Niewydolność serca to nowa epidemia kardiologiczna

  • Marta Koton-Czarnecka
opublikowano: 23-09-2011, 00:00

Przeciętny polski pacjent z niewydolnością serca ma 66 lat (o cztery mniej niż pacjent w Europie), jest stosunkowo dobrze leczony farmakologicznie, ale ma niewielką szansę na wszczepienie kardiowertera-defibrylatora w porównaniu z pacjentami z innych krajów europejskich.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Tak wynika z rejestru niewydolności serca Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego zaprezentowanego podczas tegorocznego kongresu ESC w Paryżu pod koniec sierpnia. Do rejestru włączono 1200 polskich pacjentów z 29 ośrodków.

Kardiolodzy alarmują, że niewydolność serca przybiera znamiona nowej choroby społecznej. Szacuje się, że w Polsce cierpi na nią prawie 1 milion osób. „Do wzrostu występowania niewydolności serca przyczynia się paradoksalnie rozwój medycyny, a konkretnie kardiologii interwencyjnej. Obecnie większość chorych z zawałem serca udaje się uratować, pacjenci ci żyją dalej i rozwijają niewydolność serca” – tłumaczył prof. Piotr Ponikowski z Kliniki Chorób Serca AM we Wrocławiu, prezydent Asocjacji Niewydolności Serca Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, podczas konferencji prasowej inaugurującej akcję „Servier dla Serca”, zorganizowanej 21 września w Warszawie.

Oprócz ostrego zespołu wieńcowego i choroby wieńcowej do niewydolności serca prowadzą też długotrwałe, źle kontrolowane nadciśnienie tętnicze oraz stany zapalne mięśnia sercowego. „Dlatego tak ważne jest unikanie wysiłku podczas infekcji wirusowej” – przestrzega prof. P. Ponikowski. Epidemia niewydolności serca to także naturalna konsekwencja starzenia się społeczeństw, bo jest to przede wszystkim chorobą wieku podeszłego – na niewydolność serca cierpi 10-20 proc. osób w wieku 70-80 lat.

Specjaliści podkreślają, że jakość życia pacjenta z niewydolnością serca jest bardzo zła, co spowodowane jest m.in. nietolerancją wysiłku oraz koniecznością częstych hospitalizacji. „Co drugi pacjent wypisywany ze szpitala z rozpoznaniem niewydolności serca jest jeszcze w ciągu tego samego roku ponownie hospitalizowany z powodu zaostrzenia tej choroby. Jest to bardzo niekorzystne zarówno z punktu widzenia pacjenta, jak i kosztów społecznych. Szacuje się, że hospitalizacje pochłaniają 50-70 proc. wszystkich wydatków związanych z leczeniem niewydolności serca” – mówi prof. Grzegorz Opolski z I Katedry i Kliniki Kardiologii WUM, krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii.

Aby uniknąć zaostrzeń niewydolności serca konieczne jest skuteczniejsze leczenie tego schorzenia, przede wszystkim za pomocą leków z grupy inhibitorów konwertazy angiotensyny i beta-adrenalityków. Część pacjentów z niewydolnym sercem kwalifikuje się do wszczepienia urządzenia wspomagającego pracę komór, czyli kardiowertera-defibrylatora, a niektórzy do przeszczepu serca. Równie ważne jest efektywne leczenie chorób współistniejących z niewydolnością serca – szacuje się, że co drugi pacjent z niewydolnym sercem cierpi jednocześnie na cukrzycę, a co trzeci na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc.


Czytaj również:

Pacjent (nie)palący

Serce Polaka starsze od niego samego

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Koton-Czarnecka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.