Kryzys medycyny opartej na faktach
Kryzys medycyny opartej na faktach
Zespół badawczy Trishy Greenhalgha przeprowadził ocenę wiarygodności badań i przydatności w codziennej praktyce lekarskiej analiz dokonywanych według medycyny opartej na faktach (EBM). Wyniki swojej pracy naukowcy opublikowali w „British Medical Journal”.
Brytyjscy badacze sformułowali krytyczne uwagi dotyczące podejmowania decyzji o wyborze indywidualnych terapii pacjentów na podstawie publikowanych wyników badań klinicznych. Zdaniem naukowców, kwestie ekonomiczne, polityczne, technologiczne i rynkowe skierowały medycynę opartą na faktach w stronę myślenia w kategoriach statystyki, ryzyka oraz pozornej pewności. Dlatego pacjenci są leczeni na podstawie algorytmów i biurokratycznych dyrektyw, nie są traktowani indywidualnie, ale jako element większej populacji.
Selekcjonowanie przedmiotu i podmiotów badań
Pierwszym problemem jest wzrastający wpływ firm produkujących leki i wyroby medyczne na tematykę badań naukowych. Producenci środków leczniczych decydują, które metody terapii są analizowane i jakie miary stosuje się do określania ich skuteczności. Dochodzi do tego, że kryteria kwalifikowania pacjentów do badania umożliwiają selekcję tych, których pozytywna odpowiedź na badaną metodę leczenia jest najbardziej prawdopodobna.
Producenci mają także wpływ na selekcję badań, których wyniki są publikowane. Na przykład przegląd badań leków przeciwdepresyjnych, sponsorowanych przez branżę medyczną, wykazał, że opublikowano 37 na 38 badań z wynikami korzystnymi, a jedynie 14 spośród 36 badań z wynikami niekorzystnymi. Innym przykładem jest zestawienie wyników badań leków psychiatrycznych, w których wykazano kolejno, że lek X jest lepszy od leku Y, lek Y jest lepszy od leku Z, a lek Z jest lepszy od leku X.
Nadmiar rekomendacji
Wskutek intensywnego formułowania i gromadzenia zaleceń i wytycznych postępowania klinicznego ilość informacji w tym zakresie stała się zbyt duża, aby lekarze mogli ją wykorzystywać w praktyce. W przykładowej całodobowej inspekcji przyjęć do szpitalnego oddziału w Wielkiej Brytanii stwierdzono 44 rozpoznania u 18 pacjentów i zidentyfikowano 3679 stron krajowych wytycznych mających zastosowanie w leczeniu tych przypadków. To zbyt duża zawartość informacyjna, aby lekarze mogli właściwie zastosować zalecenia w praktyce.
Naciski biurokratyczne i zautomatyzowany sposób interpretowania danych sprawiają, że lekarze zachowują się defensywnie, stosując powszechne algorytmy zamiast indywidualnego podejścia do każdego pacjenta.
Przeszacowanie korzyści
Kolejnym wskazywanym problemem jest to, że medycyna oparta na faktach coraz bardziej koncentruje się na marginalnych korzyściach dla pacjenta, gdyż terapie przynoszące największe korzyści już dawno zostały zbadane i opracowane. Zazwyczaj oznacza to przeszacowanie potencjalnych korzyści, ponieważ badane grupy nie są reprezentatywne dla populacji chorych na daną chorobę i choć wyniki próby mają znaczenie statystyczne, z punktu widzenia medycznego niewiele wnoszą. Oznacza to także poświęcanie coraz większej uwagi na wykrywanie przypadków wcześniej nieuznawanych za chorobowe i wynajdywanie możliwości interwencji.
Nieprzewidziana wielochorobowość
Wdrażanie wytycznych opartych na wynikach badań klinicznych często źle przekłada się na praktykę lekarską w sytuacji postępującej wielochorobowości pacjentów, zwłaszcza starszych. Problematyczne jest przenoszenie wyników badań przeprowadzonych na jednorodnych grupach chorych na pacjentów, u których współwystępuje kilka schorzeń. Specyficzne uwarunkowania każdego pacjenta z indywidualną wielochorobowością sprawiają, że oparta na EBM terapia stosowana w przypadku jednej choroby może zaostrzać inne schorzenie, najczęściej w związku z przyjmowaniem przez chorego wielu leków.
Dominujące zdanie eksperta
Prawdziwa medycyna oparta na faktach wymaga, zdaniem autorów analizy, przedstawiania zindywidualizowanych dowodów badawczych w postaci zrozumiałej dla lekarzy i pacjentów. Taka medycyna nie może polegać na mechanicznym stosowaniu algorytmów, ale na bazowaniu na zdaniu ekspertów. Badacze podkreślają także znaczenie współpracy lekarza z pacjentem oraz wspólnego podejmowania decyzji na podstawie rozmowy. Analizując zebrany materiał badawczy i formułując wytyczne należy brać pod uwagę ograniczenia, przed jakimi stoją lekarze praktycy. Przy finansowaniu i ogłaszaniu wyników badań klinicznych coraz większą rolę powinny odgrywać podmioty niezależne i publiczne.
Źródło: Trisha Greenhalgh i wsp.: Evidence based medicine: a movement in crisis? BMJ
Konieczne jest krytyczne podejście do publikowanych wyników badań klinicznych
Prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzicki, kierownik Katedry Chorób Wewnętrznych I Gerontologii UJ CM:
Autorzy komentarza w „British Medical Journal” poświęconego kryzysowi EBM zwracają uwagę na ograniczenia wynikające z dążenia do powszechnego stosowania medycyny opartej na faktach i proponują nowe pojęcie, jakim jest tzw. real evidence based medicine.
Ostatnie ćwierćwiecze przyniosło niewyobrażalny postęp medycyny, zarówno w zakresie nowych leków, technologii, jak i strategii postępowania. Leki biologiczne stały się powszechnie stosowane w reumatologii, onkologii, a stenty powlekane lekami standardem w kardiologii interwencyjnej. W diagnostyce pozytronowa tomografia emisyjna jest podstawą w rozpoznawaniu zaawansowania choroby nowotworowej, a rezonans magnetyczny coraz szerzej jest stosowany nie tylko w neurologii, ale we wszystkich innych dyscyplinach medycznych. W ciągu tych lat pojawiły się także zupełnie nowe techniki lecznicze, jak np. angioplastyka w świeżym zawale mięśnia sercowego, chirurgia laparoskopowa, wszczepialne implanty słuchowe czy terapia protonowa.
W ostatnich latach zmiany w medycynie dotyczyły również sposobu podejmowania decyzji klinicznych, które nie opierają się już na doświadczeniu pojedynczego lekarza, ale są rezultatem wyników badań prowadzonych przez lata w dużych grupach pacjentów i metaanaliz obejmujących wyniki uzyskane u indywidualnych chorych z różnych badań. „Czucie i wiara” zostały zastąpione przez „mędrca szkiełko i oko”. Badanie przedmiotowe zostało zastąpione przez badania dodatkowe, a rozmowa z chorym przez wypełnianie niezliczonej liczby formularzy.
Codziennie publikowane są setki artykułów, które dzięki Internetowi docierają natychmiast zarówno do lekarzy, pacjentów, jak i decydentów w zakresie finansowania procedur leczniczych. Nie można pominąć roli przemysłu, który stara się przekonać wszystkie strony, że jego osiągnięcia są lepsze od produktów konkurencji i powinny być stosowane (i finansowane) w pierwszej kolejności. Ważna jest również rola prawników, którzy za wszelką cenę próbują udowodnić, że w trakcie postępowania medycznego zostały popełnione błędy wynikające z nieprzestrzegania współczesnej wiedzy.
Wprowadzenie EBM miało stanowić odpowiedź na opisane powyżej zjawiska i pomóc lekarzowi w wyborze optymalnej dla chorego strategii postępowania. Próba uporządkowania wyników badań w formie ustrukturalizowanych wytycznych miała ułatwić lekarzom podejmowanie decyzji. Niewątpliwie EBM spełnia swoją rolę we współczesnej medycynie, stanowiąc rodzaj mapy dla wszystkich poruszających się w labiryncie nowych leków i technologii.
Pojawia się jednak pytanie: czy korzystając z medycyny opartej na faktach mamy świadomość jej ograniczeń? Czy powinniśmy bezwzględnie podążać za wytycznymi, czy też traktować je jedynie jako wskazówki, a nie znaki nakazu bądź zakazu? Główne ograniczenia EBM wynikają z niedoskonałości badań, na których opierają się rekomendacje, słabości badaczy podlegających wymogom publikowania i naciskom przemysłu, a także tendencji redakcji czasopism do publikowania wyników pozytywnych i zaniechania publikacji wyników negatywnych. To ostatnie zjawisko jest wzmacniane przez sponsorów badań (czyli przez przemysł farmaceutyczny), którzy również nie są zainteresowani publikacją negatywnych wyników badań.
Trisha Greenhalgh i współautorzy bardzo szeroko omawiają słabości EBM w dotychczasowej formie i proponują, aby zacząć wprowadzać „real EBM”, czyli prawdziwą medycynę opartą na faktach. Trudno odmówić im racji, bo argumenty, aby medycyna ponownie skoncentrowała się na pojedynczym chorym, z uwzględnieniem jego potrzeb, możliwości i pragnień, są bezsporne. Autorzy komentarza, wskazując na konieczność nawiązywania lepszego kontaktu z chorym, zapominają jednak o tym, że już dawno przestaliśmy kontrolować świat informacji, a źródłem wiedzy dla pacjenta stały się nie tylko rozmowa z lekarzem, ale przede wszystkim Internet i tzw. nowe media, jak Facebook lub Twitter.
Zgadzam się z rekomendacjami autorów, że istnieje potrzeba zmiany edukacji lekarzy, ze szczególnym zwróceniem uwagi na konieczność krytycznego podejścia do publikacji wyników badań. Niemniej jednak lekarze nie są w stanie śledzić całego postępu wiedzy nawet w swojej dziedzinie i dogłębnie go analizować. W rezultacie są zmuszeni opierać się na wytycznych przygotowywanych przez gremia ekspertów i towarzystwa naukowe. Ze swojej strony proponowałbym domagać się od autorów wytycznych, aby jednoznacznie i mocno podkreślali ich ograniczenia i słabości, wynikające z niedostatku dobrych jakościowo badań. Być może ta część rekomendacji powinna być publikowana w pierwszej kolejności, a dopiero w następnej powinno się wskazywać na korzyści uzyskiwane w ściśle określonych grupach chorych przy zastosowaniu danych leków lub technologii.
Równocześnie potrzebujemy nowych badań lub rejestrów, które objęłyby swoim zasięgiem pacjentów do tej pory wyłączanych z badań, czyli dzieci, osoby w bardzo zaawansowanym wieku, a także chorych z licznymi schorzeniami współistniejącymi. W przeciwnym razie będziemy stosowali rekomendacje oparte na badaniach, które z założenia wyłączały te grupy chorych.
Biorąc pod uwagę nasilającą się komercjalizację medycyny, jestem sceptyczny odnośnie do szans na wprowadzenie „real evidence based medicine”, ale w pełni się zgadzam ze stanowiskiem autorów artykułu, że racjonalna idea EBM została wypaczona przez usilne poszukiwanie nowych rozwiązań. Stosując zasady EBM zaczęliśmy leczyć choroby, a nie pacjentów, a zasada „primum non nocere” zeszła na dalszy plan w codziennej praktyce.
Zasada postępowania opartego na EBM nie powinna być kontestowana
Prof. dr hab. n. med. Maciej Krzakowski, kierownik Kliniki Chorób Płuc Centrum
Onkologii w Warszawie, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej:
Rozpoznawanie i leczenie w onkologii cechuje obecnie bardzo znaczna złożoność, która jest następstwem coraz lepszego poznawania różnych uwarunkowań przyczynowych chorób nowotworowych i odmienności ich przebiegu naturalnego oraz mnogości metod postępowania diagnostyczno-terapeutycznego. Przykładem złożoności jest niedrobnokomórkowy rak płuca — jeszcze niedawno nazwę tę odnosiliśmy do jednej choroby, obecnie wśród niedrobnokomórkowych raków płuca wyróżnić można przynajmniej kilka sytuacji klinicznych o odmiennym przebiegu i wymagających różnego postępowania. Złożoność — w wymienionym przykładzie oraz w przypadku wielu innych nowotworów — powoduje konieczność systematyzowania dostępnej wiedzy i tworzenia zaleceń postępowania, które powinny obejmować możliwie szeroki zakres sytuacji spotykanych w praktyce.
Tworzenie algorytmów postępowania jest procesem nieuniknionym, ale wytyczne powinny być oparte na sprawdzonych naukowo dowodach i zawierać możliwość dostosowania postępowania do szczególnych sytuacji. Stworzenie zaleceń uniwersalnych (tzn. obejmujących wszystkie możliwe sytuacje) jest bardzo trudne, ale nie może uzasadniać zaniechania procesów standaryzacji w onkologii. Zasada postępowania opartego na naukowo potwierdzonych faktach (ang. evidence-based medicine, EBM) nie powinna być kontestowana, ponieważ powrót do uprawiania medycyny uwzględniającej wyłącznie indywidualne i często subiektywne doświadczenie byłby szalenie trudny w dobie ogromnej złożoności problemów klinicznych.
Istotnym problemem jest natomiast uzyskiwanie tzw. dowodów naukowych. Dowodami naukowymi powinny być wyniki odpowiednio zaplanowanych badań z losowym doborem chorych. W pojęciu odpowiedniego planowania mieszczą się zarówno elementy związane z prawidłowym opracowaniem statystycznym (np. odpowiednia wielkość próby, czyli liczba chorych uczestniczących w badaniu), jak również racjonalnością ocenianej — nowej — metody postępowania (najczęściej leczenia). Racjonalność oznacza określanie wartości badanej metody postępowania w warunkach rzeczywistych, czyli u chorych o charakterystyce możliwie w największym stopniu zbliżonej do obserwowanej w praktyce klinicznej (nadal dosyć często stosowane są kryteria włączenia do badań, które trudno osiągnąć w codziennym postępowaniu). Racjonalność oznacza również odpowiednie dobieranie metod stosowanych w ramionach kontrolnych badań (niestety, wciąż zdarzają się badania z wykorzystaniem suboptymalnego postępowania w grupie kontrolnej). Można wymienić wiele innych czynników (np. określenie wpływu ocenianych metod na jakość życia chorych), które mają istotne znaczenie w ocenie wyników badań klinicznych i następowym formułowaniu zaleceń wykorzystujących EBM.
Należy racjonalnie oceniać wyniki badań klinicznych, co dotyczy w równym stopniu lekarzy i decydentów, jak i opinii publicznej. Nie należy koncentrować się na marginalnych efektach, ale trzeba uwzględniać kompleksowo wszystkie korzyści (możliwość uzyskania lepszych wskaźników przeżycia i bezpieczeństwa oraz jakości życia). Należy tworzyć warunki do prowadzenia większej niż obecnie liczby badań planowanych i prowadzonych przez niezależne od przemysłu farmaceutycznego ośrodki lub grupy naukowe.
Odejście od modelu EBM nie wydaje się uzasadnione i możliwe, ale konieczna jest racjonalność w interpretowaniu wyników badań klinicznych oraz konstruowaniu zasad postępowania w praktyce.
Zespół badawczy Trishy Greenhalgha przeprowadził ocenę wiarygodności badań i przydatności w codziennej praktyce lekarskiej analiz dokonywanych według medycyny opartej na faktach (EBM). Wyniki swojej pracy naukowcy opublikowali w „British Medical Journal”.
Brytyjscy badacze sformułowali krytyczne uwagi dotyczące podejmowania decyzji o wyborze indywidualnych terapii pacjentów na podstawie publikowanych wyników badań klinicznych. Zdaniem naukowców, kwestie ekonomiczne, polityczne, technologiczne i rynkowe skierowały medycynę opartą na faktach w stronę myślenia w kategoriach statystyki, ryzyka oraz pozornej pewności. Dlatego pacjenci są leczeni na podstawie algorytmów i biurokratycznych dyrektyw, nie są traktowani indywidualnie, ale jako element większej populacji.Selekcjonowanie przedmiotu i podmiotów badańPierwszym problemem jest wzrastający wpływ firm produkujących leki i wyroby medyczne na tematykę badań naukowych. Producenci środków leczniczych decydują, które metody terapii są analizowane i jakie miary stosuje się do określania ich skuteczności. Dochodzi do tego, że kryteria kwalifikowania pacjentów do badania umożliwiają selekcję tych, których pozytywna odpowiedź na badaną metodę leczenia jest najbardziej prawdopodobna. Producenci mają także wpływ na selekcję badań, których wyniki są publikowane. Na przykład przegląd badań leków przeciwdepresyjnych, sponsorowanych przez branżę medyczną, wykazał, że opublikowano 37 na 38 badań z wynikami korzystnymi, a jedynie 14 spośród 36 badań z wynikami niekorzystnymi. Innym przykładem jest zestawienie wyników badań leków psychiatrycznych, w których wykazano kolejno, że lek X jest lepszy od leku Y, lek Y jest lepszy od leku Z, a lek Z jest lepszy od leku X.Nadmiar rekomendacjiWskutek intensywnego formułowania i gromadzenia zaleceń i wytycznych postępowania klinicznego ilość informacji w tym zakresie stała się zbyt duża, aby lekarze mogli ją wykorzystywać w praktyce. W przykładowej całodobowej inspekcji przyjęć do szpitalnego oddziału w Wielkiej Brytanii stwierdzono 44 rozpoznania u 18 pacjentów i zidentyfikowano 3679 stron krajowych wytycznych mających zastosowanie w leczeniu tych przypadków. To zbyt duża zawartość informacyjna, aby lekarze mogli właściwie zastosować zalecenia w praktyce.Naciski biurokratyczne i zautomatyzowany sposób interpretowania danych sprawiają, że lekarze zachowują się defensywnie, stosując powszechne algorytmy zamiast indywidualnego podejścia do każdego pacjenta. Przeszacowanie korzyściKolejnym wskazywanym problemem jest to, że medycyna oparta na faktach coraz bardziej koncentruje się na marginalnych korzyściach dla pacjenta, gdyż terapie przynoszące największe korzyści już dawno zostały zbadane i opracowane. Zazwyczaj oznacza to przeszacowanie potencjalnych korzyści, ponieważ badane grupy nie są reprezentatywne dla populacji chorych na daną chorobę i choć wyniki próby mają znaczenie statystyczne, z punktu widzenia medycznego niewiele wnoszą. Oznacza to także poświęcanie coraz większej uwagi na wykrywanie przypadków wcześniej nieuznawanych za chorobowe i wynajdywanie możliwości interwencji. Nieprzewidziana wielochorobowośćWdrażanie wytycznych opartych na wynikach badań klinicznych często źle przekłada się na praktykę lekarską w sytuacji postępującej wielochorobowości pacjentów, zwłaszcza starszych. Problematyczne jest przenoszenie wyników badań przeprowadzonych na jednorodnych grupach chorych na pacjentów, u których współwystępuje kilka schorzeń. Specyficzne uwarunkowania każdego pacjenta z indywidualną wielochorobowością sprawiają, że oparta na EBM terapia stosowana w przypadku jednej choroby może zaostrzać inne schorzenie, najczęściej w związku z przyjmowaniem przez chorego wielu leków. Dominujące zdanie ekspertaPrawdziwa medycyna oparta na faktach wymaga, zdaniem autorów analizy, przedstawiania zindywidualizowanych dowodów badawczych w postaci zrozumiałej dla lekarzy i pacjentów. Taka medycyna nie może polegać na mechanicznym stosowaniu algorytmów, ale na bazowaniu na zdaniu ekspertów. Badacze podkreślają także znaczenie współpracy lekarza z pacjentem oraz wspólnego podejmowania decyzji na podstawie rozmowy. Analizując zebrany materiał badawczy i formułując wytyczne należy brać pod uwagę ograniczenia, przed jakimi stoją lekarze praktycy. Przy finansowaniu i ogłaszaniu wyników badań klinicznych coraz większą rolę powinny odgrywać podmioty niezależne i publiczne.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach