Numerki do lekarza?
Wprawdzie w niektórych otwartych placówkach służby zdrowia system ten funkcjonuje, ale - moim zdaniem - nie zawsze jest właściwie zorganizowany i egzekwowany. Proponuję zatem najprostszą i najskuteczniejszą rejestrację. Jestem zdania, że praca przychodni (ośrodka zdrowia) powinna rozpoczynać się co najmniej pół godziny przed przyjęciami chorych przez lekarza (lekarzy). Każdy chory otrzymałby kolejny numerek, z godziną przyjęć, nazwiskiem lekarza i numerem gabinetu. Odstępy między kolejnymi przyjęciami wyniosłyby (do uzgodnienia) np. 10 minut u lekarza rodzinnego i 15 minut u specjalisty. Rejestracja mogłaby odbywać się osobiście przez chorego, członka jego rodziny lub telefonicznie. W przypadku, gdyby pacjent nie zgłosił się w gabinecie o określonej godzinie, jego numerek automatycznie zostałby przeniesiony na koniec kolejki. W sytuacjach bardzo naglących i poważnych wypadkach, których przyjęcia odbywałyby się poza kolejnością, dalsze przyjęcia byłyby zgodne z wydanymi numerkami. System numerkowy rejestracji chorych jest uniwersalny i może być stosowany w każdej publicznej i niepublicznej placówce służby zdrowia. System ten dyscyplinuje zarówno pacjenta, jak i lekarza, rozładowuje tłok przed gabinetem przyjęć i zapobiega konfliktom pomiędzy pracownikami służby zdrowia i pacjentami. I - co ważne - taka rejestracja chorych nie wymaga praktycznie żadnych nakładów finansowych.
Usłyszałem w telewizji, że w pewnym szpitalu zmarł 6-letni chłopiec, bo czekał na przyjęcie z objawami ostrego brzucha 6 godzin. Wydaje mi się, że zaniedbanie, do jakiego doszło w tym przypadku, jest wynikiem złej organizacji przyjęć szpitala. Uważam, że w dużych szpitalach, gdzie w izbach przyjęć na ewentualne przyjęcie do szpitala czeka wielu chorych, powinien być zorganizowany, na wzór przyjmowania rannych w wojskowych szpitalach polowych, punkt lub izba segregacyjna, w którym doświadczony lekarz powinien dokonywać segregacji chorych pod względem kolejności ich przyjęć przez lekarza dyżurnego właściwej izby przyjęć. W ten sposób sytuacji, która spotkała 6-letniego chłopca, można by z pewnością uniknąć. Moim zdaniem sprawa ta jest godna rozpatrzenia, mimo trudności finansowych i kadrowych wielu szpitali. Chodzi przecież o ludzkie życie, którego na złotówki przeliczyć się nie da. Punkty segregacyjne mogłyby z powodzeniem funkcjonować w ramach szpitalnych oddziałów ratunkowych.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Jan Lechicki, ; Kielce