Palenie a rak płuca

Monika Wysocka
opublikowano: 27-06-2007, 00:00

Informacja o skutkach palenia tytoniu, podpisana przez ministra zdrowia, znajduje się na każdej paczce papierosów. Dlatego część specjalistów ma żal do Zbigniewa Religi, że informując o swojej chorobie nie powiedział wyraźnie np. tak: "rak płuca ma związek z paleniem papierosów, rzucam ten nałóg i namawiam do tego samego wszystkich palaczy".

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Profesor Zbigniew Religa, mówiąc o raku płuca, powiedział coś innego: że jego nowotwór nie jest związany z długoletnim nałogiem palenia papierosów. Tymczasem, jak wyjaśniają specjaliści, nie ma ani jednego rodzaju raka płuca, który nie byłby związany z paleniem tytoniu - czynnym lub biernym. Mogą tylko być mniej lub bardziej związane, w zależności od rodzaju nowotworu (najmniej gruczolakorak).
Jak dowodzi prof. Richard Peto z Uniwersytetu w Oksfordzie, rzucenie palenia siedmiokrotnie zmniejsza ryzyko zgonu z powodu wszystkich nowotworów złośliwych i 30-krotnie z powodu raka płuca. Palenie jest odpowiedzialne także za występowanie takich nowotworów, jak: rak jamy ustnej, rak krtani, żołądka, szyjki macicy, trzustki. Palacze znacznie częściej niż niepalący mają problemy sercowo-naczyniowe, choroby płuc.
Co gorsze, w grupie ofiar tytoniu znajdą się także ci, którzy palili biernie, obcując jedynie z palaczami, czasami wbrew swej woli.

Dodatkowe problemy

Wyniki leczenia raka płuca należą do najgorszych ze wszystkich nowotworów. Nieprzypadkowo co trzeci zgon nowotworowy dotyczy płuca. Do leczenia radykalnego, czyli operacji, kwalifikuje się mniej niż 20 proc. chorych. Jeśli rak został wykryty w najwcześniejszym, pierwszym stadium, szanse na przeżycie 5 lat sięgają 60-70 proc. Jednak niemal 80 proc. przypadków zachorowania na raka płuca wykrywanych jest dopiero w zaawansowanym, a czasem bardzo zaawansowanym stadium.
"Ci chorzy giną z powodu raka płuca, ale nie tylko. To są najczęściej chorzy znacznie już uszkodzeni. Choć pierwszą przyczyną zgonu w tej grupie jest oczywiście niepowodzenie leczenia, taki chory z reguły ma także inne choroby odtytoniowe: problemy sercowo-naczyniowe, udary, przewlekłą chorobę płuc" - wymienia prof. Jacek Jassem, kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii Akademii Medycznej w Gdańsku.

Nieskuteczne badania przesiewowe

Problem polega na tym, że w raku płuca nie sprawdzają się żadne badania przesiewowe. Wiadomo, że regularnie wykonywane zdjęcia klatki piersiowej czy badanie cytologiczne plwociny nie zmniejszają umieralności na raka płuca, a to jest miarą skuteczności badań przesiewowych. "Dyskusja toczy się wokół tego, czy tomografia komputerowa niskiej dawki może poprawić tę sytuację. Pojawiły się bowiem badania dające takie nadzieje, ale w innych pracach są one kwestionowane, trzeba więc jeszcze poczekać na ostateczne rozstrzygnięcia" - mówi prof. Jacek Jassem.
Zdaniem wielu onkologów, nowotwór ten ma tak agresywny przebieg, że wcześniejsze jego wykrycie i tak nie zmienia losów chorego. Wydaje się, iż dostarcza jedynie informacji, że chory ma raka, ale wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nie ma to wpływu na czas przeżycia. To choroba, której można bardzo skutecznie zapobiegać, ale leczenie, niestety, jest mało skuteczne.
"Rak płuca jest bardzo niewdzięczną chorobą. Chociaż we wczesnym stadium zaawansowania dzięki w porę wykonanemu zabiegowi chirurgicznemu można uzyskać całkowite wyleczenie u blisko 70-80 proc. chorych. Postępy są ale w stosunku do oczekiwań ciągle dosyć skromne. W zaawansowanej choroby właściwie można jedynie dążyć do przedłużenia życia, zresztą bardzo dużym kosztem. Dotyczy to także nowoczesnej terapii celowanej, uzupełniającej konwencjonalną chemioterapię. W chorobie najbardziej zaawansowanej z licznymi przerzutami do narządów wewnętrznych praktycznie każda metoda postępowania: radioterapia, chemioterapia, łączenie radioterapii z chemioterapią, niezależnie od sekwencji czasowej (przed lub po operacji) ma niewielkie znaczenie. To walka o kilkanaście miesięcy wydłużenia życia" - wyjaśnia dr Janusz Meder, kierownik Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego w Centrum Onkologii w Warszawie, prezes Polskiej Unii Onkologii. Jego zdaniem, fakt, że minister zdrowia opowiedział o swojej chorobie publicznie ma ogromne znaczenie edukacyjne. "W imieniu Unii napisałem list do profesora Religi, że jesteśmy pełni uznania i podziwu dla jego postawy, ponieważ najwięcej dobrego w procesie edukacji społeczeństwa może dać przykład, szczególnie gdy idzie z góry. Wypowiadając się na temat swojej choroby, pokazując siebie jako zwykłego człowieka, który staje przed dylematem, na jaką formę leczenia się zdecydować, sprawia, że oswaja tę wciąż wstydliwą dla wielu chorobę. Nikt z nas nie wie jak sam zachowałby się w podobnej sytuacji" - wyjaśnia dr J. Meder.






Onkologia
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
×
Onkologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych jest Bonnier Healthcare Polska.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.