Listy refundacyjne: nowe zasady wpisywania leków

Ewa Szarkowska
opublikowano: 19-12-2007, 00:00

Resort zdrowia zapowiada zmiany w systemie podejmowania decyzji o refundacji leków. Nie będą one podejmowane jednoosobowo, tylko na podstawie rekomendacji niezależnej agencji rządowej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O tym, że planowane są zmiany, które ograniczyłyby do minimum możliwość podejmowania jednoosobowych decyzji w sprawie umieszczenia produktu leczniczego na liście refundacyjnej, poinformował wiceminister zdrowia Krzysztof Grzegorek. "W obecnym procesie istotne jest to, że minister zdrowia, jednoosobowo, bardzo często podejmuje decyzje dotyczące m.in. oceny konsultacji społecznych w sprawie wprowadzenia bądź niewprowadzenia leku. Istotną sprawą jest opinia Zespołu ds. Gospodarki Lekami, ale nawet jeśli ta opinia nie jest pozytywna, minister również może swoją decyzją lek wprowadzić" - twierdzi K. Grzegorek. Ministerstwo Zdrowia chce, by zadania Zespołu ds. Gospodarki Lekami przejęła w większości Agencja Oceny Technologii Medycznych.
"Chodzi o to, aby to był zespół, niezależna agencja rządowa, która będzie dawała rekomendacje co do zasadności finansowej, co do skuteczności leku" - wyjaśniał w Sejmie wiceminister. Jego zdaniem, pozwoli to na szybki i obiektywny sposób wyeliminowania dotychczasowych mankamentów, niepotrzebnych przepychanek przy liście leków refundowanych.
"Wiemy, że przemysł farmaceutyczny jest potężny, że toczy się zażarta walka lobbingowa. Chodzi o odsunięcie poszczególnych osób i myślę, że przekazanie tego wykwalifikowanym zespołom ludzi z agencji rządowych powinno rozwiązać problem" - uważa K. Grzegorek.


Bez gwałtownych zmian
Komentuje doc. Rafał Niżankowski, przewodniczący Rady Konsultacyjnej Agencji Oceny Technologii Medycznych:

Jako Rada Konsultacyjna AOTM pracę nad oceną leków tak naprawdę zaczęliśmy w sierpniu br. Akurat mieliśmy pecha, że z pierwszymi uchwałami w sprawie rekomendacji trafiliśmy na okres wyborczy. I rzeczywiście stało się tak, że leki, które zaopiniowaliśmy negatywnie, znalazły się na listach leków refundowanych. Jeśli to było incydentalnie w okresie wyborczym, nie rozdzierałbym szat. Jeżeli miałoby się takie zjawisko powtarzać i utrwalać, to byłoby to znacznie groźniejsze.
Idea Zespołu ds. Gospodarki Lekami, który obecnie rekomenduje preparaty lecznicze do objęcia refundacją i w skład którego wchodzi po dwóch przedstawicieli ministrów zdrowia, gospodarki i finansów, jest nieco archaiczna. Przypomnę, że zgodnie z założeniami, miał on rozważać decyzje o refundacji w kontekście ich wpływu na sytuację polskiego przemysłu farmaceutycznego oraz obciążeń dla budżetu państwa. Dziś, gdy spółki kapitałowe zastąpiły przedsiębiorstwa państwowe, udziały lub akcje trafiają do bardzo różnych rąk, a przejęcia jednych firm przez inne stały się powszechne, coraz trudniej określić, o interesy których podmiotów powinien zabiegać minister gospodarki. Udział zatem w decyzjach refundacyjnych przedstawicieli ministra gospodarki okazuje się bezprzedmiotowy. Tak samo udział przedstawicieli resortu finansów był zasadny wtedy, kiedy wydatki na ochronę zdrowia szły z budżetu państwa. Obecnie pilnowanie wydatków jest zadaniem Narodowego Funduszu Zdrowia. Dlatego decyzje w zakresie refundacji powinny być rozpatrywane wyłącznie z punktu widzenia wydatków pacjenta i płatnika.
Założenia, żeby leki do refundacji rekomendowała Agencja Oceny Technologii Medycznych są dobre. Tak jest w większości rozwiniętych krajów na świecie, że niezależna agencja coś proponuje, a decydenci zgadzają się na to i refundują albo mówią, że ich na to nie stać. Zazwyczaj nie zdarza się jednak tak, że minister, wbrew jej negatywnej opinii, podejmuje pozytywną decyzję.
Pamiętajmy jednak, że AOTM jest tworem świeżym, który potrzebuje czasu, żeby dojrzeć. Dlatego nie należy robić gwałtownych ruchów, bo każdy taki ruch grozi tym, że coś będzie niedopracowane. Zanim całe oczekiwanie i krytyka za decyzje spadnie na agencję, musimy dopracować wszystkie procedury, musimy nauczyć się wszyscy robić to sprawniej, szybciej, lepiej.
W momencie, kiedy decydowaliśmy się na powołanie tej instytucji, nie było możliwości stworzenia niezależnej agencji rządowej. Pojawiły się wtedy głosy krytyki, że nie będzie miała takiego znaczenia, bo została stworzona mocą rozporządzenia jako instytucja podległa ministrowi zdrowia. Obecnie znów słychać postulat, że jej rangę wzmocni umocowanie w ustawie. Myślę jednak, że to, czy będzie miała znaczenie, czy nie, zależy przede wszystkim od jakości jej pracy i jakości ocen, które przygotowuje, a nie tak bardzo od umocowania prawnego. Najważniejsze, by minister zdrowia zabiegał o takie wszechstronne oceny wartości medycznej i opłacalności ekonomicznej nowych leków, a potem przy podejmowaniu decyzji brał je pod uwagę.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.