Prezydent Koszalina operuje i dyżuruje

Beata Lisowska
opublikowano: 05-01-2004, 00:00

Mirosław Mikietyński, chirurg dziecięcy,a od roku urzędujący prezydent Koszalina kilka razy w miesiącu operuje w koszalińskim Szpitalu Wojewódzkim i regularnie stawia się na dyżurach. Wszystko po to, by nie tracić kontaktu z zawodem.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Mirosław Mikietyński, chirurg dziecięcy, a od roku urzędujący prezydent Koszalina, kilka razy w miesiącu operuje w koszalińskim Szpitalu Wojewódzkim i regularnie stawia się na dyżurach. Wszystko po to, by nie tracić kontaktu z zawodem.
Mirosław Mikietyński od listopada 2002 roku jest prezydentem Koszalina. Wybory bezpośrednie wygrał w pięknym stylu, bo już w pierwszej turze zdystansował wszystkich pozostałych kandydatów. Wcześniej przez 12 lat był dyrektorem Szpitala Wojewódzkiego w tym mieście. Po objęciu urzędu, przeszedł na urlop bezpłatny, nie rozstał się jednak ani z rodzimą placówką, ani z wyuczonym zawodem chirurga dziecięcego. Nadal praktykuje w Szpitalu Wojewódzkim. Zdarza się, że robi to w godzinach swojego urzędowania w ratuszu. ?Zawsze operowałem dużo i sprawnie. Robię to nadal dwa-trzy razy w miesiącu. Mam swój stały dzień: środę, co zostało mi jeszcze z czasów dyrektorowania w Szpitalu Wojewódzkim. Co miesiąc biorę też jeden-dwa dyżury. Czas pracy prezydenta jest nienormowany, a zatem nie można powiedzieć, że robię to w godzinach pracy" - mówi Mirosław Mikietyński. Dodaje, że nie chce rezygnować z zawodu, który nadal wykonuje z pasją.
Niczego zdrożnego nie widzi w tym także obecny dyrektor szpitala Marek Stachowicz. ?Nie widzę absolutnie jakiegokolwiek konfliktu, a wręcz przeciwnie. Uważam, że specyfika zawodu chirurga wymaga, żeby go uprawiać, by nie wyjść z wprawy" - mówi M. Stachowicz. Koszaliński oddział chirurgii zatrudnia ordynatora z doktoratem z medycyny i paru lekarzy ze specjalizacją drugiego stopnia. Jednak - zdaniem dyr. M. Stachowicza - są różne nieprzewidziane sytuacje, w których prezydent-chirurg może być bardzo szpitalowi przydatny.
?Zdarzało się, że prezydent był akurat na miejscu w szpitalu, więc wykorzystywaliśmy jego obecność. Jeśli dysponuje wolnym czasem, proszony o pomoc nigdy nie odmawia." - mówi Marek Stachowicz. ?Gdy zadzwoni pani ordynator, moja koleżanka, z którą przepracowałem w tym oddziale 20 lat i prosi o pomoc, bo jest jakaś trudna sytuacja kadrowa, jeśli tylko mogę, to ich wspieram" - potwierdza M. Mikietyński. Prezydent pracuje w szpitalu na zasadzie umowy zlecenia. Pobiera za to wynagrodzenie. ?Nie są to wielkie pieniądze. Prawie wszystko i tak rozdaję na cele charytatywne" - zapewnia M. Mikietyński. Jego zdaniem, nie ma żadnych przeszkód prawnych w łączeniu urzędu z dodatkową pracą w publicznej jednostce. Podobnego zdania jest Józef Naumik, zastępca dyrektora biura prawnego Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. ?Ustawa o samorządzie mówi, że prezydent miasta nie może prowadzić działalności gospodarczej. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystał z możliwości, jakie daje mu formuła umowy zlecenia" - wyjaśnia na łamach lokalnej prasy J. Naumik.





Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.