Skąd się wzięli "aferzyści" w Centrum Onkologii?

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 11-03-2009, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W nawiązaniu do zaproszenia doktora Sławomira Badurka do zabrania głosu przez "aferzystów" z Centrum Onkologii (Puls Medycyny nr 4/2009), przedstawiam pokrótce genezę problemu.

Polscy onkolodzy od lat mają świadomość przyczyn złych wyników leczenia nowotworów w Polsce. Statystyki dowodzą, że polscy pacjenci zgłaszają się z nowotworami w stadiach zaawansowania ograniczających szanse na wyleczenie. Od lat mamy świadomość niedoinwestowania tego działu medycyny. W roku 2000 z inicjatywy grupy onkologów (Szczylik, Nowacki, Meder) powołano stowarzyszenie pod nazwą Polska Unia Onkologii. Stowarzyszenie to za pierwszy statutowy cel postawiło sobie dążenie do utworzenia Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych w Polsce. Lobbystyczne starania tego stowarzyszenia prowadzone wśród polityków wszystkich opcji zaowocowały ustawą sejmową uchwaloną w lipcu 2005 r.

Polska Unia Onkologii od chwili powstania, realizując kolejne założenia statutu, kładła duży nacisk na szkolenie lekarzy rodzinnych. Pozyskując środki ze składek członkowskich i darowizn firm farmaceutycznych, rozpoczęliśmy szkolenia wyjazdowe dla tej grupy lekarzy. W latach 2003-2006 grupa lekarzy z Warszawy wyjeżdżała do miast wojewódzkich, gdzie organizowano sesje wykładów dla grup 200-300-osobowych. W tym okresie przeszkoliliśmy 4000 lekarzy. Była to również okazja do testowania wykładowców. Po każdym szkoleniu lekarze wypełniali ankiety (anonimowo), w których oceniali nie tylko przydatność wykładów, ale również każdego z wykładowców pod kątem przydatności poruszanego problemu, a także przejrzystości i jasności prezentowanego materiału. Ten system ocen pozwolił wybrać grupę lekarzy, których sposób prezentacji zyskał najwyższe noty wśród szkolonych. Prawdą jest, że ocena szkolonych nie zawsze pokrywała się z kwalifikacjami formalnymi (tytułami i stopniami naukowymi) wykładowców.

Poza ocenami szkolonych, grupa wykładowców kilkakrotnie spotykała się w swoim gronie, gdzie prezentowane były wykłady i następowała dyskusja wśród wykładowców dotycząca skomponowania całego szkolenia w jedną całość. Kolejnym elementem doboru wykładowców była ich dyspozycyjność, czyli chęć i możliwość przeznaczenia kilkudziesięciu wolnych sobót na wyjazdy szkoleniowe. W końcu ukształtował się zespół, w skład którego weszło dziewięciu lekarzy - jeden kierownik kliniki, sześciu kierowników oddziałów, dwoje kierowników zakładów z Centrum Onkologii w Warszawie. Ponieważ w skład zespołu wchodzą też kobiety, ogólnie jedynie stwierdzę, że średni staż pracy każdego z wykładowców w onkologii jest bliski ćwierćwiecza.

Założenia Narodowego Programu pozwoliły na uwzględnienie w nim modułu szkolenia lekarzy rodzinnych. Z kwoty przeznaczonej na realizację trzyletniego programu walki z rakiem, która sięgała 750 milionów złotych, na szkolenie lekarzy przeznaczono 9,345 mln zł. Zaproponowany przez Centrum Onkologii program obejmował nie tylko szkolenia wyjazdowe bliżej szkolonych, lecz również szkolenia warsztatowe prowadzone w Warszawie dla zapraszanych dwudziestoosobowych grup lekarzy.

Szkolenia prowadzone w ramach Narodowego Programu pozwoliły zrezygnować ze sponsoringu firm farmaceutycznych, który wiązałby się wprawdzie z obniżeniem stawek wykładowców, ale nie pozwalałby na przeznaczenie całego dnia szkolenia na kwestie merytoryczne, bo odbywałyby się wykłady prowadzone przez wskazane przez sponsorów osoby, spoza środowiska onkologów.

Dodatkowo kwoty przeznaczone na realizację programu pozwoliły na doręczanie każdemu ze szkolonych aktualnych podręczników z onkologii, a lekarze szkoleni w ramach warsztatów otrzymywali wyżywienie, nocleg i zwrot kosztów dojazdu i utraconych zarobków.
W pierwszym roku w ramach szkoleń prowadzono również warsztaty dla lekarzy z ośrodków onkologicznych na terenie Polski, z intencją ujednolicenia tego szkolenia na terenie całego kraju. Niestety, chęci udziału w szkoleniach nie zadeklarowały wszystkie ośrodki akademickie i onkologiczne, w związku z powyższym w następnych latach poza Warszawą szkolenia takie prowadzone były tylko we Wrocławiu, Szczecinie i Łodzi, siłami "własnymi" tych ośrodków. W ciągu trzyletniego szkolenia przeszkolono w tych miastach 1000 lekarzy.

Mimo zwartej grupy szkolących, wielokrotnie zdarzało się, że koledzy nie mogli prowadzić wykładów, w związku z tym byli zastępowani przez najbardziej dyspozycyjnych i gwarantujących jakość, którymi okazali się Janusz Meder i Grzegorz Luboiński. Skutkowało to oczywiście wyższymi kwotami zarobionymi przez tych wykładowców. Grupa z Centrum Onkologii przeszkoliła w ciągu trzech lat 5900 lekarzy, za kwotę honorariów 2 mln złotych. Jak już liczono w mediach, koszt wyszkolenia jednego lekarza sięgał 320 złotych.

Mówiąc o innych aspektach szkolenia, z ogromną satysfakcją rejestrowaliśmy coraz częściej pacjentów zgłaszających się do Centrum Onkologii z listami kierującymi od szkolonych przez nas lekarzy. Statystyki opracowywane przez Rejestr Nowotworów pozwoliły zaobserwować korzystny trend: wcześniejsze zgłaszanie się pacjentów, a w ostatnich latach poprawę wyników leczenia. Demagodzy, którzy twierdzą, że Narodowy Program istnieje już trzy lata i chorzy nadal umierają na nowotwory, nie proponują projektów oferujących społeczeństwu nieśmiertelność, za to chętnie opiniują konieczność wprowadzania terapii o wątpliwej efektywności, za to niesłychanie drogich.

Odpierając zarzuty innej grupy demagogów, sugerujących, że "dorabianie" kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie jest nieetyczne, pragnę stwierdzić, że jeśli dorabiałem, to myjąc okna w czasie studiów (otrzymując więcej, niż zarabiałem później jako młody lekarz), a honoraria uzyskane za wykłady szkoleniowe są wynikiem uznania dla mojej i kolegów wiedzy, zdobytej w ciągu kilkudziesięciu lat pracy zawodowej i podczas szkoleń krajowych i zagranicznych, niejednokrotnie odbywanych na własny koszt. Traktujemy to - zarówno ja, jak i moi koledzy - jako wyraz właściwej oceny kwalifikacji, wiedzy i umiejętności jej przekazania.

Kończąc, nie sposób nie dostrzec zjawiska, na które zwrócił uwagę kolega lekarz (który niedawno był w Polsce, a od ok. 30 lat jest w USA), widząc w Faktach TVN moje nazwisko z kwotą zarobków. Stwierdził, że gdyby jego coś takiego spotkało w Stanach, jego adwokat zapewniłby mu życie na koszt tego kanału telewizji do końca życia. Nie dziwmy się więc, że Polska w raporcie

Departamentu Stanu postrzegana jest jako kraj, w którym prawo do prywatności nie jest przestrzegane w sposób wystarczający. Ale zjawisko bezinteresownej zawiści jest naszą, a nie amerykańską cechą narodową.

Mam nadzieję, że media, tak aktywne w śledzeniu "afery" w Centrum Onkologii, będą równie aktywne w ocenie zasad wyboru realizatorów dalszego cyklu szkoleń. Boję się, że jeżeli jedynym kryterium będzie taniość szkoleń, to miejsce Polski w wynikach leczenia nowotworów jeszcze długo się nie poprawi.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Grzegorz Luboiński,; chirurg onkolog, sekretarz Polskiej Unii Onkologii

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.