Sepsa w jednostce wojskowej
"Łączenie przypadków sepsy u nowo wcielonych do wojska żołnierzy z "falą" jest absurdem" - uważa płk Mieczysław Grecki, komendant Wojskowego Ośrodka Medycyny Prewencyjnej we Wrocławiu. Jako przyczynę zachorowań poborowych z 61. Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej w Skwierzynie (Lubuskie) podaje osłabienie odporności wynikające ze stresu, dużego wysiłku fizycznego i warunków pogodowych.
Na leczenie do Warszawy
Do szpitala w Gorzowie oddelegowano jako konsultantów anestezjologa, hematologa i diagnostę laboratoryjnego z Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu oraz lekarza specjalistę w dziedzinie chirurgii oparzeniowo-plastycznej z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Ich zadaniem było określenie możliwości przeniesienia chorych do klinik wojskowych. W efekcie tych konsultacji jednego z żołnierzy 29 marca przetransportowano drogą lotniczą do stolicy w celu wykonania operacji plastycznej skóry.
"Martwica skóry u tego żołnierza jest wynikiem niewydolności krążenia - wyjaśnia kpt. Jacek Guz, oficer prasowy jednostki w Skwierzynie. - Ponieważ zmiany na skórze mogą być źródłem zakażenia wtórnego, zdecydowano, że konieczne jest wykonanie przeszczepów".
Możliwość wystąpienia wybroczyn skórnych w następstwie wstrząsu septycznego potwierdza prof. Ewa Mayzner-Zawadzka, kierownik Katedry Anestezjologii i Intensywnej Terapii AM w Warszawie, konsultant krajowy w tej dziedzinie. "Wybroczyny to częsty objaw sepsy meningokokowej. Są one efektem zaburzeń przepływu oraz nagromadzenia patogenów w naczyniach obwodowych. Operacja usunięcia miejsc niedokrwionych wykonywana jest jednak bardzo rzadko. Zazwyczaj wystarczające jest leczenie farmakologiczne, zwłaszcza u osób młodych, u których regeneracja tkanek następuje szybko. Jeżeli u pacjenta konieczne jest leczenie operacyjne, świadczy to o wyjątkowo intensywnym procesie chorobowym" - stwierdza prof. E. Mayzner-Zawadzka.
MON wyklucza "falę"
Czynnikiem etiologicznym sepsy i zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych u żołnierzy była Neisseria meningitidis (dwoinka zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych), która może przenosić się drogą kropelkową. "Bakteria ta gromadzi się w drogach oddechowych, nie zawsze dając objawy chorobowe. Typowe dla niej jest to, że daje nagłe, endemiczne wybuchy choroby. Warunki wspólnego życia, ciasne pomieszczenia sprzyjają rozprzestrzenianiu się bakterii" - wyjaśnia prof. Andrzej Kübler, kierownik Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii AM we Wrocławiu, przewodniczący Polskiej Grupy Roboczej ds. Sepsy.
"W marcu do jednostki trafiło 400 nowych żołnierzy. Wszyscy są nosicielami różnych bakterii. W momencie skoszarowania rozpoczęła się wymiana bakterii pomiędzy nimi. Ci trzej byli najwyraźniej słabsi fizycznie, bardziej wrażliwi, do tego doszły takie czynniki, jak stres, warunki pogodowe i wysiłek fizyczny, do jakiego nie byli przyzwyczajeni i wszystko to spowodowało zachorowania. Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa trzy zachorowania w jednej jednostce są mało prawdopodobne, ale jednak prawdopodobne. To miało prawo się zdarzyć" - uważa płk M. Grecki.
W odpowiedzi na pytania Pulsu Medycyny o to, w jaki sposób doszło do zachorowań u żołnierzy ze Skwierzyny, resort obrony narodowej poinformował nas za pośrednictwem strony internetowej, że "w toku postępowania prowadzonego przez Żandarmerię Wojskową wykluczono jako przyczyny, które mogłyby spowodować spadek odporności - falę, nieregulaminowe metody wychowawcze i niedożywienie".
To sprawa wojska
W jednostce w Skwierzynie rozpoczęto dochodzenie epidemiologiczne oraz działania prewencyjne. Żołnierze z pododdziału, w którym stwierdzono przypadki sepsy, zostali odizolowani od pozostałych, ograniczono wstęp na teren jednostki oraz wyjazdy na urlopy i przepustki, wszystkim żołnierzom podano leki osłonowe, przeprowadzono dezynfekcję. Od 150 żołnierzy pobrano wymazy z nosa i gardła na badania w kierunku obecności N. meningitidis, a wykrytych nosicieli bakterii poddano terapii.
Jak podało Centrum Informacyjne MON, ze wstępnych ustaleń służb sanitarnych wynika, że N. meningitidis została przeniesiona do jednostki z zewnątrz przez któregoś z nowo wcielonych żołnierzy, który zainfekował innych żołnierzy z pododdziału.
Płk M. Grecki nie zaprzecza jednak, że także w kwietniu ub. r. w gorzowskim szpitalu leczony był żołnierz z 61. Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej w Skwierzynie z powodu zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. "Etiologia tamtego zachorowania nie została ustalona, dlatego nie widzę tutaj żadnego łańcucha epidemiologicznego".
Według komunikatu MON, wszystkie czynności prowadzone są przez Wojskowy Ośrodek Medycyny Prewencyjnej, pod nadzorem Naczelnego Lekarza WP płk. Piotra Ruseckiego i we współdziałaniu z Powiatową i Wojewódzką Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną. Jak ustalił Puls Medycyny, służby cywilne nie mają jednak prawa wstępu na teren jednostki. "Nasz udział jest niewielki. W akredytowanym laboratorium bakteriologicznym sanepidu wojewódzkiego przebadano na zlecenie wojska wymazy pobrane od żołnierzy, natomiast Stacja Powiatowa w Gorzowie Wlkp. odpowiada za reżim sanitarny w gorzowskim szpitalu" - mówi Jowita Żurawska, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gorzowie Wlkp.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marta Koton-Czarnecka; [email protected];