Mocny numer 2
Drugie miejsce na Liście Stu 2005 prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jerzy Miller zdobył w niezłym stylu. W 2004 roku, zaledwie cztery miesiące po objęciu stanowiska szefa NFZ, znalazł się na dwunastym miejscu na naszej liście, ale już wtedy przepowiadano, że będzie się w ochronie zdrowia liczyć. Z jednej strony miał ułatwione zadanie, bo po takich prezesach funduszu, jak pułkownik Krzysztof Panas czy Lesław Abramowicz, nie było trudno zabłysnąć. Z drugiej jednak strony, w ciągu minionego roku, potrafił zyskać uznanie nawet w oczach krytyków.
Wydaje się, że J. Miller zjednał sobie uznanie swoim spokojem i umiejętnością osiągania kompromisu. Przedstawiciele firm farmaceutycznych nie chcą o nim powiedzieć złego słowa i to nawet mimo tego, że - ich zdaniem - nadal niewiele zmieniło się w programach lekowych finansowanych przez NFZ.
Mówi się, że Jerzy Miller to człowiek bardzo wyważony w swoich sądach i bardzo spokojny w dyskusji. Umie słuchać argumentów, choć z pewnością nie powiedzą tego o nim lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego, którzy zarzucają mu wręcz kłamstwa. Wielu zalicza mu na plus to, że mimo nacisków, odważył się wymienić niektórych dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ oraz że wyszedł obronną ręką z ostrego konfliktu z poprzednim ministrem zdrowia Markiem Balickim. Być może ta sama sztuka uda mu się i tym razem, bo uchodzi za państwowca, nie ujawniającego się ze swoimi poglądami politycznymi. Nie zmienia to jednak faktu, że jest kojarzony ze środowiskiem dawnej Unii Wolności, a obecnie z Platformą Obywatelską. Dlatego nie należy lekceważyć głosów komentatorów, mówiących o J. Millerze, iż jest z ?poprzedniej ekipy".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska, ; Ewa Szarkowska