Krok w dobrym kierunku
Krok w dobrym kierunku
O potrzebie wprowadzenia Kodeksu Przejrzystości, korzyściach z tego płynących oraz obawach środowiska związanych z publicznym ujawnianiem dochodów rozmawiamy z prof. dr. hab. n. med. Tomasz Pasierskim, przewodniczącym Rady Przejrzystości Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, ordynatorem Oddziału Kardiologii i Chorób Naczyń Szpitala Specjalistycznego w Międzylesiu.
Jak ocenia pan szanse upowszechnienia Kodeksu Przejrzystości?
Działania podejmowane na wzór amerykańskiego Sunshine Act czy rozwiązań stosowanych w Holandii czy Francji idą w dobrym kierunku — aby przepływ pieniędzy od firm do lekarzy był transparentny. Uważam, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jakie korzyści uzyskują ludzie podejmujący w służbie zdrowia decyzje, za którymi płyną duże pieniądze.
Zwracam uwagę, że jesteśmy społeczeństwem bardzo zawistnym i rozumiem obawy osób osiągających bardzo wysokie dochody przed ich ujawnianiem. Mogą przecież stać się obiektem szantażu czy kradzieży. Jednak po wymiernych wskaźnikach życia można się zawsze zorientować, czy ktoś jest rzeczywiście bardzo zamożny, bez ujawniania dokumentów.
Pytanie jednak, jak to będzie wyglądać w praktyce. Czy nie zostaną ujawnione jakieś małe sumy, a o tych najważniejszych transakcjach się nie dowiemy. Moje obawy wynikają z tego, że w krajach zachodnich wprowadzanie zasad przejrzystości nie polega na inicjatywie firm, ale na działaniach ustawodawczych i regulacjach prawnych, a państwo stoi tam na straży ich przestrzegania.
Dlaczego nasze państwo tego nie robi?
Nasze państwo nie robi wielu rzeczy, które powinno, na przykład nie wprowadza przepisów o pełnomocniku medycznym, do czego jest zobligowane przez Radę Europy. Państwo zajmuje się, niestety, sprawami doraźnymi, bo ktoś strajkuje albo protestuje. Sprawy naprawdę ważne, takie, które dojrzewają latami, jakoś nie przyciągają uwagi posłów.
Kilka lat temu zaczęto regulować kontakty firm z lekarzami.
Mówimy o podarkach, a duże pieniądze płyną za realną pracę, taką jak konsultacje, wykłady. Niedawno wprowadzono w życie ideę o ujawnianiu przez konsultantów krajowych swoich dochodów oraz konfliktu interesów. Wielu konsultantów się wycofało ze sprawowania funkcji. Na tym przykładzie widać, co się może wydarzyć po wprowadzeniu rozwiązań typu Kodeks Przejrzystości. Wiele zależy od tego, jak solidnie podejdą do zgłaszania informacji firmy-sygnatariusze kodeksu.
Osobiście chętnie bym zajrzał do informacji dotyczących przepływu pieniędzy między firmami a lekarzami. W czasopiśmie „Kardiologia Polska” istnieje formuła zgłaszania konfliktu interesów, sam byłem dziesięć lat temu jej inicjatorem. I owszem, wszyscy deklarują formułę „nie mam konfliktu interesów”. A jednak skądinąd wiem, że ktoś stoi w oczywistym konflikcie interesów, bo na przykład byłem na wykładzie prowadzonym przezeń dla jakiejś firmy. Z pracy w AOTM pamiętam sytuacje, w których pytaliśmy ekspertów o konflikt interesów i słyszeliśmy w odpowiedzi, że ktoś wykonuje różne prace i zlecenia właściwie dla wszystkich firm, więc jest obiektywny, ponieważ z nikim nie czuje się specjalnie związany. Wielu ludzi uważa, że stoi ponad takimi problemami. Badania socjologiczne udowadniają jednak, że po przyjęciu jakiejś korzyści chcąc nie chcąc tracimy obiektywizm osądu i poglądów, choć wydaje nam się, że nadal go zachowujemy.
Na czym polegają obawy?
Wydaje mi się, że nie ma się czego bać. Te pieniądze, o których mówimy, są uczciwie zarabiane, otrzymywane legalnie na podstawie umów, wynikają z działania rynku. Ta praca ma swoją wartość i ktoś, kto ją wykonuje, powinien otrzymywać wynagrodzenie. Tak więc nie widzę powodu do sporów czy kontrowersji.
Czy wprowadzenie kodeksów przejrzystości może przynieść korzyści lekarzom?
Lekarze odniosą korzyści długofalowe, ponieważ wzrośnie do nich zaufanie. Chociaż na początku zwykły doktor Kowalski może tego nie odczuć, a nawet odczuwać dyskomfort, że pacjenci przeczytają o jego dodatkowych dochodach. Relacje między firmami farmaceutycznymi a lekarzami są wrażliwym tematem na całym świecie. I bywa, że na osłabieniu wizerunku obu stron korzystają na przykład zwolennicy jakichś idiotycznych diet, którzy insynuują, że lekarze świadomie ukrywają cudowne, naturalne metody walki z rakiem w trosce o interesy przemysłu i swoje własne. Nastąpił zbyt wyraźny przechył w kierunku braku zaufania i dlatego sądzę, że wprowadzenie przejrzystości relacji przywróci równowagę. Pacjenci będą wiedzieli, na czym polegają w rzeczywistości te relacje i mity znikną. Przecież jeśli ktoś napisał poważną, pracochłonną ekspertyzę i otrzymał za to dobre wynagrodzenie, to nie ma się czego wstydzić.
Czyli środowisko lekarskie powinno zadbać o swój wizerunek.
Zdecydowanie tak. Lekarze powinni podjąć profesjonalne działania w trosce o zbudowanie swojego pozytywnego wizerunku. Niestety, samorząd lekarski przyjął bardzo defensywną postawę obrony przed zagrożeniami na zasadzie ich zwalczania i zaprzeczania. A potrzebne są działania pozytywne, promowanie dobrych przykładów, które zrównoważą przykłady negatywne. Warto wykorzystywać nowoczesne techniki komunikacji, media elektroniczne. W moim odczuciu, w społeczeństwie polskim jest powszechne przekonanie, że lekarze są bardzo uzależnieni od przemysłu. Zresztą podobne opinie panują także w innych krajach.
Żyjemy w cywilizacji przejrzystości. We współczesnym świecie sytuacje korupcyjne są podstawowym zagrożeniem dla demokracji i sprawnego funkcjonowania państwa. Nie możemy utrzymywać nieprzejrzystych enklaw, takich jak na przykład relacje lekarzy z firmami farmaceutycznymi. Musimy je otworzyć. Moim zdaniem, najgorsza jest sytuacja, kiedy narastają niedopowiedzenia i mity wokół jakichś relacji, ogromnych dochodów, których nie można zweryfikować.
Z tym coś trzeba zrobić, bo dochodzimy do sytuacji, w której wypisuję pacjentowi leki, a on mnie pyta, czy to są rzeczywiście leki jak należy, czy też zostały wypisane dlatego, że pan doktor ostatnio rozmawiał z jakąś firmą. Nawet jeśli przekonam go, że ja jestem uczciwy, to nie wystarczy — trzeba zmienić przeświadczenie społeczne w stosunku do ogółu lekarzy.
Zdarza się jednak, że pacjentów to przeczucie nie myli...
Kierując oddziałem kardiologicznym dużego szpitala widzę, jak chorzy do nas przychodzący otrzymują nowe leki falami. Mogę się domyślać, że właśnie wykonano intensywną pracę marketingową nad tym czy innym farmaceutykiem. W ordynacji lekowej w różnych regionach występują znaczące różnice, nie tylko oczywiście w Polsce, widać je na całym świecie. Kiedyś Niemcy analizowali to zjawisko i wyliczyli duże sumy oszczędności, które w tym drzemią. Także w Anglii liczono wydatki na rozmaite statyny, blokery pompy protonowej i inhibitory konwertazy, ujawniając wielkie różnice. Marketing jednak działa i dlatego przejrzystość relacji jest potrzebna.
Wysokość dochodów i korzyści bywa dramatycznie różna. Czy wszystkie sytuacje powinny być traktowane podobnie?
Każdy powinien wiedzieć, o jakich korzyściach mówimy, aby mógł sobie wyrobić pogląd na obiektywizm swojego lekarza. Na podstawie doświadczeń z USA wiemy, że zdarzają się przypadki niedobre. Głośna była sprawa psychiatry profesora Charlesa Nemeroffa z Emory University, który za pisanie m.in. rozmaitych wytycznych do postępowania otrzymał kilkumilionowe kwoty od firm farmaceutycznych i znaczną część tych dochodów zataił przed urzędem podatkowym. Jeśli mówimy o takich kwotach, to chyba trudno zachować obiektywizm. Bywają jednak i takie sytuacje, kiedy jakiś profesor pisze tekst i otrzymuje za niego pięćset złotych. Za taką kwotę z kolei trudno obiektywizm stracić. Jestem przekonany, że gdzieś te proporcje się ustalą.
Czyli Kodeks Przejrzystości można uznać za dobre rozwiązanie?
To jest niewątpliwie krok w dobrą stronę. Potrzebne są działania w kierunku oczyszczania sytuacji. Firmy generyczne, które mają bardzo duże udziały w rynku, również powinny się pod tym podpisać. Mam nadzieję, że przykład INFARMY podziała na nie pozytywnie, bo bez tego nadal będzie istniała luka w systemie przejrzystości. Chociaż jeśli nawet tylko producenci leków oryginalnych wprowadzą zasady kodeksu, to i tak będzie to bardzo duże osiągnięcie. Dlatego uważam, że cały problem powinniśmy rozwiązać ustawowo, biorąc przykład z innych krajów. Sytuacja jest zbyt poważna, żeby nie robić niczego.
O KIM MOWA
Prof. dr hab. n. med. Tomasz Pasierski jest przewodniczącym Rady Przejrzystości AOTMiT, ordynatorem Oddziału Kardiologii i Chorób Naczyń Szpitala Specjalistycznego w Międzylesiu oraz kierownikiem Zakładu Humanistycznych Podstaw Medycyny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

O potrzebie wprowadzenia Kodeksu Przejrzystości, korzyściach z tego płynących oraz obawach środowiska związanych z publicznym ujawnianiem dochodów rozmawiamy z prof. dr. hab. n. med. Tomasz Pasierskim, przewodniczącym Rady Przejrzystości Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, ordynatorem Oddziału Kardiologii i Chorób Naczyń Szpitala Specjalistycznego w Międzylesiu.
Jak ocenia pan szanse upowszechnienia Kodeksu Przejrzystości?Działania podejmowane na wzór amerykańskiego Sunshine Act czy rozwiązań stosowanych w Holandii czy Francji idą w dobrym kierunku — aby przepływ pieniędzy od firm do lekarzy był transparentny. Uważam, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jakie korzyści uzyskują ludzie podejmujący w służbie zdrowia decyzje, za którymi płyną duże pieniądze. Zwracam uwagę, że jesteśmy społeczeństwem bardzo zawistnym i rozumiem obawy osób osiągających bardzo wysokie dochody przed ich ujawnianiem. Mogą przecież stać się obiektem szantażu czy kradzieży. Jednak po wymiernych wskaźnikach życia można się zawsze zorientować, czy ktoś jest rzeczywiście bardzo zamożny, bez ujawniania dokumentów.Pytanie jednak, jak to będzie wyglądać w praktyce. Czy nie zostaną ujawnione jakieś małe sumy, a o tych najważniejszych transakcjach się nie dowiemy. Moje obawy wynikają z tego, że w krajach zachodnich wprowadzanie zasad przejrzystości nie polega na inicjatywie firm, ale na działaniach ustawodawczych i regulacjach prawnych, a państwo stoi tam na straży ich przestrzegania. Dlaczego nasze państwo tego nie robi?Nasze państwo nie robi wielu rzeczy, które powinno, na przykład nie wprowadza przepisów o pełnomocniku medycznym, do czego jest zobligowane przez Radę Europy. Państwo zajmuje się, niestety, sprawami doraźnymi, bo ktoś strajkuje albo protestuje. Sprawy naprawdę ważne, takie, które dojrzewają latami, jakoś nie przyciągają uwagi posłów. Kilka lat temu zaczęto regulować kontakty firm z lekarzami.Mówimy o podarkach, a duże pieniądze płyną za realną pracę, taką jak konsultacje, wykłady. Niedawno wprowadzono w życie ideę o ujawnianiu przez konsultantów krajowych swoich dochodów oraz konfliktu interesów. Wielu konsultantów się wycofało ze sprawowania funkcji. Na tym przykładzie widać, co się może wydarzyć po wprowadzeniu rozwiązań typu Kodeks Przejrzystości. Wiele zależy od tego, jak solidnie podejdą do zgłaszania informacji firmy-sygnatariusze kodeksu. Osobiście chętnie bym zajrzał do informacji dotyczących przepływu pieniędzy między firmami a lekarzami. W czasopiśmie „Kardiologia Polska” istnieje formuła zgłaszania konfliktu interesów, sam byłem dziesięć lat temu jej inicjatorem. I owszem, wszyscy deklarują formułę „nie mam konfliktu interesów”. A jednak skądinąd wiem, że ktoś stoi w oczywistym konflikcie interesów, bo na przykład byłem na wykładzie prowadzonym przezeń dla jakiejś firmy. Z pracy w AOTM pamiętam sytuacje, w których pytaliśmy ekspertów o konflikt interesów i słyszeliśmy w odpowiedzi, że ktoś wykonuje różne prace i zlecenia właściwie dla wszystkich firm, więc jest obiektywny, ponieważ z nikim nie czuje się specjalnie związany. Wielu ludzi uważa, że stoi ponad takimi problemami. Badania socjologiczne udowadniają jednak, że po przyjęciu jakiejś korzyści chcąc nie chcąc tracimy obiektywizm osądu i poglądów, choć wydaje nam się, że nadal go zachowujemy. Na czym polegają obawy?Wydaje mi się, że nie ma się czego bać. Te pieniądze, o których mówimy, są uczciwie zarabiane, otrzymywane legalnie na podstawie umów, wynikają z działania rynku. Ta praca ma swoją wartość i ktoś, kto ją wykonuje, powinien otrzymywać wynagrodzenie. Tak więc nie widzę powodu do sporów czy kontrowersji. Czy wprowadzenie kodeksów przejrzystości może przynieść korzyści lekarzom?Lekarze odniosą korzyści długofalowe, ponieważ wzrośnie do nich zaufanie. Chociaż na początku zwykły doktor Kowalski może tego nie odczuć, a nawet odczuwać dyskomfort, że pacjenci przeczytają o jego dodatkowych dochodach. Relacje między firmami farmaceutycznymi a lekarzami są wrażliwym tematem na całym świecie. I bywa, że na osłabieniu wizerunku obu stron korzystają na przykład zwolennicy jakichś idiotycznych diet, którzy insynuują, że lekarze świadomie ukrywają cudowne, naturalne metody walki z rakiem w trosce o interesy przemysłu i swoje własne. Nastąpił zbyt wyraźny przechył w kierunku braku zaufania i dlatego sądzę, że wprowadzenie przejrzystości relacji przywróci równowagę. Pacjenci będą wiedzieli, na czym polegają w rzeczywistości te relacje i mity znikną. Przecież jeśli ktoś napisał poważną, pracochłonną ekspertyzę i otrzymał za to dobre wynagrodzenie, to nie ma się czego wstydzić. Czyli środowisko lekarskie powinno zadbać o swój wizerunek.Zdecydowanie tak. Lekarze powinni podjąć profesjonalne działania w trosce o zbudowanie swojego pozytywnego wizerunku. Niestety, samorząd lekarski przyjął bardzo defensywną postawę obrony przed zagrożeniami na zasadzie ich zwalczania i zaprzeczania. A potrzebne są działania pozytywne, promowanie dobrych przykładów, które zrównoważą przykłady negatywne. Warto wykorzystywać nowoczesne techniki komunikacji, media elektroniczne. W moim odczuciu, w społeczeństwie polskim jest powszechne przekonanie, że lekarze są bardzo uzależnieni od przemysłu. Zresztą podobne opinie panują także w innych krajach. Żyjemy w cywilizacji przejrzystości. We współczesnym świecie sytuacje korupcyjne są podstawowym zagrożeniem dla demokracji i sprawnego funkcjonowania państwa. Nie możemy utrzymywać nieprzejrzystych enklaw, takich jak na przykład relacje lekarzy z firmami farmaceutycznymi. Musimy je otworzyć. Moim zdaniem, najgorsza jest sytuacja, kiedy narastają niedopowiedzenia i mity wokół jakichś relacji, ogromnych dochodów, których nie można zweryfikować.Z tym coś trzeba zrobić, bo dochodzimy do sytuacji, w której wypisuję pacjentowi leki, a on mnie pyta, czy to są rzeczywiście leki jak należy, czy też zostały wypisane dlatego, że pan doktor ostatnio rozmawiał z jakąś firmą. Nawet jeśli przekonam go, że ja jestem uczciwy, to nie wystarczy — trzeba zmienić przeświadczenie społeczne w stosunku do ogółu lekarzy.Zdarza się jednak, że pacjentów to przeczucie nie myli... Kierując oddziałem kardiologicznym dużego szpitala widzę, jak chorzy do nas przychodzący otrzymują nowe leki falami. Mogę się domyślać, że właśnie wykonano intensywną pracę marketingową nad tym czy innym farmaceutykiem. W ordynacji lekowej w różnych regionach występują znaczące różnice, nie tylko oczywiście w Polsce, widać je na całym świecie. Kiedyś Niemcy analizowali to zjawisko i wyliczyli duże sumy oszczędności, które w tym drzemią. Także w Anglii liczono wydatki na rozmaite statyny, blokery pompy protonowej i inhibitory konwertazy, ujawniając wielkie różnice. Marketing jednak działa i dlatego przejrzystość relacji jest potrzebna. Wysokość dochodów i korzyści bywa dramatycznie różna. Czy wszystkie sytuacje powinny być traktowane podobnie? Każdy powinien wiedzieć, o jakich korzyściach mówimy, aby mógł sobie wyrobić pogląd na obiektywizm swojego lekarza. Na podstawie doświadczeń z USA wiemy, że zdarzają się przypadki niedobre. Głośna była sprawa psychiatry profesora Charlesa Nemeroffa z Emory University, który za pisanie m.in. rozmaitych wytycznych do postępowania otrzymał kilkumilionowe kwoty od firm farmaceutycznych i znaczną część tych dochodów zataił przed urzędem podatkowym. Jeśli mówimy o takich kwotach, to chyba trudno zachować obiektywizm. Bywają jednak i takie sytuacje, kiedy jakiś profesor pisze tekst i otrzymuje za niego pięćset złotych. Za taką kwotę z kolei trudno obiektywizm stracić. Jestem przekonany, że gdzieś te proporcje się ustalą. Czyli Kodeks Przejrzystości można uznać za dobre rozwiązanie?To jest niewątpliwie krok w dobrą stronę. Potrzebne są działania w kierunku oczyszczania sytuacji. Firmy generyczne, które mają bardzo duże udziały w rynku, również powinny się pod tym podpisać. Mam nadzieję, że przykład INFARMY podziała na nie pozytywnie, bo bez tego nadal będzie istniała luka w systemie przejrzystości. Chociaż jeśli nawet tylko producenci leków oryginalnych wprowadzą zasady kodeksu, to i tak będzie to bardzo duże osiągnięcie. Dlatego uważam, że cały problem powinniśmy rozwiązać ustawowo, biorąc przykład z innych krajów. Sytuacja jest zbyt poważna, żeby nie robić niczego. O KIM MOWAProf. dr hab. n. med. Tomasz Pasierski jest przewodniczącym Rady Przejrzystości AOTMiT, ordynatorem Oddziału Kardiologii i Chorób Naczyń Szpitala Specjalistycznego w Międzylesiu oraz kierownikiem Zakładu Humanistycznych Podstaw Medycyny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach