Restrykcje z Warszawy
Narodowy Fundusz Zdrowia przestaje przyjmować sprawozdania świadczeniodawców zawierające informacje o nadwykonaniach kontraktów, a ponadlimitowych pacjentów każe zapisywać do kolejki.
Zgodnie z decyzją prezesa NFZ, wszystkich pacjentów zgłaszających się do placówek po przekroczeniu przez nie 1/12 kontraktu w danym miesiącu należy zapisywać do kolejki oczekujących. "Oczywiście zdarzają się różne wypadki i do szpitali trafiają także pacjenci wymagający świadczeń ratujących życie - przyznaje Małgorzata Koszur, rzecznik Zachodniopomorskiego OW NFZ. - Jednak zadaniem zarządzających placówką jest przewidywanie takich zdarzeń i takie dysponowanie kontraktem, by zmieściły się w nim także świadczenia wcześniej niezaplanowane".
Zdaniem przedstawicieli NFZ, egzekwowanie przepisów zobliguje świadczeniodawców do poważniejszego niż obecnie traktowania zapisów o tworzeniu kolejek pacjentów oczekujących na świadczenie. "Stosuje się do nich ledwie połowa świadczeniodawców, a i tak informacje są nieprawdziwe, bo oparte na nierzetelnych, zawierających nadwykonania sprawozdaniach" - uważa M. Koszur.
Zdaniem dyrektorów szpitali, wprowadzone zmiany utrudnią sprawne zarządzanie placówkami. "To sformalizowanie dotychczasowej sytuacji, bo NFZ przecież i tak nam nie płaci za nadwykonania - mówi Krzysztof Rymuza, dyrektor Szpitala Kolejowego w Pruszkowie. - W momencie, w którym przy ogólnym braku pieniędzy oczekiwaliśmy wyjścia z jakąś pozytywną ofertą, poprawiającą naszą współpracę z NFZ, mnoży się bariery. Można by przecież wprowadzić możliwość rozliczania się do wysokości kontraktu miesięcznego lub wprowadzić zaliczki. A teraz pieniądze za styczeń tego roku wypłacono nam po 25 lutego. Jak mamy w tej sytuacji utrzymać płynność finansową?". Jego zdaniem, wymóg rygorystycznego odsyłania pacjentów do kolejek pogorszy wizerunek NFZ w społeczeństwie. ?Do tej pory można było zrzucać winę na świadczeniodawcę, każąc przyjmować pacjentów i mamiąc obietnicą późniejszego rozliczenia. Teraz NFZ winę za wydłużenie kolejek musi przejąć na siebie" - twierdzi K. Rymuza.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Edyta Szewerniak-Milewska