Kształcenie z przeszkodami
O trudnościach związanych z samokształceniem opowiada Marcie Koton-Czarneckiej lekarz będący w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii, pracujący w dużym szpitalu w mieście wojewódzkim.;
- Nie mam problemów ze zdobyciem wymaganej liczby punktów, ponieważ mam otwartą specjalizację, a za każdy jej rok przysługuje 50 punktów edukacyjnych. Nie rozumiem jednak, za co są mi one przyznawane, gdyż w ciągu 3 lat mojej pracy zawodowej uczestniczyłem w zaledwie jednym obowiązkowym kursie. Szkolenie było zorganizowane w szpitalu, w którym pracuję i odbywało się w godzinach popołudniowych. Ani razu do tej pory nie udało mi się otrzymać od moich przełożonych zgody na uczestnictwo w żadnym kursie, konferencji czy sympozjum odbywającym się poza moim zakładem pracy.
- Skąd bierze się ta niechęć przełożonych do doskonalenia zawodowego lekarzy?
- Lekarz, który przebywa na szkoleniu jest przez jeden lub kilka dni nieobecny, a to stwarza spore kłopoty z organizacją pracy. W szpitalu brakuje lekarzy (m.in. w związku z wyjazdami kolegów za granicę) i zdarza się, że jeden anestezjolog znieczula jednocześnie dwóch pacjentów operowanych na dwóch różnych salach. I gdy dwie-trzy osoby z zespołu są nieobecne (np. z powodu choroby, odbywania obowiązkowego stażu albo przebywania na jakimś sympozjum), sytuacja robi się problematyczna.
- Ale kursy specjalizacyjne są przecież obowiązkowe...
- Wymaganą liczbę kursów specjalizacyjnych zalicza się na chybcika, jeden po drugim, w ostatnim roku specjalizacji. O kursach doskonalenia zawodowego, które nie są obowiązkowe, można tylko pomarzyć. Nikt z naszych przełożonych nie przejmuje się czymś takim jak samokształcenie lekarzy (zwłaszcza młodych) czy punkty edukacyjne.
Oprócz trudności w uzyskaniu urlopu, dużą przeszkodą w uczestnictwie w konferencjach naukowych lub kursach doskonalących są ich wysokie ceny. Wpisowe na kurs organizowany przez renomowaną placówkę medyczną stanowi równowartość stawki, jaką otrzymuję za 2 lub 3 dyżury. Do tego dochodzi opłacenie przejazdu, a niekiedy także noclegu. Dla mnie to zdecydowanie za drogo.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marta Koton-Czarnecka