Nauka to zbędny luksus?

  • Agnieszka Katrynicz
opublikowano: 18-09-2012, 14:19

Problemy zadłużonego Centrum Zdrowia Dziecka po raz kolejny pokazały, że instytuty naukowe i szpitale kliniczne są najsłabszym ogniwem naszego systemu zdrowia. „Centrum Zdrowia Dziecka było, jest i będzie, ale musi być dostosowane do realnych warunków funkcjonowania” — powtarza minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Jego zdaniem, kłopoty CZD wynikają głównie z przerostu zatrudnienia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Z danych przedstawionych przez ministra podczas konferencji prasowej 10 września wynika, że CZD zatrudnia 2241 osób, z czego zaledwie 305 to lekarze, a aż 1135 to pracownicy administracji i inni pracownicy niemedyczni. „Biorąc pod uwagę, że Centrum dysponuje 550 łóżkami, to na jedno łóżko wypada aż 4 pracowników. W dodatku w ciągu ostatnich pięciu lat płace pracowników wzrosły aż o 95 proc., podczas gdy dochody instytutu zaledwie o 30 proc.” — wyliczał minister Arłukowicz.


Problem w tym, że — jak podaje samo Centrum — oprócz lekarzy zatrudnionych jest w nim około 400 pielęgniarek i techników, którzy także należą do personelu medycznego, a łóżek jest 607.


„Dyskusja o kondycji Centrum Zdrowia Dziecka nie jest dyskusją o jakości świadczonych tam usług, ale o jakości zarządzania tą placówką” — podkreślał minister. I to właściwie jedyne zdanie spośród tych wypowiedzianych na konferencji, z którym można się zgodzić. Tyle, że problemy z zarządzaniem ma większość placówek o najwyższym poziomie referencyjności. Przypomnieć należy, że w podobnej sytuacji rok temu był Instytut — Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, który miał około 170 mln zł długu. Szansą miało być przekształcenie w spółkę, jednak resort zdrowia (właściciel instytutu) zablokował ten proces, bo przekształcenie oznaczałoby przejęcie długu przez ministerstwo.


Rekordzistą zadłużenia było Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku z 280 mln zł zobowiązań. Placówka dostała kredyt z Banku Gospodarstwa Krajowego, poręczony przez Ministerstwo Zdrowia, dzięki czemu mogła spłacić najpilniejsze długi. Na skraju bankructwa stoi Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu — rektor Marek Ziętek ratunku upatruje w przekształceniu szpitali klinicznych w spółkę. Czy wszystkie te placówki są naprawdę źle zarządzane? A może raczej jest to kwestia tego, że nauka w Polsce (nie tylko medycyna) jest fatalnie opłacana. I to od lat.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Agnieszka Katrynicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.