O niej się mówi: Luiza Staszewska

Ewa Szarkowska
opublikowano: 09-04-2008, 00:00

Luiza Staszewska, ekonomistka, dyrektor szpitala w Radomiu, ostatnio zdobyte kwalifikacje: negocjator.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Charakter. Nigdy nie wzbraniała się przed nowymi wyzwaniami. Kiedy więc padła propozycja objęcia obowiązków dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu, Luiza Staszewska pomyślała: "Jak nie ja, to kto?" i zgodziła się.

Zawodowe sukcesy i porażki. Stanowisko objęła w listopadzie 2006 roku, a już 15 grudnia przyszli do niej lekarze i poinformowali, że wchodzą w spór zbiorowy o wynagrodzenia. Zakończył się w październiku 2007 r. podpisaniem tzw. porozumienia radomskiego. Dwa miesiące później zastrajkowały pielęgniarki. Szpital w tym czasie wziął 9,5 mln zł pożyczek i kredytów na utrzymanie płynności finansowej. Trzeba było dogadać się z dostawcami, jak oddać im ponad 10 mln zł z tytułu niezapłaconych faktur. "Ale udało się. W 2008 roku zakończymy też proces restrukturyzacji finansów szpitala jeszcze z 2005 roku; pod koniec roku, po spłaceniu 30 proc. pożyczki, reszta zostanie umorzona" - mówi dyrektor Staszewska.

Plany. "Bardzo chciałabym, żebyśmy wreszcie wprowadzili elektroniczny obieg dokumentów, pocztę pneumatyczną. I żeby była teleradiologia, a laboratoria przesyłały na oddziały wyniki badań elektronicznie" - podkreśla dyrektor. Wierzy, że podjęte w 2007 r. działania usprawniające pracę szpitala przyniosą realne oszczędności. "Trzeba najpierw zacisnąć pasa. Co miesiąc brakuje mi 1,3 mln zł na to, żeby spiąć budżet szpitala" - mówi. Luiza Staszewska bardzo chciałaby, żeby w końcu pieniądze szły za pacjentem, bo wtedy przyszłyby też do jej szpitala. Zniknąłby wtedy problem niezapłaconych nadwykonań i SOR-u, który przynosi szpitalowi straty. Teraz, kiedy lekarze podpisali zgodę na klauzulę opt-out, liczy, że decyzja wojewody mazowieckiego o wykreśleniu dwóch oddziałów szpitalnych z rejestru zostanie zmieniona, co umożliwi szpitalowi odrabianie strat finansowych.

Marzenia. O urlopie na razie nawet nie marzy, ale jeśli będzie szansa, to jak zwykle weźmie go w listopadzie i spędzi... w domu. ?W zeszłym roku sarny podchodziły pod moje okna. Lubię swój dom, lubię miejscowość, w której mieszkam i tak naprawdę to nigdzie mnie nie ciągnie. Muszę też wreszcie zająć się własnym ogrodem, bo do tej pory ciągle było coś ważniejszego do zrobienia" - mówi.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.