NFZ i MZ na wojennej ścieżce
Fundusz odesłał otrzymane z resortu zdrowia dokumenty o objęciu refundacją leków stosowanych w chemioterapii oraz w czterech programach lekowych. To kolejny przejaw walki na linii NFZ — Ministerstwo Zdrowia.
Nie po raz pierwszy płatnik napomina resort zdrowia, dając do zrozumienia — w mniej lub bardziej zaowalowany sposób — że na ulicy Miodowej pracują osoby niekompetentne.
Tak było chociażby przy rozporządzeniu o receptach, które ukazało się na początku marca — natychmiast prezes Jacek Paszkiewicz ogłosił, iż wprowadza ono nowy wzór recept oraz nowe elementy do umowy, jaką NFZ zawiera z placówkami i lekarzami i w związku z tym nie ma mocy prawnej. Wiceminister Jakub Szulc równie szybko odparł, że jest to interpretacja na wyrost i wygląd recept się nie zmienia, a nad wzorem umów NFZ przecież właśnie pracuje m.in. wraz z samorządem lekarskim. Po dwóch tygodniach NFZ najwyraźniej „zmiękł” i nakazał zmianę umów z lekarzami „pod” ministerialne rozporządzenie. Wzory recept mają pozostać bez zmian.
Wymiana ognia, a właściwie pism i komunikatów, odbyła się także przy okazji interpretacji ministerialnego rozporządzenia ws. lecznictwa szpitalnego. Resort zdrowia uważa, iż szpital może wynajmować innym podmiotom salę operacyjną (tym samym czerpiąc z tego zysk), a NFZ twardo stoi na stanowisku, że „świadczeniodawca (...) jest zobowiązany zapewniać w miejscu udzielania świadczeń powiązany funkcjonalnie i organizacyjnie blok operacyjny przez 24 godziny na dobę”. Mówiąc wprost — mowy nie ma o wpuszczaniu na blok kogokolwiek z zewnątrz. Pod groźbą utraty kontraktu. A dyrektorzy szpitali nie wiedzą, do której interpretacji tego samego rozporządzenia się stosować. Tak samo jak lekarze, którzy nie wiedzą, czy po 1 lipca będą w stanie leczyć ciężko chorych onkologicznie. A wojna na górze trwa.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Agnieszka Katrynicz