Pielęgniarki zatrudniają lekarzy
Gdy 1 listopada 2005 roku swoje podwoje otwierała zarządzana przez pielęgniarki Przychodnia Rodzinna Fidos w Białymstoku, do pracujących tu lekarzy zapisanych było 20 osób. Teraz liczba pacjentów powiększyła się sto razy i stale rośnie. ;
Od opieki długoterminowej do świadczeń lekarskich
Z czasem, gdy zmieniły się zasady udzielania świadczeń w gabinetach zabiegowych, część pielęgniarek praktyki przeszła do pracy do lekarzy rodzinnych. Z dawnej jedenastoosobowej grupy zostało ich pięć: cztery pielęgniarki środowiskowo-rodzinne: Ewa Taranta, Lidia Masiak, Bożena Saczko i Grażyna Utko oraz położna rodzinna Beata Makarewicz. „Aby utrzymać się na rynku, zaczęłyśmy myśleć o rozszerzeniu naszej działalności - opowiada Ewa Taranta. - Podpisałyśmy z NFZ umowę na opiekę długoterminową. Przekształciłyśmy się w NZOZ. Potem pomyślałyśmy, że warto rozszerzyć nasze działania jeszcze bardziej: o świadczenia lekarza rodzinnego. To wymagało od nas dużej determinacji i odwagi, bo nie słyszałyśmy, aby gdzieś w kraju pielęgniarki zatrudniały lekarzy. Do dziś jesteśmy zresztą chyba jedynym takim NZOZ-em w kraju".
Początki nie były łatwe, pielęgniarki mówią wręcz o drodze przez mękę, zwłaszcza przy spełnianiu wszelkich formalnych wymogów przy tworzeniu NZOZ-u. Nie takie łatwe okazało się też pozyskanie lekarzy chętnych do współpracy. „Dawałyśmy ogłoszenia, przez różnych znajomych docierałyśmy do lekarzy, którzy mogliby u nas pracować. Przez kilka miesięcy rozmawiałyśmy z wieloma lekarzami, niektórzy wydawali się nawet zainteresowani pracą u nas, a potem kontakt z nimi się urywał. Ale szczęśliwie, po kilku miesiącach poszukiwań, znalazłyśmy w końcu dwie osoby, z którymi podpisałyśmy umowy" - mówi Ewa Taranta.
Młodzi ryzykanci
Do zespołu Przychodni Rodzinnej Fidos dołączyła dwójka młodych lekarzy: Małgorzata Rakus ze specjalizacją z medycyny rodzinnej i kończący taką specjalizację Paweł Pankiewicz. Oboje wcześniej pracowali w publicznej służbie zdrowia.
„Nie miałam praktycznie żadnych wątpliwości związanych z tym, że moim pracodawcą miały być pielęgniarki - mówi Małgorzata Rakus. - Nie miało to dla mnie znaczenia, kto będzie moim szefem, a wręcz niosło za sobą taki komfort, że pracując u kogoś, odpada mi cała praca papierkowa, bo będę tylko wykonywać swoje obowiązki lekarza". Jedyna jej wątpliwość dotyczyła tego, czy ta przychodnia rodzinna ruszy. „Miałam wtedy stałą pracę, wiedziałam, że gdy zrezygnuję, nie będę miała gdzie wrócić. A mam rodzinę, dzieci, muszę pracować. Ale zaryzykowałam" - dodaje Małgorzata Rakus.
Bo pielęgniarki zaraziły ich optymizmem, choć na początku na listach pacjentów było tylko 20 osób. Lekarze tego finansowo nie odczuli, ponieważ od początku dostawali pełną pensję, wypłacaną ze środków własnych pielęgniarek.
Kogo wybierze pacjent?
Aby zdobyć pacjentów i nie zbankrutować, pielęgniarki zaczęły szerokie działania marketingowe. Docierały do swoich dotychczasowych podopiecznych, informując, że zakład rozszerzył działalność, że w jednym miejscu będzie kompleksowa opieka lekarzy, pielęgniarek i położnych.
„Dodatkową zachętą dla części osób był zapewne fakt, że prowadziłyśmy też opiekę długoterminową - mówi Ewa Taranta. - Wprowadziłyśmy w przychodni podstawowe zabiegi rehabilitacyjne i łóżko magnetyczne. Zaproponowałyśmy naświetlania soluksem". Przeważyło chyba jednak to, że ich poradnia - jako jedyna w mieście - czynna była przez 3 godziny w soboty. „Zdawałyśmy sobie doskonale sprawę, że jest wiele osób, które pracują i najzwyczajniej w świecie nie mają czasu, aby w tygodniu przyjść do lekarza - wyjaśnia Ewa Taranta. - Poza tym zawsze starałyśmy się zdobywać pacjentów jakością naszych usług".
W Fidosie nie oszczędza się na badaniach, nie ma problemu z pomocą w znalezieniu najkrótszej kolejki do specjalisty czy szpitala oraz z wizytami domowymi - NZOZ ma podpisaną umowę z firmą taksówkową na dowozy do chorego. Placówka stara się też ciągle rozwijać, ma uprawnienia do szkolenia pielęgniarek, stara się o uprawnienia do kształcenia lekarzy.
Najważniejszy dobry szef
Lekarze przyznają, że pielęgniarki szefowe nigdy nie wtrącają się w leczenie chorych, akceptują wszelkie decyzje dotyczące sposobu terapii. Pacjent, który wchodzi do gabinetu lekarza, bardzo często jest już przez pielęgniarkę odpowiednio przygotowany: ma zmierzone ciśnienie czy zrobione EKG. Pacjenci umawiani są na godziny, aby uniknąć kolejek. „Ale są też starsze osoby, które wolą posiedzieć sobie w przychodni, bo to dla nich niekiedy jedyna forma życia towarzyskiego. Nie zabraniamy im tego" - śmieją się pielęgniarki. Do przesiadywania w przychodni zachęcają zresztą pastelowe, kolorowe wnętrza, wzbogacone o tablicę z kolorowymi zdjęciami najmłodszych podopiecznych placówki oraz serwowana tu na każde życzenie pacjenta kawa i herbata. Są też ciasteczka i cukierki, dzieci mają swój kącik do zabawy. Nic dziwnego, że pielęgniarki z Fidosa już nieraz usłyszały od swoich pacjentów, że w tej przychodni czują się jak w serialowej Leśnej Górze...
„Teraz wszystkie jesteśmy zdania, że warto było ryzykować - podkreśla Ewa Taranta. - Kiedy słyszymy, że pielęgniarki domagają się gdzieś 3 tys. zł pensji, to się uśmiechamy, bo my ten etap mamy dawno za sobą. Jesteśmy na swoim i jesteśmy z tego bardzo zadowolone".
O komforcie pracy mówią też zatrudnieni tu lekarze. „Tak naprawdę to nie ma znaczenia, kto jest szefem - czy pielęgniarka, czy lekarz, czy jakiś przedsiębiorca. Nigdy zresztą nie spotkaliśmy się z ostracyzmem ze strony kolegów tylko dlatego, że pracujemy u pielęgniarek. Ważny jest komfort pracy. Wiem, że wielu szefów lekarzy rozlicza swoich pracowników z każdej morfologii. My tego problemu nie znamy. Dzisiaj wiemy, że wielu kolegów nam zazdrości, bo pracujemy w spokojnej, przyjaznej atmosferze - dodaje Paweł Pankiewicz. - Mamy czas na porozmawianie z pacjentem, nawet na wykonanie drobnych zabiegów chirurgicznych, będących w kompetencjach lekarza rodzinnego, na które w innych przychodniach zazwyczaj nie ma czasu. My możemy sobie na to pozwolić, bo zajmujemy się tu tylko pacjentami. Dziś mogę powiedzieć, że chyba nie chciałbym mieć szefa lekarza".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Urszula Ludwiczak