Oddziały psychiatryczne dla dzieci pękają w szwach. "Ostatnio wolne łóżko mieliśmy w 2016 roku“

EG/PAP
opublikowano: 26-04-2022, 14:06

Jak wskazuje prof. Tomasz Wolańczyk, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, stacjonarne oddziały psychiatryczne dla dzieci i młodzieży są przepełnione. - Personel jest totalnie sfrustrowany, mam na e-mailu kolejne wymówienia od pielęgniarek i zapewniam, że nie chodzi tutaj o pieniądze - mówi.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Przepełnienie oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży sprawia, że nie tylko terapia, ale nawet zapewnienie im bezpieczeństwa są dramatycznie utrudnione.
Fot. iStock

Reformę psychiatrii dziecięcej zapoczątkowano w 2018 r. W jej ramach powstaną trzy poziomy opieki psychiatrycznej. Podstawą funkcjonowania nowego systemu będą środowiskowe ośrodki psychologiczno-terapeutyczne. Do II poziomu referencyjnego zostały zaliczone oddziały dzienne i poradnie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, oferujące opiekę terapeutyczno-rehabilitacyjną. To na tym poziomie będzie możliwość kontaktu pacjenta z psychiatrą. Najwyższy, III poziom referencyjności, będą stanowiły specjalistyczne oddziały całodobowe.

Oddziały psychiatryczne dla dzieci i młodzieży. “Sytuacja skrajnie trudna”

Jakie jest obecnie obłożenie poszczególnych poziomów opieki?

– Sytuacja jest skrajnie trudna. Na naszym, liczącym 20 łóżek oddziale, przebywa 46 pacjentów – mówi prof. Tomasz Wolańczyk, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, były konsultant krajowy w tej dziedzinie.

Jak dodaje, oznacza to bardzo trudne warunki udzielania pomocy. Przepełnienie sprawia, że nie tylko terapia, ale nawet przypilnowanie pacjentów są dramatycznie utrudnione.

– Na oddział przyjmujemy wyłącznie dzieci w stanie zagrożenia życia. Na 46 pacjentów 40 ma myśli samobójcze, z tego powodu znalazło się w szpitalu. Personel medyczny także został “zaprojektowany” na ponaddwukrotnie mniejszą liczbę dzieci, więc nadzór nad nimi jest utrudniony - podkreśla prof. Wolańczyk

Zdaniem prof. Wolańczyka wzrost trendu samobójczego wśród dzieci i młodzieży, zwiększenie przypadków depresji obserwujemy na całym świecie - to nie jest problem tylko Polski. Sprzyja temu sytuacja zagrożenia zewnętrznego, w taki sposób manifestują się także zaburzenia, jaki pojawiły się podczas pandemii.

Reforma daje nadzieję na poprawę

Prof. Wolańczyk uważa, że przepełnienie na szpitalnych oddziałach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży wynika ze szpitalocentrycznego modelu leczenia.

– Od dwóch lat ten system się reformuje, co napełnia mnie nadzieją, ale w nowo powstałych przychodniach psychologiczno-psychoterapeutycznych pracują osoby, które nie zdążyły jeszcze nabrać doświadczenia, dlatego kiedy trafia do nich pacjent, dajmy na to 13-letni, z rodzicami, a ci mówią, że ich dziecko chce się zabić, natychmiast wysyłają go na izbę przyjęć – wyjaśnia.

Na oddział kierowany przez prof. Wolańczyka przyjmowane są wyłącznie dzieci do 14. roku życia, w trybie ostrym, a więc w bezpośrednim zagrożeniu życia. Jak wskazuje ekspert, na przyjęcia planowe – np. w celu zdiagnozowania pacjenta – raczej nie ma szans.

– A ostatnim razem wolne łóżko – czyli mniej niż 20 pacjentów na oddziale – mieliśmy w 2016 r. – przyznaje prof. Wolańczyk.

Prof. Tomasz Wolańczyk wyraził nadzieję, że może podczas wakacji stan pacjentów spadnie poniżej 30 – wówczas być może uda się zwiększyć liczbę przyjęć planowych. Jego zdaniem w bardzo trudnej sytuacji w tych warunkach są rodzice dzieci z jadłowstrętem psychicznym. Kiedy przyjeżdżają na izbę z dzieckiem jeszcze niezbyt wychudzonym, klinika musi odmówić jego przyjęcia, więc wracają po trzech miesiącach, kiedy młody człowiek jest już bardzo wyniszczony, z powikłaniami, np. w postaci płynu w osierdziu, z zaburzeniami elektrolitowymi, wskaźnikiem BMI wynoszącym np. 8, co oznacza, że osoba mierząca nieco ponad 150 cm wzrostu waży ok. 20 kg. (właściwe BMI to liczba między 18 a 24) – wtedy dziecku bezpośrednio grozi śmierć, więc je przyjmują.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych jest Bonnier Healthcare Polska.

Czas na wdrożenie centralnego systemu przekazywania pacjentów?

Wyjściem awaryjnym z tej sytuacji byłoby wprowadzenie w psychiatrii centralnego systemu monitorowania miejsc w szpitalach i dystrybucji pacjentów – jak to ma miejsce np. w transplantologii.

– Obecnie sytuacja wygląda tak, że jak trafia do mnie pacjent w bezpośrednim zagrożeniu życia, to muszę go albo przyjąć, albo znaleźć mu miejsce na innym oddziale w kraju. Bo jak go odeślę do domu, to może się zabić – zauważa prof. Wolańczyk. I dodaje, że wolnych miejsc nie ma nigdzie, ale są takie placówki, zwłaszcza poza dużymi ośrodkami akademickimi, które wprawdzie także mają dostawki, ale niewiele – jedną, dwie.

– Ale z punktu widzenia prawa są w takiej samej sytuacji, jak mój oddział – nie mają wolnych miejsc – mówi prof. Wolańczyk.

Jego zdaniem system przekazywania pacjentów pomiędzy regionami znacznie poprawiłby dostępność i usprawnił funkcjonowanie opieki psychiatrycznej. Jak wskazał, największe obłożenie oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży występuje na Mazowszu: choćby z tego powodu, że obsługuje ono także Podlasie, gdzie nie ma żadnego miejsca, które przyjmowałoby takich pacjentów.

W województwie kujawsko-pomorskim i na Dolnym Śląsku placówki są mniej obciążone – mieszka tam mniej ludzi, a oddziałów jest sporo.

– Gdyby istniała taka koordynacja, to pacjent jechałby nie na oddział, gdzie obłożenie przewyższa 200 proc., tylko tam, gdzie jest najniższe – mówi prof. Tomasz Wolańczyk.

Jak zauważa, mając taką liczbę pacjentów, trudno personelowi zapanować nad tzw. drugim życiem, a więc np. przemocą psychiczną czy fizyczną pacjentów wobec siebie nawzajem.

– Trudniej nasłuchiwać rozmów, zwracać uwagę, czy ktoś kogoś nie obraża, nie poniża czy nie zastrasza – przyznaje prof. Wolańczyk, dodając, że personel jest skupiony na tym, żeby nie dochodziło do aktów przemocy fizycznej i żeby nie zostały przekroczone granice intymności. W takiej sytuacji – z oczywistych powodów – chętniej i częściej niż w normalnych warunkach stosowane są wobec pacjentów środki przymusu bezpośredniego, co, tłumacząc na prostszy język, oznacza, że szansa na to, że nastolatek zostanie zapięty w pasy jest duża.

– Personel jest totalnie sfrustrowany, mam na e-mailu kolejne wymówienia od pielęgniarek i zapewniam, że nie chodzi tutaj o pieniądze – podsumowuje prof. Wolańczyk.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Na efekty reformy psychiatrii dziecięcej możemy czekać jeszcze kilka lat? [WYWIAD]

Ponad 70-proc. wzrost zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży. “Oddziały są przepełnione”

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.