Pierwsze oszczędzające twarz operacje guzów wewnątrzczaszkowych

Monika Wysocka
opublikowano: 03-09-2003, 00:00

Dzięki współpracy neurochirurgów i chirurgów szczękowych w łódzkim szpitalu im. N. Barlickiego chorzy z guzami wewnątrzczaszkowymi operowani są elegancko, bez okaleczenia twarzy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Tego typu operacje są stosunkowo rzadko konieczne, rzadko bowiem guzy usytuowane są aż tak niefortunnie, by nad ich wycięciem musieli pracować różni specjaliści.
Na pograniczu twarzy i mózgoczaszki
Trudność tego zabiegu polega na tym, że neurochirurdzy przyzwyczajeni są do swojego pola operacyjnego, a szczękowcy do swojego. Tylko współpraca lekarzy tych dwóch specjalności może przynieść pożądane efekty, czyli usunięcie guza w całości. Do tego to bardzo elegancka operacja, ponieważ cięcie schowane jest w skórze głowy, operuje się pogranicze twarzy i mózgoczaszki, nie zostawiając blizny na twarzy" - tłumaczy prof. Marek Zawirski, kierownik Kliniki Neurochirurgii.
W Szpitalu im. N. Barlickiego lekarze zoperowali w ten sposób kilka przypadków: zaniedbanego, raz już operowanego guza przysadki, który wypełniał prawie całą jamę nosa i przechodził przez sitowie do wnętrza czaszki, złośliwego guza rosnącego w sitowiu, przenikającego do wnętrza czaszki, innego złośliwego guza nitek węchowych i niepewnej złośliwości guza wychodzącego z nosa i wrastającego ku górze przez sitowie do wnętrza czaszki. W każdym z tych przypadków, gdyby lekarze zdecydowali się na leczenie tradycyjną metodą, pacjenta czekałyby co najmniej dwie operacje: laryngologiczna, podczas której usunięto by część guza poprzez dojście do niego pod górną wargą, oraz operacja neurochirurgiczna, podczas której próbowano by usunąć resztę guza. Najprawdopodobniej jednak w całości nie udało by się go usunąć, ponieważ wgląd w te okolice jest bardzo trudny.
Wspólpraca neurochirurga i chirurga plastycznego
?Podczas takiej łączonej operacji to wszystko robi się przy jednym podejściu, gdyż wgląd w pole operacyjne jest olbrzymi. Właściwie jesteśmy w stanie zoperować każdy guz, który rośnie w nosie i wewnątrz czaszki, który niszczy przyśrodkowe części oczodołów. To jest bardzo ważne" - mówi prof. M. Zawirski.
Zabieg zaczyna neurochirurg, który otwiera dwuczołowo głowę. Następnie chirurg plastyczny specjalną piłą oscylacyjną obcina część kości czołowej, w której są zatoki czołowe, dachy oczodołów, przecina kości nosa, wyjmuje cały strop oczodołów, tzw. trzecie piętro twarzoczaszki. Gałki oczne zostają bez pokrywy od góry, otwarty jest zarówno nos, jak i sitowie, co pozwala skontrolować wnętrze czaszki, zatokę klinową, obie zatoki szczękowe i jamę nosa aż do podniebienia twardego. Wgląd operacyjny jest więc olbrzymi, a przy tym chory ma nietkniętą twarz.
?To duża, trwająca 7-8 godzin operacja, wciąż stosunkowo rzadko wykonywana, więc daleko nam jeszcze do wprawy, choć dotychczasowe efekty są doskonałe. Ale przez to, że jest taka elegancka, dla nas, neurochirurgów przyzwyczajonych do naprawdę ciężkich zabiegów, ta, choć trudna, jest bardzo przyjemna" - mówi prof. M. Zawirski.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.