Mocny numer 2

Anna Gwozdowska, ; Ewa Szarkowska
opublikowano: 12-01-2006, 00:00

Drugie miejsce na Liście Stu 2005 prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jerzy Miller zdobył w niezłym stylu. W 2004 roku, zaledwie cztery miesiące po objęciu stanowiska szefa NFZ, znalazł się na dwunastym miejscu na naszej liście, ale już wtedy przepowiadano, że będzie się w ochronie zdrowia liczyć. Z jednej strony miał ułatwione zadanie, bo po takich prezesach funduszu, jak pułkownik Krzysztof Panas czy Lesław Abramowicz, nie było trudno zabłysnąć. Z drugiej jednak strony, w ciągu minionego roku, potrafił zyskać uznanie nawet w oczach krytyków.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Gdyby przeanalizować, co media mówią o Jerzym Millerze, okazałoby się, że jest to jedyny szef dużej instytucji finansowej znajdujący się w stanie permanentnej dymisji. Tylko on sam wie, jaki jest koszt sprawowania misji szefa NFZ w takich warunkach. W wielu kręgach mówi się, że źle się stanie, jeśli J. Miller zostanie ostatecznie odwołany ze stanowiska, a jego miejsce zajmie na przykład Andrzej Sośnierz. Nawet niektórzy gorący zwolennicy tego ostatniego odradzają mu objęcie prezesury funduszu, tłumacząc, że ta posada nie daje przecież szansy na zmiany w systemie ochrony zdrowia w Polsce, a grozi utratą popularności w oczach opinii publicznej.
Wydaje się, że J. Miller zjednał sobie uznanie swoim spokojem i umiejętnością osiągania kompromisu. Przedstawiciele firm farmaceutycznych nie chcą o nim powiedzieć złego słowa i to nawet mimo tego, że - ich zdaniem - nadal niewiele zmieniło się w programach lekowych finansowanych przez NFZ.
Mówi się, że Jerzy Miller to człowiek bardzo wyważony w swoich sądach i bardzo spokojny w dyskusji. Umie słuchać argumentów, choć z pewnością nie powiedzą tego o nim lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego, którzy zarzucają mu wręcz kłamstwa. Wielu zalicza mu na plus to, że mimo nacisków, odważył się wymienić niektórych dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ oraz że wyszedł obronną ręką z ostrego konfliktu z poprzednim ministrem zdrowia Markiem Balickim. Być może ta sama sztuka uda mu się i tym razem, bo uchodzi za państwowca, nie ujawniającego się ze swoimi poglądami politycznymi. Nie zmienia to jednak faktu, że jest kojarzony ze środowiskiem dawnej Unii Wolności, a obecnie z Platformą Obywatelską. Dlatego nie należy lekceważyć głosów komentatorów, mówiących o J. Millerze, iż jest z ?poprzedniej ekipy".




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska, ; Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.