonie komórkowej, uniemożliwiające penetrację antybiotyku do jego celu fizjologicznego, oraz obejście szlaku metabolicznego zablokowanego przez antybiotyk.
Nieustający wyścig
W związku z narastającą lekoopornością bakterii, konieczne staje się opracowywanie coraz to nowych antybiotyków. ?Ten wyścig zbrojeń pomiędzy nami a mikroorganizmami niestety może zakończyć się naszą przegraną i nastaniem ery postantybiotykowej, kiedy to gwałtownie wzrośnie śmiertelność z powodu chorób zakaźnych" - ostrzega wiatowa Organizacja Zdrowia (WHO).
Już teraz ogromny problem stanowi chociażby rosnąca oporność prątków gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis) oraz bakterii wywołujących tzw. zakażenie szpitalne: gronkowca złocistego (Staphylococcus aureus) i pałeczki ropy błekitnej (Pseudomonas aeruginosa) na stosowane dotychczas antybiotyki, także na wankomycynę, traktowaną do niedawna jako ostatnia deska ratunku w walce z patogenami.
Wszyscy są zgodni, że konieczne jest ograniczenie stosowania antybiotyków, m.in. przez niepodawanie ich w przypadkach zakażeń wirusowych. I dlatego niezbędne staje się opracowanie szybkich metod diagnostycznych wykazujących bakteryjne bądź wirusowe pochodzenie infekcji. Według naukowców z University Hospital w Bazylei (Szwajcaria), testem takim może być oznaczanie stężenia prokalcytoniny we krwi pacjenta (Lancet 2004, 363: 600-607).
Prokalcytonina jest białkiem syntetyzowanym przez makrofagi i leukocyty, a jej poziom, stanowiący odzwierciedlenie stopnia aktywacji układu odpornościowego, znacząco wzrasta podczas infekcji bakteryjnych. Pomiar zawartości prokalcytoniny we krwi pacjenta trwa zaledwie godzinę.
W badaniach szwajcarskich autorów wzięły udział 243 osoby cierpiące na zapalenia oskrzeli i płuc. Badanych podzielono na dwie grupy. Pierwsza z nich poddana została tradycyjnej diagnostyce i aż 83 proc. chorych przepisano antybiotyk. U pacjentów z drugiej grupy oznaczono poziom prokalcytoniny we krwi i na podstawie wyników testu podano antybiotyk 43 proc. chorych. Osoby z obu grup zdrowiały w tym samym tempie, co oznacza, że obniżenie o połowę zastosowania antybiotyków było jak najbardziej zasadne. Przeprowadzone później kilkudniowe hodowle laboratoryjne z próbek plwociny wykazały, że tylko 20 proc. pacjentów z obu grup przechodziło infekcje bakteryjne.
Test na zawartość prokalcytoniny nie wyeliminował całkowicie nadmiernego użycia antybiotyków, ale nawet jego 50-proc. redukcja jest dużym sukcesem. Dlatego też podobnymi badaniami planuje się objąć większą grupę pacjentów cierpiących na bardziej zróżnicowane infekcje.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marta Koton-Czarnecka