Restrykcje dla podróżnych z Chin. Czy jest sens je wprowadzać?
W Chinach rośnie liczba zachorowań na COVID-19. Część państw wprowadza obostrzenia dla podróżnych, którzy wracają z Państwa Środka. Czy ma to szanse zahamować lub spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa?

- Niektóre kraje wprowadziły restrykcje wobec podróżnych powracających z Chin, gdzie ostatnio odnotowano znaczny wzrost zachorować na COVID-19. Z badań wynika jednak, że takie ograniczenia mogą co najwyżej nieco opóźnić przenoszenie się infekcji.
- Tymczasem coraz więcej krajów domaga się wykonania przez podróżnych przybywających z Chin testów na obecność wirusa SARS-CoV-2. Wymogi takie wprowadziły już Stany Zjednoczone, Japonia, Włochy, Malezja oraz Anglia.
- W bieżącej sytuacji wprowadzanie specjalnych rozwiązań nie wydaje się uzasadnione - powiedział w czwartek (5 stycznia) minister zdroia Adam Niedzielski, pytany o możliwe obostrzenia dla podróżujących z Chin. Resort zastanawia się natomiast nad wprowadzeniem obowiązkowych maseczek w samolotach.
Dyrektor Oksfordzkiej Grupy ds. Szczepień prof. Andrew Pollard twierdzi, że wszelkie ograniczenia w podróżach, jakie ostatnio próbuje się wprowadzić w związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19 w Chinach, na ogół się nie sprawdzają.
Ograniczenie migracji ludności nie zatrzymuje wirusa
– W czasie pandemii zaobserwowaliśmy, że ograniczenia w ruchu podróżnych nie zatrzymały ewentualnego rozprzestrzeniania się po świecie tej infekcji – stwierdził w wypowiedzi dla BBC News.
Specjalista zaznaczył, że użycie słowo „ewentualnie” jest ważne w tym znaczeniu, że jak wykazały badania ograniczenia w ruchu podróżnych mogą jedynie opóźnić rozprzestrzenianie się infekcji w danym kraju. Nie są jednak w stanie ich zatrzymać. Z obserwacji opublikowanych przez „British Medical Journal” wynika, że ograniczenia na granicach są w stanie opóźnić rozwój infekcji średnio o dwa miesiące.
Takie opóźnienie ma znaczenie, ale na początku wybuchu epidemii, gdy trzeba przygotować kraj do konfrontacji z nadciągającym zakażeniem. Tak było w przypadku wirusa SARS-CoV-2, gdy nie było żadnych szczepionek przeciwko temu patogenowi, a opiece medycznej groziło całkowite załamanie.
Nowy subwariant koronawirusa najpewniej już jest w Europie
Sens mogą mieć jedynie działania o szerszym zasięgu w skali światowej.
– Pandemia nas przekonała, że jedynie przedsięwzięcia uniwersalne zastosowane wobec wszystkich podróżujących, a nie tylko wobec tych z jednego kraju, tak jak w przypadku Chin, mogą być bardziej skuteczne – przekonuje jeden z autorów tych badań dr Karen Grepin z Hongkongu.
Specjalista zaznacza, że jedynie ograniczenia, które okazały się skuteczne w czasie pandemii, to te polegające na wprowadzeniu długotrwałej kwarantanny.
Z analiz WZB Berlin Social Science Center, którymi objęto ponad 180 krajów, wynika, że najlepsze efekty uzyskiwano w ograniczeniu podróży, gdy w danym państwie nie odnotowano więcej niż 10 zgonów z powodu infekcji. A najbardziej skuteczna była kwarantanna dla wszystkich osób przyjeżdżających do danego kraju.
Prof. Mark Woolhouse, doradca rządu brytyjskiego, uważa, że ograniczenia wprowadzone wobec osób przyjeżdżających z Chin do Wielkiej Brytanii nie będą miały większego znaczenia.
– Mamy obecnie zbyt wiele przypadków wewnątrz kraju, by takie przedsięwzięcie miały istotne znaczenie – podkreślił.
Jego zdaniem restrykcje wobec przybywających z Chin nie wpłyną też na zapobiegnięcie rozprzestrzeniania się nowego subwariantu wirusa SARS-CoV-2, jaki się pojawił w Chinach.
– Niemal pewne jest, że taki subwariant jest już u nas – przekonuje prof. Woolhouse.
Ograniczenia w podróżach mogą jedynie nieco opóźnić jego rozprzestrzeniania się. Decydujące znaczenie będzie miała odporność populacyjna, nabyta dzięki szczepieniom oraz przechorowaniu infekcji.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Jest rozporządzenie ws. testów combo w POZ. Kiedy będą dostępne?
Źródło: Puls Medycyny