Pytania o odpowiedzialność za decyzje o rejestracji nowych leków
FDA ma problem. Wszyscy mamy problem. Do 17 września amerykańska agencja powinna ostatecznie rozstrzygnąć, czy dla bewacyzumabu utrzymać wskazanie do leczenia chorych na zaawansowanego raka piersi.
Istotą sprawy jest tak naprawdę odpowiedzialność za decyzje o rejestracji nowych leków. A ta wiąże się m.in. ze sposobem konstrukcji badań klinicznych, które stają się podstawą dopuszczenia leku do stosowania, oraz kryteriami ich oceny. Prof. Maciej Krzakowski zwraca uwagę, że w takich badaniach ważne jest uzyskanie informacji o bezwzględnych korzyściach terapeutycznych ze stosowania leku, a nie tylko analizowanie statystycznie znamiennych różnic przy porównywaniu terapii. Jak twierdzi z kolei prof. Jacek Jassem, niepokojąca jest tendencja do rejestrowania przez FDA i EMEA nowych leków onkologicznych na podstawie wątpliwych, jego zdaniem, wskaźników korzyści klinicznej, jakimi są czas do progresji lub odsetek odpowiedzi.
W tle obecnej dyskusji są pytania o koszt terapii, często uznawany przez specjalistów za nieadekwatnie wysoki w porównywaniu do uzyskiwanych przez pacjenta korzyści. Na leczenie z zastosowaniem bewacyzumabu w Stanach Zjednoczonych wydaje się 1 mld dolarów rocznie. Opublikowane właśnie informacje o kosztach programów lekowych finansowanych przez NFZ też pokazują, że terapie przeciwnowotworowe są drogie. I będą jeszcze droższe. Na leczenie pacjentów chorych na raka piersi wydano w ubiegłym roku w Polsce 200 mln zł.
Nie tylko Polska ma problem z finansowaniem zdrowia. Jednak patrzenie na sprawę bewacyzumabu głównie w kontekście pieniędzy wydawanych na leczenie byłoby błędem. Lekarze powinni mieć możliwość stosowania wszystkich skutecznych, dopuszczonych na rynek terapii dla ratowania chorego. Ważne, aby i oni, i pacjenci mieli pełne przekonanie, że decyzje o rejestracji leków mają jasne uzasadnienie medyczne.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Magda Sowińska