Prof. Bartuzi: nietolerancji pokarmowych nie należy diagnozować komercyjnymi testami, jak testy IgG

Nietolerancje pokarmowe można diagnozować, ale nie testami dostępnymi na rynku komercyjnym, bardzo reklamowanymi, jak np. testy IgG. Nie są one zalecane jako narzędzie diagnostyczne - mówi prof. Zbigniew Bartuzi. Jak ocenia, opieranie diety na wyniku takich testów może prowadzić do poważnych powikłań.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Ostatnie lata przyniosły gwałtowny wzrost zachorowań na choroby z kręgu nadwrażliwości typu alergicznego - mówi prof. Zbigniew Bartuzi.
Ostatnie lata przyniosły gwałtowny wzrost zachorowań na choroby z kręgu nadwrażliwości typu alergicznego - mówi prof. Zbigniew Bartuzi.

WHO przewiduje, że w 2050 r. co druga osoba na świecie, zwłaszcza w krajach uprzemysłowionych, będzie chorować na alergię. O skali zachorowań w polskiej populacji rozmawiamy z alergologiem prof. dr. hab. n. med. Zbigniewem Bartuzim, kierownikiem Katedry i Kliniki Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy.

Na jakim poziomie szacuje się obecnie zapadalność na choroby alergiczne?

Ostatnie lata przyniosły gwałtowny wzrost zachorowań na choroby z kręgu nadwrażliwości typu alergicznego. Dotyczy to alergicznego nieżytu nosa, astmy, ale przede wszystkim alergii pokarmowej. Szacuje się, że różnego typu alergie dotykają 40 proc. populacji europejskiej. To oznacza, że tyle osób zmaga się z co najmniej jedną chorobą alergiczną. Oczywiście, pacjent może mieć kilka takich chorób, one mogą się na siebie nakładać.

Europejska Akademia Alergologii i Immunologii Klinicznej uznała alergie pokarmowe za epidemię XXI w. To ma swoje podstawy w danych płynących z różnych ośrodków epidemiologicznych, które wskazują, że w ciągu ostatnich 10-15 lat podwoiła się liczba alergików pokarmowych. Liczba pacjentów, którzy zgłaszają się na SOR-y z powodu różnego rodzaju niepożądanych reakcji na pokarmy zwiększyła się aż 7-krotnie. Ocenia się, że ok. 8 proc. alergików pokarmowych to osoby zagrożone wstrząsem anafilaktycznym, a co dziesiąty ma ciężką postać alergii. To pokazuje, z jak niebywałym wzrostem tych problemów mamy obecnie do czynienia.

Jakie alergie pokarmowe stanowią obecnie największy problem w polskiej populacji?

W polskiej populacji największym problemem jest alergia na roztocza kurzu domowego, podobnie zresztą jak i w innych krajach. Ona jest odpowiedzialna m.in. za astmę. Dużym kłopotem są też pyłki roślin, których aktywność występuje wiosną i jesienią. Natomiast zgodnie z ustaleniami Światowej Organizacji Alergii (WAO), mamy 8 alergenów pokarmowych, które powodują 95 proc. reakcji alergicznych osób uczulonych. Wśród produktów znalazły się: mleko krowie, jaja, ryby, skorupiaki i mięczaki, orzechy, orzeszki arachidowe, soja oraz pszenica. Do tej grupy ostatnio dodano też sezam.

Oczywiście, każda populacja ma swoją specyfikę, a to, jaki rodzaj alergenu w niej dominuje, ma związek chociażby z nawykami żywieniowymi. To ekspozycja na dany pokarm sprawia, że staje się on najczęstszym czynnikiem alergicznym. W Polsce w przypadku dzieci są to mleko i jaja, a w odniesieniu do osób dorosłych: orzechy laskowe, orzeszki arachidowe, ryby i mięczaki. Trzeba jednak pamiętać, że uczulić może każde białko.

Jak zidentyfikować właściwy alergen?

Identyfikacja alergii pokarmowych wciąż jest wyzwaniem, ponieważ diagnostyka wiąże się z obecnością różnych mechanizmów alergicznych, jakie u danego pacjenta mogą wystąpić. Mówimy o różnych mechanizmach, różnych pokarmach, różnych reakcjach krzyżowych. To sprawia, że nie możemy mówić o jednym narzędziu badawczym, które zastosowane w danym przypadku pozwala uzyskać odpowiedź, jaka jest przyczyna zdarzeń. Kolejne narzędzia diagnostyczne dobiera się indywidualnie, w zależności od informacji z wywiadu, wieku pacjenta i okoliczności, w jakich nastąpił np. epizod anafilaksji.

Standardowe postępowanie zaczyna się od wywiadu, testów skórnych, testów natywnych, ale także badań immunologicznych. Od 2007 r. do praktyki klinicznej została wprowadzona diagnostyka molekularna (w naszej klinice jest dostępna od ok. 13 lat), która istotnie zmieniła sytuację w tej dziedzinie. Z pomocą testów molekularnych nie tylko identyfikujemy źródło alergenu, ale możemy również określić właściwe cząstki uczulające. Dzięki tym testom możemy też ocenić, czy dany pacjent rokuje, że nabędzie immunotolerancję, i wreszcie, czy spożycie danego alergenu może wywołać u niego wstrząs anafilaktyczny.

Jeszcze głębszym wejściem w białko uczulające niż wspomniane testy molekularne są testy epitopowe. Dodatkowo stwarzają one możliwość opracowania szczepionek, które będą podawane jako forma immunoterapii.

Kolejnymi testami, które zostały wprowadzone stosunkowo niedawno, są testy komórkowe, tj. test aktywacji bazofili (BAT), który wykonujemy w Polsce, oraz wprowadzany na Zachodzie, jeszcze niedostępny w kraju, test aktywacji mastocytów. Oba mogą zastępować test prowokacji endoskopowej alergenem, który jest bardzo uciążliwy i nie w pełni bezpieczny, ponieważ w jego trakcie może dojść do wstrząsu anafilaktycznego, chociaż uchodzi on za złoty standard diagnostyki alergii pokarmowej.

Obecnie w USA jest dostępny komercyjny test epitopowy służący do badania pacjentów uczulonych na orzeszki arachidowe. Myślę, że niebawem pojawi się on i w Europie. Opracowywane są też takie testy skierowane na inne alergeny.

Obecnie szeroko dostępne są komercyjne testy, służące do wykrywania nietolerancji pokarmowych IgG-zależnych, np. na gluten. Jaka jest wartość diagnostyczna takich testów?

One nie mają żadnego znaczenia diagnostycznego. Należy podkreślić, że objawy alergii pokarmowej wynikają z pewnego procesu immunologicznego, są czym innym niż nietolerancje pokarmowe. W tym przypadku ich objawy dotyczą zjawisk nieimmunologicznych i osób, u których np. występują pewne niedobory enzymatyczne. Mówi się, że ktoś ma nietolerancję laktozy, a to wynika właśnie z niedoborów enzymu. To nie ma nic wspólnego z alergią i inaczej też to się leczy.

Ostatnio wiele mówi się o nietolerancji glutenu. Oczywiście, istnieje celiakia, która dotyczy ok. 2 proc. populacji. To nie jest tak częsty problem, jakby się wydawało, sądząc po tym, jak wiele osób wskazuje, że stosuje dietę bezglutenową. Na przykład stosuje ją ok. 17 proc. Amerykanów, chociaż to nie ma uzasadnienia medycznego, a przynajmniej u części tych osób jest to swego rodzaju moda. Trzeba pamiętać, że stosowanie diety bezglutenowej przez osoby zdrowe nie jest pozbawione pewnych negatywnych konsekwencji.

Nietolerancje pokarmowe można diagnozować, ale nie testami dostępnymi na rynku komercyjnym, bardzo reklamowanymi, jak np. testy IgG. Według wytycznych Europejskiej Akademii Alergologii i i Immunologii Klinicznej, nie są one zalecane jako narzędzie diagnostyczne. Obecność przeciwciał IgG jest jedynie odzwierciedleniem wielokrotnego narażenia na pokarm, który przez układ odpornościowy jest traktowany jako obcy i nie należy tego uważać za marker nadwrażliwości. Te testy powinny być przyjmowane jako niekonwencjonalne, obok takich testów jak analiza składu włosa.

Opieranie diety eliminacyjnej na wyniku takich testów może prowadzić do poważnych powikłań. Obserwujemy to w klinice, lecząc pacjentów z poważnymi niedoborami będącymi skutkiem stosowania różnych diet.

* Cała rozmowa ukaże się w listopadowym wydaniu “Pulsu Medycyny”.

O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. med. Zbigniew Bartuzi jest specjalistą w dziedzinie chorób wewnętrznych, gastroenterologii i alergologii, kierownikiem Katedry i Kliniki Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Alergie na pokarmy takie jak mleko i orzeszki ziemne mogą zwiększać ryzyko chorób serca [BADANIA]

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.