Lekarski Egzamin Państwowy po raz trzeci
Egzamin nie budzi już nawet w części tych emocji, które towarzyszyły pierwszej edycji LEP-u. Atmosferę podgrzewała jedynie plotka, że LEP odbywa się po raz ostatni. ;
"Jestem zwolennikiem LEP-u, bo niemalże zaraz po studiach mam otwartą drogę do specjalizacji. Kiedyś lekarze czekali na to pięć, sześć lat. Teraz gros ludzi po stażu w ciągu jednej, maksymalnie dwóch sesji egzaminacyjnych bezproblemowo "wskakuje" w jakąś rezydenturę" - uważa Marek Rączka z Krakowa, kończący w tym roku staż.
LEP nie spędza już snu z oczu także organizatorom. Choć nieprzewidziane komplikacje pojawić się mogą zawsze. W tym roku egzaminu nie można było zorganizować - jak poprzednio - w sobotę, ponieważ dwie osoby z Warszawy zgłosiły, iż z powodów religijnych nie mogą go zdawać tego dnia. A ponieważ LEP musi się odbyć w tym samym czasie w całym kraju, został więc przeniesiony na czwartek 10 listopada. Jednak w Warszawie, gdzie duże sale konferencyjne trzeba rezerwować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, był duży problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca do jego przeprowadzenia w środku tygodnia. Ostatecznie udało się wynająć sale w wojskowym centrum konferencyjnym przy ul. Żwirki i Wigury. Gdy dziennikarz i fotoreporter Pulsu Medycyny zawitali tam po zakończeniu LEP-u, młodzi lekarze właśnie wymieniali się wrażeniami.
"Pytania były zróżnicowane, część była wyjątkowo trudna, zwłaszcza te, gdzie trzeba było się wykazać znajomością działania leków czy patomechanizmów chorób, ale niektóre były banalnie proste. Myślę, że łatwo będzie zdać ten egzamin, gorzej uzyskać dobry wynik" - oceniał na gorąco Jarosław Żyłkowski. "Poziom wymaganej wiedzy był w miarę adekwatny do programu stażu, nie było nic, co wykraczałoby poza jego ramy, choć pojedyncze pytania były rzeczywiście bardzo trudne" - uważa Adrian Lewandowski.
Pożegnanie z LEP-em?
Najwięcej emocji "w kuluarach" budziła jednak pewna pogłoska. "Rozeszła się taka plotka, że to był ostatni LEP i na wiosnę egzaminu już nie będzie. Nie wiem, skąd się wzięła. Czy to prawda?" - zapytała nas Katarzyna Szyster. Postanowiliśmy więc sprawdzić u źródła. Ale nie uzyskaliśmy potwierdzenia ani w Ministerswie Zdrowia, ani w sejmowej Komisji Zdrowia. "Też słyszałem o tym od zdających, ale nie jestem politykiem i nie będę tego komentować. Wydaje mi się, że nadzieje stażystów na to, iż stanie się to w tak krótkim czasie, są dość płonne. Wymagałoby to zmiany ustawy o zawodzie lekarza i negocjacji traktatu akcesyjnego" - zapewnił nas prof. Stanisław Orkisz, dyrektor Centrum Egzaminów Medycznych (CEM). Nawet jeśli plotka o zniesieniu LEP-u powstała tylko na użytek egzaminu, to i tak zrobiła swoje. Na LEP w całym kraju nie stawiło się ponad 500 osób, które wcześniej zgłosiły organizatorom chęć jego zdawania.
Gra o punkty
Sprawdziły się prognozy tych zdających, którzy przewidywali, że niełatwo będzie uzyskać bardzo dobry wynik. W średniej ocenie stażyści napisali ten egzamin gorzej niż ich koledzy przed rokiem, ale lepiej niż zdający na wiosnę. Najlepszy wynik (174 punkty, czyli 87 proc. możliwych do zdobycia) osiągnęła Danuta Kowalska z Warszawy.
Warto walczyć o jak najlepszy wynik, bo daje on możliwość rozpoczęcia którejś z najbardziej obleganych albo rzadkich specjalizacji. "Satysfakcjonowałoby mnie 75 proc. dobrych odpowiedzi. Chcę ubiegać się specjalizację z chirurgii szczękowo-twarzowej. W całej Polsce jest zwykle kilka miejsc. Mam dwa dyplomy: stomatologiczny i ogólnolekarski. Prawo wykonywania zawodu stomatologa mam od czterech lat, a teraz zdawałem LEP, by uzyskać także prawo wykonywania zawodu lekarza. Oba są mi potrzebne po to, by ubiegać się o tę rzadką specjalizację, którą w krajach UE wykonują lekarze, bo jest to element chirurgii ogólnej. Świadomie studiowałem na obu wydziałach równolegle, z myślą o pracy w Unii Europejskiej" - ujawnił nam tuż po egzaminie Sebastian Krużyński z Warszawy.
Czy są już wyniki?
Duże oczekiwania co do wyników znalazły odzwierciedlenie w presji, jaką zdający wywierali na Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi.
"Zaczęli dzwonić do nas z pytaniami o wyniki już po pięciu godzinach od zakończenia testu, kiedy karty egzaminacyjne ze Szczecina w ogóle jeszcze do nas nie dotarły. Pracowaliśmy pod dużą presją czasu" - ujawnia prof. S. Orkisz. Wszystkie testy z 11 miast, w których odbywał się LEP, musiały być przywiezione przez wysłanników CEM do Łodzi, gdzie były centralnie sprawdzane. Mimo że rozporządzenie ministra zdrowia daje Centrum Egzaminów Medycznych siedem dni na opublikowanie wyników egzaminu, były one już po dwóch dniach dostępne na stronie internetowej CEM. Podobnie jak egzaminacyjne statystyki, z których wynika jasno, że tak jak w poprzednich edycjach LEP-u słabo wypadli lekarze z prawem wykonywania zawodu, chcący otworzyć specjalizację. Chyba byli tego świadomi, bo w popłochu uciekali przed dziennikarką i fotoreporterem Pulsu Medycyny.
"To staje się już regułą. Stażyści przygotowują się do tego egzaminu, a lekarze z prawem wykonywania zawodu, którzy pracują, mają mniej czasu na naukę. Mam wrażenie, że część z nich potraktowała egzamin jako próbę. Niektórzy lekarze oddawali komputerowe karty odpowiedzi w sporej części niewypełnione. 50, 70 rubryk było pustych. Przypuszczam, że przyszli tylko po to, by zobaczyć, jak wygląda LEP" - uważa prof. S. Orkisz.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska; zdjęcia Mieczysław Włodarski