Cisza w sprawie pielęgniarek ze Śląska
Dwie pielęgniarki z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki, które we wrześniu ub. roku fotografowały się z wcześniakami wyjętymi z inkubatora, wciąż czekają na zakończenie śledztwa prokuratorskiego. "Ale to nie jest tylko problem tych dwóch kobiet. Opieka nad pacjentami jest źle rozwiązana w większości polskich szpitali. Jeśli pielęgniarki zachowują się w sposób niestaranny, lekkomyślny lub pogardliwy w stosunku do dorosłych pacjentów, to te osoby jakoś potrafią się bronić. Natomiast jeśli traktują w sposób zabawowy i bezmyślny noworodka wyciągniętego z inkubatora, to ich zachowanie jest zdecydowanie niebezpieczne i daje dobitny dowód przedmiotowego traktowania pacjentów" - uważa prof. Jacek Hołówka, etyk i filozof.
Termin ten potwierdza katowicka Prokuratura Rejonowa ródmieście-Zachód. "Wciąż czekamy na opinię zespołu biegłych dotyczącą bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia fotografowanych dzieci. Dalsze czynności będą uzależnione od treści opinii lekarzy. Na razie obie panie mają zakaz wykonywania swojego zawodu" - poinformował prokurator rejonowy Bogdan Łabuzek.
Przypomnijmy, że kiedy prasa ujawniła zdjęcia pielęgniarek z wyjętymi z inkubatora wcześniakami, obydwie zostały zwolnione dyscyplinarnie z pracy. Gdy jednak odwołały się od decyzji pracodawcy do sądu pracy, ostatecznie doszło do ugody. Dyrekcja szpitala zgodziła się na odejście obu kobiet za porozumieniem stron. Być może m.in. dlatego, że w wyniku kontroli w GCZDiM, zleconej w październiku ub.r. przez ówczesnego ministra zdrowia Marka Balickiego, resort zdrowia zalecił kierownictwu szpitala wprowadzenie całodobowego nadzoru nad pracą lekarzy i pielęgniarek, w tym zmianę systemu organizacji pracy, by możliwe były częstsze kontakty pielęgniarek oddziałowych z podległym im personelem po południu i w nocy.
Ważniejszą sprawą jest stosunek do pacjentów tysięcy innych pielęgniarek
Komentuje prof. Jacek Hołówka, etyk i filozof, UW:]
To dobrze, że sprawa nieodpowiedzialnego zachowania dwóch pielęgniarek została przedstawiona przez prasę. Ale to nie jest tylko problem tych dwóch kobiet. Opieka nad pacjentami jest źle rozwiązana w większości polskich szpitali. Tu zaszły szczególne okoliczności. Jeśli pielęgniarki zachowują się w sposób niestaranny, lekkomyślny lub pogardliwy w stosunku do dorosłych pacjentów, to te osoby jakoś potrafią się bronić. Natomiast jeśli traktują w sposób zabawowy i bezmyślny noworodka wyciągniętego z inkubatora, to ich zachowanie jest zdecydowanie niebezpieczne i daje dobitny dowód przedmiotowego traktowania pacjentów. Ten problem jest bardzo ważny i dobrze, że prasa zwróciła na to uwagę. Dobrze też, że w stosunku do takich osób podjęto czynności, które mogą skończyć się postępowaniem sądowym.
Dlaczego jednak ta sprawa tak bardzo zbulwersowała opinię publiczną? Jest to typowy mechanizm psychologicznej projekcji. Dorosłe osoby boją się trafić do szpitala czy domu opieki, bo są przekonane, że tam wpadną w ręce osób bezdusznych, lekceważących ich prawdziwe bóle, kłopoty związane z codzienną opieką i ich poczucie bezradności. W szpitalu boimy się bardziej pielęgniarki niż lekarza. Tego problemu tradycyjnymi metodami rozwiązać się nie da. Od kilkudziesięciu lat wydawane są jakieś zalecenia służbowe, które pozostają zupełnie nieskuteczne. Pielęgniarki marnie zarabiają i swoją krzywdę lubią sobie powetować na pacjentach. Ich postawa diametralnie się zmienia, gdy się im zaproponuje odpłatny dyżur. Wtedy potrafią być miłe, cierpliwe i troskliwe. Ta zmienna postawa jest nie tylko dowodem upadku etosu zawodowego, ale także ma charakter zachowania korupcyjnego. Trudno jednak z tym walczyć. Dysproporcja pomiędzy oficjalnymi zarobkami pielęgniarek a opłatami za dyżury prywatne jest olbrzymia. To wyraźnie sugeruje, że system jest dysfunkcjonalny i zmiany są konieczne.
I właśnie obawa, lęk przed samowolą pielęgniarek, powszechne poczucie zagrożenia związane z marną opieką zdrowotną spowodowało, że duża ilość agresji, niechęci i frustracji skupiała się na tych dwóch nieodpowiedzialnych kobietach. Osądzono je, zanim jeszcze ktokolwiek wyraźnie rozpoznał zakres ich winy. Od początku były podejrzewane albo o spowodowanie śmierci, albo o wywołanie poważnej utraty zdrowia u noworodków. Później pisano już tylko o spowodowaniu zagrożenia dla zdrowia. Jest jednak wielka różnica między stwierdzeniem, że te dwie kobiety były rozbawione i nieopodwiedzialne, a oskarżaniem je o działanie przestępcze. To zupełnie różne kategorie zachowania. Niepotrzebnie część prasy przedstawiała dwie pielęgniarki jako smoki lub demony, które znęcają się nad pacjentami. Zamiast mówić o braku należytego nadzoru i zawodowej dyscypliny, sugerowano zabójstwo i okrucieństwo. Teraz o całej sprawie przestało się mówić, i to dobrze.
W systemach prawnych, gdzie o winie decyduje ława przysięgłych, sąd musi odrzucić każdego ławnika, który przed zbadaniem sprawy przez sąd wyrobił sobie pogląd na temat winy oskarżonego. To dobra zasada. Chroni oskarżonych przed plotką, pomówieniami i społeczną histerią. Dobrze więc, że teraz zapanowała cisza wokół tej sprawy. Niech sąd spokojnie ustali winę oskarżonych, jeśli prokuratura w ogóle postanowi postawić obie pielęgniarki przed sądem. Ten konkretny przypadek będziemy mogli komentować, gdy już sąd wypowie swoje zdanie. Ale nawet wtedy ważniejsza będzie sprawa nie tych dwóch pielęgniarek, które dopuściły się jawnego i karalnego zaniedbania, ale postawa tysięcy ich koleżanek, które nie robią jawnych głupstw, ale po cichu i bez dziecinnego rozbawienia systematycznie lekceważą i zaniedbują swych podopiecznych.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska; [email protected]