Monister Zdrowia kupi 41 tys. dawek szczepionki przeciwko wściekliźnie
Liczba zachorowań na wściekliznę wśród zwierząt w Polsce spada. We wcześniejszych latach rejestrowano średnio około tysiąca przypadków, w 2003 r. już tylko 390. Wciąż jednak konieczne jest powszechne stosowanie szczepionek przeciwko tej chorobie, nawet w przypadku wątpliwości zakażenia. Resort zdrowia ogłosił właśnie przetarg na kolejną partię szczepionki przeciwko wściekliźnie.
Tylko przez pierwsze dwa tygodnie tego roku, według danych Państwowego Zakładu Higieny i głównego inspektora sanitarnego, szczepionkę przeciwko wściekliźnie zaaplikowano w Polsce 201 osobom. Nie burzy to polskich statystyk, bo rocznie zdarza się średnio około 8-9 tysięcy przypadków podania szczepionek osobom pokąsanym lub zanieczyszczonym śliną zwierząt podejrzanych o wściekliznę.
Szczepienia przeciwko wściekliźnie (poekspozycyjne, czyli po kontakcie ze zwierzęciem) znajdują się wśród obowiązkowych szczepień ochronnych wymienionych w rozporządzeniu ministra zdrowia w tej sprawie z 19 grudnia 2002 r. Szczepionki kupowane są w ramach przetargów organizowanych przez Zakład Zamówień Publicznych przy ministrze zdrowia i finansowane z budżetu resortu. Obecny przetarg dotyczy ponad 41 tys. dawek. Podstawowym kryterium wyboru oferty jest cena szczepionki. Ogłoszenie o przetargu precyzuje też, że postępowanie będzie prowadzone z zastosowaniem preferencji krajowych, chociaż tylko Aventis Pasteur i Aventis Behring mają zarejestrowane w Polsce szczepionki. Jak się dowiedzieliśmy, obie firmy zamierzają złożyć swoje oferty. Rozstrzygnięcie konkursu zaplanowano na 3 marca tego roku.
Zapobiegać i szczepić
Dopóki kraj nie zostanie uznany za wolny od tej choroby, takie działania są konieczne wobec osób, które narażone zostały na bliski kontakt z dzikim lub nieznanym zwierzęciem. ,Szczepionka jest bezpieczna, więc stosuje się ją rutynowo, czasami na wyrost, nawet gdy nie ma do tego bezwzględnych przesłanek - mówi Małgorzata Sadowska-Todys, kierownik Pracowni Chorób Odzwierzęcych w Zakładzie Epidemiologii PZH. - Lepiej zapobiegać, bo zachorowanie na wściekliznę zawsze kończy się śmiercią. Ostatni taki przypadek u ludzi zanotowaliśmy w 2002 roku".
Wolne od wścieklizny są już np. Francja, Hiszpania czy Czechy. Polska walczy o taki status od 1993 r. - wtedy w sześciu województwach na zachodzie kraju zaczęto wykładać dla lisów doustną szczepionkę przeciwko wściekliźnie. ,To przyniosło oczekiwane efekty, bo w tej chwili są obszary, gdzie nie stwierdza się tej choroby - mówi prof. Jan Żmudziński, dyrektor ds. naukowych Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach. - W skali ogólnopolskiej działania te podjęto dopiero w 2002 r. i jeśli znajdą się na to odpowiednie środki, zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeszcze 2-3 lata i jest szansa, że także w Polsce nie będziemy notować przypadków wścieklizny".
Zakażenie lub nawet tylko podejrzenie o zakażenie wirusem wścieklizny podlega ścisłej ewidencji. Między innymi dlatego, że szczepionki są dostępne wyłącznie w wyznaczonych punktach szczepień (np. przy oddziałach zakaźnych), a o kwalifikacji do szczepienia decyduje lekarz na podstawie wywiadu epidemiologicznego i stanu pacjenta.
,Obecnie stosowany cykl szczepień mających zapobiec zachorowaniu na wściekliznę obejmuje pięć dawek leku - mówi M. Sadowska-Todys. - Szósta jest podawana w sytuacji, jeśli np. wdrożony został czynno-bierny schemat zapobiegania zachorowaniu".
Stosowany jest on w przypadku ciężkich pogryzień i zadrapań, wg zaleceń GIS nawet wówczas, gdy zwierzę jest tylko podejrzewane o chorobę. Wtedy oprócz szczepionki (z jej pierwszą dawką) podawana jest swoista immunoglobulina ludzka przeciw wściekliźnie.
Bez profilaktyki
Problem w tym, że immunoglobulina sprowadzana jest w ramach importu docelowego. ,Kilka lat temu była dostępna na bieżąco, teraz jest z tym problem" - mówi prof. Andrzej Gładysz, konsultant krajowy ds. chorób zakaźnych. ,Musimy sobie jakoś radzić - twierdzi prof. Teresa Hermanowska-Szpakowicz, podlaski konsultant wojewódzki w tej samej dziedzinie. - Chociaż niezbyt często dochodzi do rozległych pogryzień przez nieznane zwierzęta, to staramy się mieć jej zapas. Immunoglobulinę trzeba podać natychmiast, nie ma czasu na dopełnianie papierkowych formalności".
Problem jest nie tylko z immunoglobuliną, ale także ze zorganizowaniem szczepień przedekspozycyjnych (profilaktycznych). ,Chcieliśmy, żeby poddawani im byli np. myśliwi i weterynarze, ale nie udało się do tego doprowadzić - mówi prof. T. Hermanowska-Szpakowicz. - Nikt nie chciał za to zapłacić. Obecnie NFZ też nie wyraża takiej woli".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Edyta Szewerniak-Milewska