Prokurator zbada zasadność podejrzeń o wyłudzanie świadczeń

Beata Lisowska
opublikowano: 10-07-2002, 00:00

Lubelska prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie wyłudzenia nienależnych świadczeń przez sześciu anestezjologów ze Szpitala Klinicznego nr 1.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
,Uważam, że pobieranie dwóch pensji w dwóch miejscach pracy za ten sam czas pracy jest nielegalne" - twierdzi Marek Paździor, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Czy jest tak rzeczywiście, sprawdzą policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie, którzy prowadzą postępowanie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ.
,Rozpoczynamy normalny tryb postępowania, na tym etapie gromadzimy dokumenty, będziemy także przesłuchiwać świadków. Dochodzenie może potrwać trzy miesiące. Nigdy wcześniej nie mieliśmy podobnej sprawy" - podkreśla prokurator Bożenna Kotarska-Dudek z Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Jak powiedzieli nam anestezjolodzy, nie tylko prokuratura, ale także dyrekcja szpitala nie pokazała im oficjalnie żadnych dokumentów. O wszystkim dowiadują się z prasy.
,Na terenie Lublina praca anestezjologów w pogotowiu jest na porządku dziennym. Mimo że w karetkach reanimacyjnych pracują lekarze ze wszystkich lubelskich szpitali, sprawa dotyczy tylko nas. To jest działanie odwetowe" - nie ma wątpliwości jeden z anestezjologów ze Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie, zatrudniony także na umowie kontraktowej w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Nasz rozmówca uważa, że szykanowanie anestezjologów ma bezpośredni związek z wygraną przez nich sprawą sądową dotyczącą porozumienia płacowego. Szpital stara się o kasację niekorzystnego wyroku w Sądzie Najwyższym.
Anestezjolodzy uważają, że ich praca w szpitalu i w pogotowiu nie narusza prawa. Pełnią dyżur w szpitalu, a po jego zakończeniu ordynator oddziału ma prawo (zgodnie z zapisami ustawy o zakładach opieki zdrowotnej) dać im dzień wolny, jeśli uzna to za stosowne. ,Nasz ordynator korzysta z tego prawa. To jest moja i moich kolegów prywatna sprawa, czy w swoim czasie wolnym po odbytym dyżurze śpimy, czy pracujemy - dodaje anestezjolog z lubelskiego szpitala klinicznego. - W pogotowiu pracujemy nie dlatego, że sprawia nam to przyjemność, lecz dlatego, że nasze wynagrodzenie w szpitalu jest tak dramatycznie niskie. To skutek między innymi tego, że dyrektor nie wywiązał się zawartego porozumienia".


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.