Polska jest tylko teoretycznie przygotowana na ewentualny atak bioterrorystyczny

Monika Wysocka
opublikowano: 01-04-2003, 00:00

Choć atak terrorystyczny skierowany przeciwko Polsce wydaje się mało prawdopodobny, konieczne jest zabezpieczenie kraju przed taką ewentualnością, zwłaszcza obecnie, kiedy trwa wojna w Iraku z udziałem polskich żołnierzy. Mimo podjęcia wielu czynności przygotowawczych, sytuacja w zakresie bezpieczeństwa nie jest zadowalająca.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Po wydarzeniach 11 września ub. roku w Stanach Zjednoczonych rządy wielu państw podjęły działania związane z poprawą bezpieczeństwa. ?wiadomość społeczeństwa w takich przypadkach powinna być wyprzedzająca. To znaczy, że powinniśmy być wyczuleni na wszelkie pozostawione samotnie paczki, rozlane płyny itp. - bo one mogą być zagrożeniem. Ważna jest szybka reakcja: zawiadomienie odpowiednich służb i uciekanie z miejsca zagrożenia, a nie pchanie się w sam środek niebezpieczeństwa, co jest niestety dla nas typowe" - uważa prof. Marek Kowalczyk, konsultant ds. toksykologii WP z Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii w Warszawie.
Jego zdaniem, jasne i przejrzyste informacje na ten temat powinny się więc znaleźć w Internecie, a w telewizji - specjalne programy edukacyjne. Ich celem miałoby być nie straszenie, ale informowanie o niebezpieczeństwach, ich skutkach, o postępowaniu w domu, na ulicy, w miejscu katastrofy. To pozwoliłoby wyeliminować przypadkowe ofiary.
Równie ważne jest edukowanie służb medycznych. Jeśli są nieświadome zagrożenia, a do tego mają niedostatecznie wyposażone karetki (np. brakuje masek przeciwgazowych), trudno wymagać od nich skutecznej pomocy w razie ataku.
Przygotowanie dalekie od ideału
W sytuacji zagrożenia, w pierwszej kolejności powiadamiana jest straż pożarna, która ma sekcje ratowniczo-gaśnicze. Są to zespoły przygotowane do udzielania pomocy i przeciwdziałania skutkom zatrucia wysokotoksycznymi substancjami przemysłowymi. ?Można powiedzieć, że zabezpieczenie tego typu sytuacji jest na poziomie średnim - dalekie od ideału, ale i niezupełnie ubogie. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że dotychczas nie ma przygotowanych zespołów o specyficznym profilu, związanych z atakami terrorystycznymi z użyciem substancji chemicznych. Jeśli uda się wprowadzić w życie przygotowany już system wojskowych zespołów toksykologicznych, to byłby to jedyny, ale już znaczący akcent" - mówi prof. M. Kowalczyk. Jego zdaniem, gdyby atak terrorystyczny miał miejsce dzisiaj - sprawdziłyby się jedynie sekcje straży pożarnej. Reszta zależałaby od sprawności i umiejętności organizacyjnych lekarzy dyżurnych w szpitalach i stacjach pogotowia ratunkowego. Jaki jest ich poziom, nie wiadomo, bo nikt tego nie sprawdza i nie trenuje.
W sytuacji zagrożenia terrorystycznego bardzo ważne jest, by jednostki wyjeżdżające do poszkodowanych były w porę uprzedzane o niebezpieczeństwie, tak by miały czas zabezpieczyć siebie i zabrać niezbędny sprzęt. Druga sprawa to właściwe zorganizowanie pracy szpitala: zebranie odpowiedniej liczby personelu, zabezpieczenie go, przygotowanie miejsc dla dużej liczby nowych pacjentów. To wydaje się najważniejsze, bo żaden szpital nie jest przygotowany do przyjęcia naraz większej liczby osób.
O ile nie ma sensu, by na wszelki wypadek stały gdzieś puste, świetnie wyposażone oddziały, to jednak zabezpieczenie np. w leki czy sprzęt specjalistyczny wydaje się wręcz konieczne. Tego bowiem nie da się ?zorganizować" w kilka minut. Tymczasem większość szpitali nie ma zapasów np. atropiny, obidoksynu - niezbędnych do leczenia poszkodowanych w ataku terrorystycznym z użyciem bojowych substancji trujących. Zbyt mało jest też aparatury do wspomaganego oddechu, koniecznej w sytuacji zagrożeń chemicznych, gdy podstawowymi objawami zatrucia są zaburzenia czynności oddechowych.
Tylko w teorii
Również zdaniem konsultanta krajowego ds. chorób zakaźnych prof. Andrzeja Gładysza, na wypadek zagrożenia bioterrorystycznego jesteśmy przygotowani wyłącznie teoretycznie. ?Są bardzo dokładnie i szczegółowo rozpisane plany postępowania. Jest harmonogram oraz plan powiadamiania i działania, łącznie w przewiezieniem pacjentów do wyznaczonych oddziałów. Jeśli jednak naprawdę wydarzy się taki atak, niewiele będzie miejsc, gdzie tę teorię będzie można przemienić w praktykę" - uważa prof. Andrzej Gładysz.
Prawdopodobnie w tej chwili żaden szpital w Polsce nie ma np. specjalnych boksów melcerowskich z wejściem dla chorego bez przechodzenia przez oddział szpitalny, z osobnym węzłem sanitarnym, śluzą dla personelu itp. Nie posiadamy też laboratorium mikrobiologicznego na poziomie BSL 4, a jedynie BSL 3, w Ośrodku Diagnostyki i Zwalczania Zagrożeń Biologicznych Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii.
Cała nadzieja w wojsku
W połowie lat 90. Wojskowa Służba Zdrowia podjęła decyzję o stworzeniu medycznych zespołów toksykologicznych (autorem projektu jest prof. Marek Kowalczyk). Po wydarzeniach z 11 września nadeszła dobra pora na wprowadzenie w czyn tych planów. Medyczne Zespoły Toksykologiczne mają być wyposażone w specjalistyczny sprzęt i odzież ochronną. Jako jedyne będą przystosowane do działania medycznego w strefie na pograniczu rejonu skażenia. W skład takiego zespołu wchodziliby: toksykolodzy, anestezjolog, analitycy i pielęgniarze. Ich rolą będzie przejmowanie poszkodowanych ze strefy zagrożenia od zespołów ratowniczo-gaśniczych (które jako jedyne mogą przebywać i działać w tej strefie). Przejmowałyby też organizację zabezpieczenia tych poszkodowanych (udzielanie pierwszej pomocy, nadzór specjalistyczny w szpitalu itp.). Jeden taki zespół będzie w stanie obsłużyć 20 poszkodowanych - będzie miał bowiem do dyspozycji specjalnie wyposażoną karetkę reanimacyjną, przystosowaną do jednoczesnego udzielania pomocy kilku osobom, a także karetki transportowe. Rozważana jest też możliwość przydzielenia osobnego śmigłowca wyłącznie do dyspozycji tych zespołów.
Powołanych zostało 5 takich zespołów i obecnie są w trakcie organizacji w tzw. Wojskowych Ośrodkach Medycyny Prewencyjnej w Modlinie, Bydgoszczy, Gdyni, Krakowie i Wrocławiu.
System ten obejmuje wyłącznie wojskowe jednostki, jednak w sytuacji szczególnego zagrożenia, zespoły te będą mogły współdziałać ze służbą cywilną.
Ratownictwo cywilne w powijakach
Państwowa służba zdrowia na wypadek zagrożenia (katastrofa, atak terrorystyczny) tworzy oddziały ratownicze przy szpitalach. Do ich zadań należy jednak tak szeroki zakres obowiązków (interna, kardiologia, chirurgia, wypadki komunikacyjne), że jak na razie na wypadek katastrof chemicznych czy biochemicznych nie są one przygotowane. ?To kwestia zmiany sposobu myślenia i zauważenia w końcu, że ten problem istnieje. Na razie problem jest minimalizowany, pomijana jest rola toksykologów, którzy w takich sytuacjach mieliby sporo do zaoferowania" - uważa prof. M. Kowalczyk.
Oczywiście przygotowywana nowa ustawa o krajowym ratownictwie jest już konkretną przymiarką do zabezpieczenia się na wypadek ataku terrorystycznego, jednak to wciąż za mało. Do tego ustawa o krajowym systemie ratowniczym jest przygotowywana później niż ustawa o ratownictwie medycznym i może się zdarzyć, że nie będą one w pełni kompatybilne. ?Ratownictwo medyczne jest bowiem potraktowane bardzo ogólnikowo, a sytuacje związane z katastrofami, sytuacje, w których w wyniku działań celowych jest duża liczba poszkodowanych ludzi - wręcz ubogo" - uważa prof. M. Kowalczyk.
Bez paniki, ale...
Hospitalizacja, nadzór sanitarny z ewentualną izolacją osób stykających się z chorymi, badania laboratoryjne materiałów pobranych od takich chorych, zabezpieczanie ubrań ochronnych, odpowiedni sprzęt dla pracowników ochrony zdrowia i osób stykających się ze źródłem zakażenia - to wszystko sporo kosztuje. Dlatego trzeba ustalić zasady finansowania wydatków na te i podobne cele.
Bo sama teoria nie wystarczy. Choć w polskiej fabryce pod Częstochową produkowane są jedne z najbardziej nowoczesnych masek przeciwgazowych na świecie, w polskich magazynach praktycznie ich nie ma. ?Wystarczyłoby ich dla 10-15 proc. ludności, czyli wojska, służb ratownictwa związanych ze strażą pożarną i dla członków zespołów obrony cywilnej. Ale dla ludności cywilnej już nie. Najgorsze, że niewielkie są możliwości zakupu, ponieważ nie ma miejsc, sklepów, w których te maski są dostępne. Nie ma też informacji w mediach, że należy się zabezpieczać. Oczywiście nie chodzi o wywoływanie paniki, ale o uświadomienie np. osobom, które mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie dużych zakładów przemysłowych produkujących, czy wykorzystujących niebezpieczne substancje, że może kiedyś zaistnieć sytuacja bezpośrednio zagrażająca ich życiu. Żeby wiedzieli, jak się wtedy zachować" - uważa prof. M. Kowalczyk.
?Obawiam się, że skończy się to typowo po polsku: wykonaliśmy kawał dobrej roboty, wszystko mamy rozpisane na papierze i w związku z tym mamy dobre samopoczucie. Jednak kiedy przyjdzie co do czego, może okazać się, że na tym poprzestaliśmy i z tego przygotowania nic nie będzie. Nie widzę na razie żadnych konkretnych działań ze strony służb za to odpowiedzialnych, nie widzę, by wygospodarowywano środki finansowe, które pozwoliłyby zrobić z tego programu coś bardziej realnego" - mówi prof. A. Gładysz.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.