Lista Stu 2005

Anna Gwozdowska
opublikowano: 11-01-2006, 00:00

Eksperci zdecydowali, że w 2005 roku największy wpływ na sytuację w ochronie zdrowia w Polsce miał Zbigniew Religa. Dlatego jako lider Listy Stu 2005 otrzymał od Pulsu Medycyny pamiątkową rzeźbę z brązu. Jednak jego działania nie zawsze są pozytywnie oceniane. Może dlatego jako rodzaj motta prof. Z. Religa powtarza: "wata do uszu i robić swoje, byle móc słuchać mądrzejszych od siebie". Zaraz za ministrem zdrowia uplasował się zarządzający ponad trzydziestomiliardowym budżetem prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jerzy Miller. Na trzecim miejscu jest Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Lista Stu 2005 (miejsca od 1 do 10)
Lista Stu 2005 (miejsca od 11 do 20)
Lista Stu 2005 (miejsca od 21 do 30)
Lista Stu 2005 (miejsca od 31 do 40)
Lista Stu 2005 (miejsca od 41 do 50)
Tym razem czołówkę Listy Stu stanowią głównie osoby, które sprawują w ochronie zdrowia realną, namacalną władzę. Zaraz za ministrem zdrowia uplasował się zarządzający ponad trzydziestomiliardowym budżetem prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jerzy Miller. Na trzecim miejscu jest Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, który od 2003 roku, kiedy opublikowaliśmy pierwszą Listę Stu (za rok 2002), systematycznie pnie się w górę. To właśnie ci trzej panowie, w kryzysowej sytuacji pod koniec 2005 roku, kiedy lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego z powodu zbyt niskich stawek w kontraktach NFZ zagrozili zamknięciem gabinetów, stanęli na wysokości zadania: prowadząc negocjacje w Sylwestra i Nowy Rok doprowadzili do kompromisu. Przynajmniej na kilka miesięcy.
Na czołowych miejscach na Liście Stu 2005 są także osoby, które w sposób spektakularny awansowały. Zdaniem ekspertów, na skok w rankingu zasłużyli m.in. obecny wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas, przewodniczący związku zawodowego lekarzy Krzysztof Bukiel czy wreszcie poseł, którego jeszcze przed wyborami widziano na stanowisku ministra zdrowia - Andrzej Sośnierz.

Od kandydata na prezydenta do ministra

"Mamy krach w służbie zdrowia. Dotychczasowe rozwiązania systemowe nie były trafne, a skoro nie można polegać na innych, trzeba się tym zająć samemu... Z tego względu moim obowiązkiem byłoby zostać ministrem zdrowia w przyszłym rządzie" - powiedział prof. Z. Religa w wywiadzie dla Pulsu Medycyny, opublikowanym w październiku 2004 roku. Dotrzymał słowa.
Jako polityk Zbigniew Religa mógłby zostać zakwalifikowany do grona tzw. aktywnie poszukujących. Nie był długo wierny ani stworzonej przez siebie Partii Republikanie, ani następnej - Partii Centrum, której jednak pozostaje honorowym przewodniczącym. Gdy załamała się jego własna kampania prezydencka, wstąpił do komitetu poparcia innego kandydata na prezydenta - Donalda Tuska z Platformy Obywatelskiej, a stamtąd trafił prosto do mniejszościowego rządu tworzonego przez Prawo i Sprawiedliwość. Ale trudno się dziwić, że przyjął tekę ministra zdrowia, biorąc pod uwagę, z jaką determinacją przygotowywał jeszcze w czasach rządów lewicy założenia nowej ustawy zdrowotnej. Z. Religa złożył ten dokument jako obywatelski projekt w Sejmie poprzedniej kadencji. Od posłów zasiadających teraz w ławach sejmowych zależy, czy projekt zostanie w szufladzie, czy też trafi pod obrady parlamentu.
Sam profesor swoją decyzję wejścia do rządu PiS tłumaczył poparciem dla swojej wizji reform ze strony prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Mówił, że oczywiście byłoby i lepiej, i łatwiej przeprowadzić reformę, gdyby PO weszła do koalicji, ale nie ma poczucia, że kogokolwiek zdradził. Jednak gorycz wśród polityków PO pozostała i Z. Religa musi się liczyć nawet z dość agresywną krytyką z ich strony.
Zresztą pierwsze działania tego typu już miały miejsce. W niecałe dwa miesiące od ukonstytuowania się rządu K. Marcinkiewicza, Ewa Kopacz z PO zorganizowała konferencję prasową i ogłosiła, że to nowy gabinet jest winien kryzysowi w ochronie zdrowia, "bo nie podejmuje działań naprawczych". Z. Religa ma na to jedną odpowiedź, którą często ostatnio powtarza w mediach: zmiany będą się dokonywać stopniowo i ich rezultatów nie można się spodziewać z dnia na dzień. Dziennikarzowi tygodnika Polityka powiedział zresztą, że jest zahartowany i wiele wytrzyma, jeśli idzie o krytykę jego poczynań. "Wata do uszu i robić swoje, byle móc słuchać mądrzejszych od siebie" - to rodzaj motta nowego ministra i lidera Listy Stu 2005.

Siedem lat na reformy

Od początku swojego urzędowania Zbigniew Religa zapowiada przeprowadzenie siedmioletniego planu reform. Obiecuje, że w ciągu dwóch lat będzie gotowy koszyk świadczeń gwarantowanych, który określi, na co stać publiczny system ochrony zdrowia. Od razu zastrzega jednak, że na pewno nie będzie go stać na wszystko, co oferuje współczesna medycyna. Uważa, że za dwa lata będzie możliwa także reforma NFZ; powstaną wtedy dwa lub trzy ogólnopolskie państwowe fundusze ubezpieczeniowe i zostaną wreszcie wprowadzone prywatne, dodatkowe ubezpieczenia, a dla bogatszych ubezpieczenia alternatywne. Z. Religa obiecuje też, że pod koniec 2006 r. będzie gotowa sieć szpitali. Jeśli uda mu się dotrzymać słowa, będzie pierwszym urzędującym ministrem zdrowia, który nie boi się dać zgody na zamknięcie zbędnych placówek. Sam uważa, że jest do tego gotów, m.in. dlatego, iż nie jest już zainteresowany kampanią wyborczą i nie musi nikomu schlebiać.

Konflikt personalny w resorcie?

Jednak według jego krytyków, sprawy idą zbyt wolno. Wieszczą oni, że przez następne dwa lata nic się w ochronie zdrowia nie będzie działo, a od samego koszyka nie przybędzie przecież pieniędzy w systemie.
Pojawiają się też głosy, że nominacja Zbigniewa Religi na ministra zdrowia to pójście na łatwiznę. Szczególnie głośno mówią o tym ci, którzy widzieli na tym stanowisku Andrzeja Sośnierza (numer 7 na Liście Stu 2005), obecnie już byłego członka PO, który miałby gwarantować radykalne, prorynkowe zmiany w systemie, a przez to dopływ nowych środków na zdrowie.
O prof. Z. Relidze mówi się także, że jest ze swojego stanowiska nieusuwalny, ponieważ potrafi dopasować się do każdego. Sam nie przyznaje się jednak do uległości, a bliscy współpracownicy podkreślają jego determinację do przeprowadzenia zapowiadanych reform. Zbigniew Religa przyznaje jednak, że jeśli zauważy, iż nie ma już zgody na realizację zmian według jego koncepcji, to poda się do dymisji. Wydaje się, że został ostatnio wystawiony na pierwszą próbę. Andrzej Sośnierz, wyrzucony z PO za krytykę tej partii w mediach, jest lansowany przez wiceministra Bolesława Piechę z PiS na szefa NFZ i to, wydaje się, wbrew woli samego ministra zdrowia. Nie wiadomo jednak po czyjej stronie stoi minister. Przypomnijmy, że na jednej z pierwszych konferencji prasowych prof. Z. Religa apelował, aby media na siłę nie doszukiwały się konfliktu między nim i jego zastępcami.
Jest pewne, że wbrew wszystkim krytycznym opiniom, lepiej, aby nowemu ministrowi starczyło determinacji do zmian. Jeśli uda mu się przygotować koszyk świadczeń gwarantowanych i pozwoli na wprowadzenie prywatnych ubezpieczeń dodatkowych, a co za tym idzie współpracę publicznych szpitali z prywatnymi ubezpieczycielami, może przejść do chlubnej historii tego mającego pecha do szefów resortu. Wtedy być może nie będzie nawet potrzebny tzw. pakt w sprawie zdrowia, który zobowiązywałby największe partie polityczne do kontynuacji polityki prof. Z. Religi, kiedy on sam przestanie być ministrem. Następcy z własnej woli chcieliby powtórzyć jego sukcesy.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.