Odpowiedzialność finansowa za receptę na leki refundowane

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 24-05-2011, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Na początek zagadka. Kto poniesie konsekwencje wyłudzenia kredytu? Kredytobiorca czy kredytodawca? Zaznaczam, że nie działali w zmowie, a pożyczka została udzielona na podstawie nieprawdziwych danych. Przepraszam, że zawracam głowę takimi banałami, bo rozwiązanie jest dziecinne proste. To jasne – do odpowiedzialności zostanie pociągnięty ten, kto otrzymał nienależne pieniądze. Ale wyobraźmy sobie, że klient to pacjent, bankowy skarbiec to budżet państwa a bankier to lekarz. To samo? Praktycznie tak. Ale nie w Polsce.

każdy lekarz będzie mógł zostać obciążony kosztami nienależnej (w ocenie ubezpieczyciela!) refundacji leku . Zwracam uwagę na interpretatora, czyli NFZ. W praktyce to urzędnik tej instytucji zdecyduje, czy refundacja się należy, czy też nie. Ów urzędnik może na przykład dojść do wniosku, że u pacjenta bezzasadnie rozpoznano padaczkę i wypisywanie mu leków z literką „P” to nadużycie. Albo na przykład stwierdzić, że choremu na cukrzycę lekarz przepisał zbyt dużo opakowań insuliny. Trudno będzie się lekarzowi wybronić, jeśli np. w pierwszym przypadku w dokumentacji znajdzie się plik wypisów szpitalnych potwierdzających epilepsję, ale zabraknie formularza z NFZ zawierającego postawioną przez specjalistę diagnozę, a w drugiej sytuacji kontroler nie da się przekonać, że zapotrzebowanie na insulinę jest zmienne, bo chory – oprócz planowych iniekcji, wymaga dodatkowych, spowodowanych hiperglikemiami. Przyłapany na tego typu „wykroczeniach” lekarz będzie musiał zapłacić za „błędy”. Możliwości „nadużyć” jest wiele.

Podam jeszcze dwa przykłady, tym razem dotyczące wypisania leków refundowanych nieubezpieczonemu. Otóż można być nieubezpieczonym tylko z powodu bałaganu na łączach NFZ - ZUS. Skala zjawiska wcale nie jest marginalna, jak twierdzi NFZ. Jak podawała w lutym br. „Gazeta Wyborcza”, tylko w województwie podlaskim nieubezpieczonych – mimo regularnego opłacania składki zdrowotnej – jest kilkadziesiąt tysięcy osób. Może się także zdarzyć, że pacjent okaże w gabinecie najprawdziwszy na świecie, to jest jak najbardziej oryginalny, dokument ubezpieczenia, ale pracodawca nie zapłaci kolejnych składek lub chociażby zrobi to dzień po terminie. Czujny w takich przypadkach ZUS z miejsca wykaże kogoś takiego jako nieubezpieczonego. Nie muszę pisać, co to może oznaczać dla lekarza, który takiemu nieubezpieczonemu z ważnym i oryginalnym dowodem ubezpieczenia(!) wypisał receptę na lek refundowany.

Płacz i płać , jak mówią naciągacze ze stołecznych mafii taksówkowych. Nie chcesz płacić – policzymy się z tobą w inny sposób. Tak to właśnie u nas działa. Nie tylko w strukturach przestępczych, ale także tych jak najbardziej legalnych. Powołanych do tego, by – mówiąc oględnie – żyło się nam jeśli nie lepiej, to przynajmniej w poczuciu szacunku, który państwo, reprezentowane przez rozmaite instytucje powinno okazywać przestrzegającym prawa i robiącym to, co do nich należy obywatelom.

Brakuje mi tej normalności. W tym wypadku normalność to weryfikacja uprawnień do refundacji odbywająca się automatycznie w momencie realizacji recepty w aptece z wykorzystaniem aktualizowanej online bazy danych. Dopuszczalne jest również przyjmowanie od pacjentów lub ich opiekunów pisemnych oświadczeń o przysługujących im zniżkach. Takie postulaty były zgłaszane. Lecz jeśli wobec nie tylko niekorzystnych, ale wręcz niebezpiecznych dla lekarzy zapisów wspomnianej ustawy nie ma ze strony państwa reakcji, nie pozostaje nic innego, jak tylko obywatelskie nieposłuszeństwo. Najskuteczniejszą metodą mogłoby być masowe niepodpisywanie umów z NFZ, upoważniających do wypisywania leków refundowanych.

poparcie takiego pomysłu w środowisku będzie jednak bardzo trudno. Pamiętam, że kiedy w 1999 roku ZUS wprowadził druki ZLA, wśród lekarzy bardzo dużo mówiło się o zdecydowanym proteście. OZZL zalecał niepodpisywanie umów z ubezpieczycielem i wypisywanie zwolnień na kartkach. Wydawało się, że inicjatywa zyska powszechną aprobatę. Sam zbierałem w swoim szpitalu podpisy tych, którzy byli gotowi nie wypełniać nowych, znacznie bardziej skomplikowanych formularzy. Efekt był mizerny. Nie udało mi się na przykład namówić ani jednego z ginekologów. Wszyscy tłumaczyli się dobrem pacjentek! Nie trzeba tłumaczyć, że w rzeczywistości były to obawy o utratę klienteli. Tym razem może być podobnie. A tu chodzi przecież jeszcze o recepty dla siebie i rodziny. Z drugiej strony nowe przepisy niosą zagrożenie, z którego znaczna część środowiska może nie zdawać sobie sprawy. Rolą samorządu jest rzetelna informacja na ten temat. Kilka izb lekarskich, w tym warszawska, zaapelowały, by nie podpisywać umów z funduszem na wypisywanie leków refundowanych. Tymczasem NRL wciąż się zastanawia. Za chwilę na skoordynowaną akcję na szeroką skalę może być za późno.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.