Zamienić gapiów na ratowników

Lek. Sławomir Badurek
opublikowano: 10-07-2002, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Pogotowie nie przestało być łakomym kąskiem dla polujących na sensacje dziennikarzy. Jeśli się chce, zawsze można tej instytucji dołożyć. Możliwych do wykorzystania zarzutów jest bez liku. Ostatnio w modzie znalazła się opieszałość. Oto dowiaduję się po raz kolejny z telewizyjnego okienka, że wezwana karetka nie dojechała ,na czas", czyli do żyjącego jeszcze chorego. mierć człowieka na ulicy, zwłaszcza w biały dzień w środku miasta, gdzie szpital za rogiem, a i do pogotowia niedaleko, z reguły komentowana jest jednakowo: dlaczego karetka jechała tak długo? Przy czym ,długo" oznacza przeważnie czas mieszczący się w przedziale od piętnastu do trzydziestu minut.
Zazwyczaj aktywność gromadzącej się wokół nieszczęśnika gawiedzi ogranicza się do wykręcenia trzech dziewiątek i nasilającego się wraz z upływem bezcennego dla ofiary czasu narzekania na służbę zdrowia. Jakoś nie słyszałem, by obecny na miejscu przedstawiciel czwartej władzy miał pretensje do świadków zdarzenia za to, że sami nie rzucili się na ratunek.
Nie wiem, ile w dziennikarskich doniesieniach jest wdzięczności dla gapiów za podrzucenie tematu, a ile zwykłej niewiedzy, tudzież naiwnej ufności, że o nasze zdrowie powinny się troszczyć przede wszystkim powołane przez państwo instytucje. Niezależnie od przyczyny, efektem jest rozminięcie się ze znaną od wielu lat w medycynie prawdą o niebagatelnym znaczeniu pierwszych minut, a wręcz chwil po nagłym zatrzymaniu krążenia. Mijające sekundy nieubłaganie odbierają szansę na powrót do normalnego życia. Każdy anestezjolog lub lekarz izby przyjęć bez trudu przypomni sobie młodych ludzi, zabranych z ulicy, którym udało się po długotrwałej reanimacji przywrócić zaledwie krążenie, bez lub z samodzielnym oddechem... Ci ludzie z reguły nie stają się bohaterami medialnych sensacji. Wszak przeżyli. Jakość i długość ich życia pozostaje cichym zmartwieniem ich opiekunów.
A mnie się marzy, by zacząć wreszcie konsekwentnie, przy każdej nadarzającej się okazji, zachęcać do podjęcia próby reanimacji. Bo może zdarzyć się tak, że pogotowie nadjedzie zbyt późno. Nawet jeśli udałoby się naszej pomocy doraźnej osiągnąć najwyższy światowy standard. Słowa takiej zachęty potrzebne są zwłaszcza teraz, latem, gdy na niejednej plaży czyjeś życie nagle i niespodziewanie zawiśnie na włosku. Piszę o tym w gazecie dla profesjonalistów, ponieważ trudno przecenić ich rolę w propagowaniu wiedzy medycznej, w tym najprostszych zabiegów przywracających życie. Najwięcej dobrego mogłyby uczynić krajowe, ale i lokalne lekarskie autorytety oraz rzecznicy prasowi okręgowych izb lekarskich. Korzyści byłyby wielorakie, gdyż przy okazji udałoby się uwolnić nasze środowisko od kilku bezzasadnych zarzutów.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Lek. Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.